Kiedy zawiąże się ten worek z aferami Koalicji Obywatelskiej? Od wakacji co rusz jesteśmy zaskakiwani bardzo ciekawymi informacjami. Najpierw mieliśmy lekarza milionera z legitymacją Koalicji Obywatelskiej, później był poseł Wojciech Król, którego Prokuratura Europejska podejrzewa o to, że ma bardzo lepkie ręce. A ostatnio mieliśmy aferę z wiceszefową Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego i prawdopodobnie lewe odszkodowania popowodziowe. Sporo tego, przyzna pani.
Każda z tych spraw jest przede wszystkim wyjaśniana przez prokuraturę i odpowiednie służby. Nikt z Koalicji Obywatelskiej w żaden sposób nie broni tych osób. Każda z tych osób musi zostać przesłuchana. Jeśli potwierdzą się zarzuty, musi ponieść konsekwencje prawne, ale też wszystkie te osoby ponoszą konsekwencje polityczne.
Chciałbym trochę podrążyć sprawę Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego. Jak to możliwe, że nikt nie zauważył, że wypłacane są wielomilionowe odszkodowania ludziom, którzy nie byli zalani? Pani Anna Konieczyńska nie jest już w Koalicji Obywatelskiej, ale do niedawna była. Czy nikt tego nie nadzorował? Czy może to jest taka norma na Dolnym Śląsku, że najpierw swoim, a potem tym, którzy potrzebują?
Absolutnie nie jest to norma, bo wsparcie dla terenów popowodziowych było naprawdę ogromne. To były kwoty miliardowe, skierowane przede wszystkim na zasiłki dla osób, które były poszkodowane w powodzi. Tą sprawą, jeszcze przed doniesieniami medialnymi, zajmowało się CBA. Badało nie tylko tę konkretną osobę czy tę konkretną firmę, ale w ogóle wszystkie dotacje, które zostały przez tę agencję wypłacone. Ministerstwo Rozwoju również zwróciło się o przekazanie listy przedsiębiorstw, które otrzymały takie wsparcie. Tak naprawdę już od miesięcy CBA przyglądało się tej sprawie – nie tylko tej konkretnej osobie, ale w ogóle wszystkim tym dotacjom.
Prokuratura z urzędu wszczęła też postępowanie, więc myślę, że to kwestia czasu, kiedy usłyszymy już o konkretnych zarzutach i konkretnych postępowaniach. Pamiętajmy, że jest to mimo wszystko jakiś procent, jeśli nie promil, tego wsparcia. Niestety zawsze znajdą się osoby, które będą chciały wykorzystać system pomocy czy taką nadzwyczajną sytuację.
Moim zdaniem jest to sytuacja obrzydliwa, dlatego że mówimy, po pierwsze, o wykorzystywaniu swojej działalności zawodowej. Ta pani wiedziała, że ma dostęp do wiedzy i do tych środków, i wykorzystała to na własne cele czy cele swojej rodziny, męża. Teraz jest już pewnie drugorzędne, kto to był. Była to osoba z nią blisko związana, więc jest to po prostu oburzające na wielu poziomach. Niestety znajdują się jednostki, które w ten sposób chcą wykorzystywać system. Przecież pamiętamy pandemię i aferę RARS. To też były ogromne środki wykorzystywane przez osoby, które chciały w jakiś sposób być beneficjentami tego, że działamy w takich nadzwyczajnych okolicznościach.
Tylko dlaczego ta pani straciła miejsce w Koalicji Obywatelskiej dopiero wtedy, kiedy napisali o tym dziennikarze?
Myślę, że to pytanie do zarządu dolnośląskiej Koalicji Obywatelskiej. Zakładam natomiast, że to postępowanie czy działalność kontrolna prowadzona przez CBA nie były powszechnie znane wszystkim. Postępowanie musiało być prowadzone raczej w sposób niepubliczny z racji wrażliwości tego tematu. Nie dziwię się więc, że nie dotarło to do zarządu Koalicji Obywatelskiej, która przecież nie miała bezpośrednich związków z tą panią.
Mówi pani, że nikt w Koalicji Obywatelskiej nie broni tych ludzi w związku z aferami, o których mówiłem na początku. Chciałem więc wrócić do głosowania sejmowego – głosowania, w którym mieli się państwo zgodzić albo nie zgodzić na zatrzymanie i areszt posła Koalicji Obywatelskiej Wojciecha Króla. Pani zagłosowała za tym, żeby jednak nie zgadzać się na areszt, chociaż wcześniej nie miała pani żadnego problemu, żeby w przypadku chociażby posłów PiS na ten areszt się godzić.
Zgodziliśmy się na zdjęcie immunitetu pana posła. Myślę, że to ważny szczegół.
Na zatrzymanie i areszt się państwo nie zgodzili.
