Tymczasowe aresztowanie jako środek wyjątkowy
O tych obrazkach mówiła cała Polska. Sześćdziesięcioletni rolnik rozorał drogę pługiem, bo uważa, że część terenu, na którym wylano asfalt, należy do niego. Emocje jednak opadły, można więc rzeczowo porozmawiać o tym, że sąd zdecydował o trzymiesięcznym tymczasowym areszcie dla mężczyzny. Kiedy właściwie areszt tymczasowy powinien być stosowany i co to jest za narzędzie?
Już wszystko wyjaśniam po kolei. Ja też mam w tej sprawie wątpliwości, mimo że przyglądam się jej z boku, pewnie jak cała Polska. Mogę powiedzieć jedno: tymczasowe aresztowanie jest zawsze najsurowszym środkiem.
To środek, który stosujemy wówczas, gdy chcemy zapobiec popełnieniu kolejnego przestępstwa, ale także przede wszystkim ułatwić procedowanie i zabezpieczyć prawidłowy tok postępowania, na przykład przed ewentualnym matactwem ze strony podejrzanego.
Ten środek to zawsze sytuacja wyjątkowa. Można go zastosować tylko wobec osoby, której wcześniej na piśmie przedstawiono zarzuty. W tej sprawie tak się stało. Ale to nie jest warunek wystarczający. Trzeba wykazać, uprawdopodobnić, że ta osoba w przyszłości może na przykład zakłócać przebieg postępowania dotyczącego zniszczenia drogi, w tym przypadku na dosyć dużą kwotę.
Osobiście uważam, mimo że nie znam akt sprawy, że ten środek został zastosowany może nie tyle przedwcześnie, ile na pewno nie powinien być stosowany na taki maksymalny jednorazowy okres. Regułą jest, że często stosuje się go na trzy miesiące. Jest to wygodne dla organów procesowych.
Trzeba też dodać, że sąd zastosował ten środek na wniosek prokuratury. Sąd nie może tego zrobić sam. Na tym etapie postępowania musi rozpoznać wniosek prokuratury. Dwa organy państwowe – prokurator i sąd, po wcześniejszym zabezpieczeniu dowodów przez policję – zdecydowały się sięgnąć po taki środek. Moim zdaniem przedwcześnie.
Areszty tymczasowe i problem systemowy
Prokuratora jeszcze jestem w stanie zrozumieć, bo on ciągnie w swoją stronę. Natomiast sąd powinien być bezstronny. Patrzę też na statystyki: mniej więcej dwadzieścia tysięcy wniosków rocznie o areszt tymczasowy, sądy przychylają się do nawet dziewięćdziesięciu procent z nich. Przy przedłużeniach te dane są jeszcze bardziej brutalne, bo akceptowanych jest ponad dziewięćdziesiąt pięć procent wniosków. Przy takich liczbach zapala się czerwona lampka. Od lat mówi się, że tymczasowy areszt jest w Polsce nadużywany.
To wszystko prawda. Rzeczywiście ten odsetek, około dziewięćdziesięciu procent, nie zmienia się na przestrzeni ostatnich lat. Przypuszczam, że przynajmniej piętnastu lat, bo w takim zakresie prowadziłem badania.
Po drugie, pamiętajmy o tym, że ten środek bywa czasem określany potocznie jako areszt wydobywczy. Co to jest areszt wydobywczy? To sytuacja, gdy organ postępowania stosuje tymczasowe aresztowanie nie tyle w celu zabezpieczenia prawidłowego postępowania, jak powinno być, ale przede wszystkim po to, żeby wywrzeć presję i nacisk na podejrzanego albo oskarżonego.
Mówiąc kolokwialnie i brzydko: żeby go złamać?
Tak, żeby go złamać. Żeby zaczął, jak to się potocznie mówi, sypać. Żeby wskazał nowe informacje albo, krótko mówiąc, przyznał się – nie zawsze do tego, co rzeczywiście zrobił.
Wyobraźmy sobie osobę, która trafia do tymczasowego aresztowania. To izolacja. Dla słuchaczy może być interesujące, że tymczasowe aresztowanie w niewielkim zakresie różni się od kary pozbawienia wolności.
Niekiedy warunki w aresztach są nawet gorsze.
Oczywiście, że tak. Przynajmniej jeśli chodzi o izolację czy możliwość kontaktów z rodziną. Jeżeli ktoś znajduje się w takiej sytuacji, czasem przyznaje się do niepopełnionych zachowań albo wskazuje wymyślone mniej lub bardziej dowody tylko po to, żeby opuścić tymczasowe aresztowanie i odpowiadać z wolnej stopy.