Taka była decyzja komisji regulaminowej. Przedstawiciele Prokuratury Europejskiej wnioskowali, żeby posiedzenie komisji regulaminowej przenieść na pierwsze posiedzenie we wrześniu, czyli chcieli przesunąć tę decyzję komisji regulaminowej de facto o miesiąc. To pozwoliło komisji regulaminowej sądzić, że sprawa nie jest na tyle pilna, żeby stosować tak surowy środek, jakim jest tymczasowe aresztowanie.
Myślę natomiast, że kluczowe jest tutaj zdjęcie immunitetu, bo pozwala postawić zarzuty i domagać się odpowiedzialności karnej od posła, który ma teraz oczywiście prawo bronić swojej niewinności przed sądem. Więc to też nie jest tak, że…
Ma prawo bronić się z wolnej stopy. A kiedy wcześniej głosowała pani za tym, żeby godzić się na areszt i zatrzymanie innych posłów, pisała pani na przykład: „Czas bezkarności się skończył” albo: „Każdy jest równy wobec prawa”.
Jeśli mówimy na przykład o pośle Ziobrze czy Romanowskim, to tutaj były jednak przesłanki do tego, że będą próbowali uciekać.
Wygląda na to, że Marcin Romanowski pozazdrościł Zbigniewowi Ziobrze i też chce grać na nosie państwowej prokuraturze kierowanej przez ministra Żurka. Chce tego listu żelaznego. Może warto dać mu ten list żelazny, skoro nie udało się go państwu zatrzymać i doprowadzić i raczej się nie uda, skoro jest w Naddniestrzu?
Myślę, że ten wniosek jest pewnym aktem desperacji i chyba faktycznie pan Romanowski zobaczył, że nie ma szans na przedłużanie w nieskończoność pobytu poza Polską, i stąd ten list żelazny. Oczywiście sąd musi się nad tym pochylić. Uważam też, że jeśli spełnione są przesłanki wydania tego listu, to być może byłby to sposób, żeby faktycznie mógł odpowiadać przed polskim sądem.
Chociaż w jego przypadku tymczasowy areszt był akurat bardzo uzasadniony, jak widać, skoro od razu skierował swoje kroki poza granice Polski. Na pewno widzi, że nie da się uciekać w nieskończoność. Jego życie też jest w jakiś sposób ograniczone. Musi przecież posługiwać się inną tożsamością, nie może swobodnie się przemieszczać, używać kart kredytowych czy w jakiś sposób kontaktować się zapewne z osobami przebywającymi w Polsce.
Zastanawiające jest też, kto opłaca jego pobyt, bo przecież mówi się o tym, że bez wiedzy rosyjskich służb specjalnych nie można tam przebywać przez dłuższy czas. Myślę więc, że ten list spowodował więcej pytań niż odpowiedzi.
Czy pani zdaniem Monika Piątkowska wstydzi się tego, że jest z Koalicji Obywatelskiej i że jest popierana przez PSL, skoro zdecydowała się nie startować z komitetu partyjnego, tylko ze swojego „obywatelskiego” komitetu?
Nie, absolutnie pani senator nie wstydzi się tego, że jest z Koalicji Obywatelskiej. Przecież w żaden sposób tego nie ukrywa. Mówi o wsparciu zarówno pana premiera, jak i pana wicepremiera.
Myślę, że chodziło o to, by pokazać Krakowianom, że najważniejsza jest propozycja, którą będzie przedstawiała pani senator, i by trochę zasypać podziały, które stworzyły się w Krakowie. Faktycznie uważam, że włodarze miast powinni być przede wszystkim prezydentami miast, a dopiero potem na przykład członkami partii. Myślę, że była to po prostu decyzja o otwarciu się na różne środowiska i różnych wyborców.
Ale legitymacji nie rzuciła.
Z tego, co wiemy, jest dalej członkinią Koalicji Obywatelskiej.
Czy ta dzisiejsza, potencjalna, trzymana w głębokiej tajemnicy wizyta premiera Tuska w Krakowie, do której ma podobno dojść około czternastej – choć nie wiem tego na sto procent – jest związana z kampanią wyborczą w Krakowie?
Myślę, że już niedługo, pewnie za parę godzin, jeśli nie za kilkanaście minut, zarówno pan redaktor, jak i wszyscy słuchacze się o tym dowiedzą. Nie chciałabym tutaj uprzedzać faktów.
Wracając do pani Piątkowskiej: pani zdaniem ma ona szansę wejść do drugiej tury? Kilka dni temu był taki sondaż dla „Krakowskiej”. Łukasz Gibała miał tam 25 procent poparcia, Monika Piątkowska ledwo 12, a tuż za nią Daria Gosek-Popiołek – prawie 10 procent – i Michał Drewnicki – prawie 9.
Tak. Myślę, że pani senator ma jak najbardziej szansę na wejście do drugiej tury. Jest kandydatką kompetentną, która ma już doświadczenie w zarządzaniu miastem i różnymi instytucjami. W takim charakterze zarządczym już się sprawdziła. Pokazała też w kampanii uzupełniającej do Senatu, że ma determinację, żeby walczyć i reprezentować Kraków, więc myślę, że jak najbardziej sprawdzi się w roli prezydentki Krakowa.
Skoro już stwierdziliśmy, że być może rzeczywiście wejdzie do tej drugiej tury, to co będzie wtedy? Paweł Śliz z Polski 2050 kilka dni temu powiedział w Radiu Kraków, że rozważa poparcie Łukasza Gibały. Jeśli więc nawet wasi koalicjanci popieraliby Łukasza Gibałę, a nie panią Piątkowską, to szanse w drugiej turze byłyby już naprawdę marne.
Słyszałam tę wypowiedź. Polska 2050 ma prawo popierać takiego kandydata, jakiego chce. Nie wiem natomiast, czy byłoby to kluczowe w tym wyścigu o drugą turę. Druga tura zawsze jest trochę nowym rozdaniem i tak naprawdę wszystko może się wydarzyć.
Wróćmy do polityki ogólnopolskiej, a właściwie do styku prawa i polityki. Pani jest prawniczką. Zajrzałem na pani stronę internetową i jest tam napisane między innymi: „Niezależny wymiar sprawiedliwości i przejrzyste przepisy to fundament bezpieczeństwa obywateli”. Dalej pisze pani: „Pracuję nad przywracaniem praworządności. To proces, który wymaga cierpliwości, ale bez niego nie da się odbudować zaufania do państwa”.
Mam więc pytanie: jeśli jeden z najbliższych współpracowników premiera Donalda Tuska, minister do spraw wdrażania polityki rządu Maciej Berek, zostanie – bodajże we wtorek – zgłoszony jako kandydat do Trybunału Konstytucyjnego, to jak pani zagłosuje?
Przede wszystkim na razie są to raczej nieoficjalne doniesienia medialne. Pan minister Berek również nic na ten temat nie mówił, więc poczekajmy, aż w ogóle pojawi się pewna informacja. Na razie wydaje mi się, że jest to tylko jakaś wrzutka, może plotka, a nie sprawdzone informacje.
Oczywiście pan Maciej Berek jest ekspertem, specjalistą i bardzo ważną postacią w rządzie. Zawsze występował też na stanowiskach bardziej eksperckich, więc na pewno ma bardzo dużą wiedzę na temat działania państwa czy prawa administracyjnego.
Tak łatwo się pani nie wykpi, bo politycy już otwarcie to komentują, również politycy koalicyjni – niektórzy krytykują, inni popierają tę ewentualną kandydaturę. Przynajmniej rozważana chyba więc jest. Nie odpowiedziała mi pani na pytanie: jeśli doszłoby do zgłoszenia tego kandydata, to zagłosuje pani za jego kandydaturą czy przeciw?
Najpierw musiałby faktycznie zostać naszym kandydatem albo w ogóle kandydatem zgłoszonym i poddanym pod głosowanie Sejmu. Nie wiem też, czy w ogóle mógłby być kandydatem, skoro wydaje mi się, że trzeba przez dziesięć lat wykonywać jakiś zawód prawniczy. Nie wiem natomiast, czy samo bycie na przykład radcą prawnym czy adwokatem wystarczy, czy trzeba aktywnie wykonywać zawód.
Myślę więc, że mogą tu również występować kwestie formalne, które mogłyby przeszkadzać w zgłoszeniu. Tak jak mówię, na razie naprawdę pozostaje to wyłącznie w sferze doniesień medialnych.
Wciąż nie odpowiada pani na moje pytanie, więc zapytam inaczej. Czy ktoś z rządu – skoro pani mówi, że raczej nie, że nie ma doświadczenia, że tutaj…
Raczej nie, że nie ma doświadczenia, tylko że nie spełnia tego warunku formalnego, bo doświadczenie ma.
To czy ktoś z rządu nie powinien wyjść i powiedzieć: „Nie, to są plotki i pan Berek będzie się zajmował czymś zupełnie innym”?
Mam nadzieję, że niedługo usłyszymy konkretnie, może od samego pana ministra Berka, jakie są jego dalsze plany oraz dementi albo potwierdzenie tych doniesień medialnych. Myślę, że przede wszystkim od niego powinno to wyjść.
To jeszcze jeden cytat z pani Aleksandry Kot, z wystąpienia sejmowego z 2024 roku: „Praktyczną realizację zasady rządów prawa może nam zapewnić tylko i wyłącznie niezależny Trybunał Konstytucyjny”.
No tak, oczywiście.
Z Maciejem Berkiem czy bez?
Myślę, że powinni się tam przede wszystkim znajdować sędziowie, na przykład osoby wykonujące przez wiele lat zawód sędziego. To muszą być eksperci, którzy zajmują się także orzekaniem. Myślę, że takie osoby powinny się tam przede wszystkim znajdować.
Nie umniejszając oczywiście panu Berkowi, który – tak jak powiedziałam – na pewno jest ekspertem, natomiast nie jest sędzią i, z tego co wiem, nie wykonywał tego zawodu.