Organy postępowania – prokurator i sąd – nie powinny stosować aresztu wydobywczego. Nie ma takiej prawnej możliwości. To jest zakazane. Natomiast tajemnicą poliszynela jest, że od wielu lat takie areszty się zdarzają. To nie jest tylko moje widzimisię, nie tylko moja opinia. Potwierdzają to chociażby sprawy przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu, w których nadal przyznawane są odszkodowania i zadośćuczynienia.
Co prawda chodzi często o sprawy sprzed kilku czy kilkunastu lat, ale nadal twierdzi się, że problem nadużywania tymczasowego aresztowania jest problemem systemowym. Nie oszukujmy się: tymczasowe aresztowanie powinno być stosowane wyjątkowo, w szczególności wobec groźnych przestępców. Nie oczekuję, żeby sześćdziesięciolatek aż przez trzy miesiące był izolowany.
Jeszcze ten ciągnik mu zabrali, więc raczej znów nie rozora tej drogi.
Powiem tak: na logikę, nie znając oczywiście okoliczności sprawy poza sytuacją medialną i nie czytając akt, do których mieli dostęp prokurator i sąd, wydaje mi się, że wystarczający byłby taki środek zastosowany na przykład na dwa tygodnie. Taka możliwość prawna istnieje.
Ważne jest też to, że ten areszt może zostać uchylony. Zarówno sąd, jak i prokurator mogą uchylić ten środek i wypuścić tego pana, mówiąc obrazowo, z więzienia.
Obrona też może o to wnioskować?
Tak. Może zostać złożone zażalenie. Sąd może w każdym czasie uchylić ten środek, prokurator również może to zrobić w postępowaniu przygotowawczym.
Wydaje mi się, że tutaj zagrała presja medialna. Takie mam wrażenie, czego dowodem było też szybkie oświadczenie organów prokuratury.
Dlaczego nic się nie zmienia?
Organizacje międzynarodowe przyglądają się temu problemowi od kilku lat. Przyznają też rację osobom osadzonym w aresztach. Skoro naciski są, dlaczego w Polsce nic się nie zmienia? Czy to kwestia presji na wyniki w prokuraturze, przyzwyczajenia, rutyny?
Na przestrzeni ostatnich dwudziestu pięciu lat odsetek tymczasowych aresztowań w stosunku do innych środków zapobiegawczych, takich jak dozór policji czy poręczenia majątkowe, rzeczywiście zmalał. To prawda. Nadal jednak ten odsetek jest wysoki i nawet w stosunkowo drobnych sprawach stosowane jest tymczasowe aresztowanie. Tak nie powinno być.
Powodów jest wiele. Czasem jest to przyzwyczajenie prokuratorskie. Czasem brak doświadczenia młodych sędziów, którzy obawiając się ewentualnego zażalenia ze strony prokuratury, sięgają po ten środek.
Tymczasowe aresztowanie zawsze powinno być ostatecznością. Przepisy potwierdzają, że nie wolno stosować tymczasowego aresztowania, gdy wystarczający jest inny środek zapobiegawczy.
Każdego roku kilkadziesiąt spraw dotyczy odszkodowania za niewątpliwie niesłuszne tymczasowe aresztowanie lub zatrzymanie. Sądy przyznają w nich odszkodowanie albo zadośćuczynienie osobie, wobec której nie powinien być stosowany – przynajmniej tak długo – środek, jakim jest tymczasowe aresztowanie.
Czyli mamy też wymierne straty dla państwa.
Zdecydowanie tak. Pan redaktor za to płaci, ja za to płacę, każdy z nas płaci w podatkach za to, że organy dopuściły się błędu. Tak trzeba traktować większość tych orzeczeń.
A zatem prokurator zbyt pochopnie sięgnął po wniosek, a sąd zbyt pochopnie go zastosował. Czasem niekoniecznie ze swojej winy, bo materiał dowodowy był niewystarczająco zebrany, a sąd jednak sięgnął po ten środek.
Nie możemy zapominać, że stosując tymczasowe aresztowanie, nadal mamy do czynienia z osobą chronioną domniemaniem niewinności. Istnieje tylko duże prawdopodobieństwo, że ktoś popełnił przestępstwo. Nie ma jeszcze pewności. Na to przyjdzie czas. Człowiek oczekujący na proces i prawomocny wyrok powinien być traktowany jako osoba niewinna.
Stosowanie tego środka powinno być ograniczone w czasie. Powinno następować tylko wtedy, gdy inne środki nie są w stanie zrealizować wszystkich jego celów.
Mam wrażenie, że sytuacja z traktorzystą spod Gliwic jest taką soczewką, w której skupiły się pewne problemy wymiaru sprawiedliwości. Być może zadecydowała rutyna, być może nacisk przełożonych. Tego nie znamy i pewnie nigdy się nie dowiemy. Zdecydowano jednak, że ten środek zostanie zastosowany.
List żelazny i sprawa Marcina Romanowskiego
Skoro mówimy o odpowiadaniu z wolnej stopy, zapytam o bieżącą sprawę. Marcin Romanowski wystąpił o list żelazny. Pismo przyszło z prorosyjskiego Naddniestrza do Sądu Okręgowego w Warszawie. Co to właściwie jest list żelazny i czy powinien zostać zastosowany, skoro poseł obawia się nieuczciwych działań organów ścigania?
To rzeczywiście inna sytuacja, ale dobrze można tu wskazać na pojęcie odpowiedzialności z wolnej stopy. Ktoś odpowiada z wolnej stopy wtedy, gdy nie są wobec niego stosowane środki izolacyjne, w szczególności tymczasowe aresztowanie.
List żelazny to pewnego rodzaju umowa między organem procesowym – sądem okręgowym przy udziale prokuratora – a oskarżonym, który przebywa za granicą. Warunkiem koniecznym jest to, że oskarżony przebywa za granicą i zobowiązuje się, że zjawi się w Polsce oraz będzie przestrzegał wszystkich swoich obowiązków, w szczególności stawiennictwa na każde wezwanie prokuratora. W zamian będzie odpowiadał z wolnej stopy.
To znaczy, że będzie przebywał na wolności i czekał na rozstrzygnięcie sprawy. List żelazny nie gwarantuje nietykalności. To tylko mechanizm, który pozwala państwu skutecznie ścigać sprawców, bo łatwiej ścigać kogoś, kto przebywa na terytorium RP i może stawiać się na czynności procesowe, przesłuchania i inne czynności.
Najczęściej w praktyce wniosek o list żelazny składa obrońca. Decyzja należy do sądu okręgowego, który rozpoznaje sprawę na posiedzeniu w składzie jednego sędziego. Jeżeli to jest postępowanie przygotowawcze, taka decyzja nie może zostać wydana wbrew prokuratorowi.
Jeśli sąd się przychyli, Marcin Romanowski po pierwsze musi wrócić do kraju, a po drugie nie może utrudniać postępowania. Gdyby je utrudniał, na przykład nie stawiał się na wezwania policji, prokuratury albo sądu, taki list żelazny można odwołać. Wtedy osoba może zostać zatrzymana i tymczasowo aresztowana.
Jeśli organom ścigania zależy na rozliczeniu i doprowadzeniu do procesu, to może powinny przychylić się do takiego wniosku, żeby proces po prostu się odbył?
To zależy od poglądów na sprawę konkretnego prokuratora czy sądu.
I od ryzyka matactwa?
Tak. Czasem organy postępowania mają przekonanie, że nie muszą czekać, aż ktoś sam się zgłosi i dobrowolnie przyjedzie do kraju. Jeżeli widzą perspektywę szybkiego zatrzymania i tymczasowego aresztowania, ekstradycji spoza państwa członkowskiego Unii Europejskiej albo europejskiego nakazu aresztowania, to listu żelaznego się nie wydaje.
Tu mówimy o Naddniestrzu, więc może być trochę trudne.
Właśnie. Tu mamy problem międzynarodowy. Co to jest Naddniestrze? Czy to jest Ukraina, czy Rosja? Europejski nakaz aresztowania nam tutaj nie pomoże, bo nie jest to państwo członkowskie Unii Europejskiej.
Trzeba zważyć wszystkie argumenty za i przeciw. Wniosek jest nieodpłatny, darmowy, zawsze można go złożyć. Organy będą teraz ważyć interesy: czy zależy im na szybkim sprowadzeniu tej osoby do Polski i przeprowadzeniu czynności procesowych, w praktyce przesłuchania, czy też nie.
W takich sprawach list żelazny rzeczywiście się stosuje, ale wymaga to taktyki procesowej z obu stron – ze strony prokuratora i obrony. Trzeba się zdecydować na to, że dana osoba będzie stawiać się na każde wezwanie organów postępowania, w praktyce prokuratury.