Jak długo jeszcze będzie pan szefem klubu Polska 2050? Podobno stanowisko to ma przejąć po wakacjach Szymon Hołownia. Coś panu o tym wiadomo?
- Ja jestem szefem klubu parlamentarnego. Mnie obdarzono zaufaniem. Zostaję szefem. Słyszałem wiele plotek, że przed wakacjami, w trakcie, po wakacjach... Z prezydium klubu wykonujemy pracę dobrze, odpowiedzialnie i z pełnym zaangażowaniem.
Zapytam inaczej w takim razie. Gdyby Szymon Hołownia tym szefem klubu rzeczywiście chciał zostać, ustąpi mu pan miejsca? Niedawno mówił pan publicznie, że jest „Szymonitą”, lojalistą szymonowym, że to Szymon Hołownia jest dla pana najważniejszy w polityce. Może wypadałoby ustąpić, gdyby chciał oczywiście?
- To będzie decyzja klubu parlamentarnego. Nie moja, nie Szymona, ale naszych koleżanek i kolegów, podjęta w sposób demokratyczny.
Czyli nie ustąpi pan. Może słuchaczom przypomnijmy, o co tak naprawdę chodzi, uporządkujemy trochę tę naszą rozmowę. Onet w ubiegły piątek napisał, że Szymon Hołownia chce wrócić do partyjnej polityki, chce obalić przywództwo Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz w Polsce 2050, przejąć klub i wejść do rządu jako wicepremier. Można by to uznać za zwykłe plotki, ale po pierwsze, sam Szymon Hołownia w rozmowie z Interią tym plotkom nie zaprzeczył, nie potwierdził też, ale nie zaprzeczył, a po drugie, to jak nerwowo zareagowała Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, de facto wszystko potwierdza. Zacytuję króciutko to, co powiedziała pani Nałęcz w RMF. „Brzmi to tak, jakby ktoś za stołek chciał przekupić Szymona Hołownię. Nie wiem, czy to jest prawda, ale jeśli jest tak, to super obciach, to jest zwykłe politykierstwo”. Wynika z tego, że pana aktualna szefowa albo uważa Szymona Hołownię za polityczne dziecko we mgle, które nie ma zdania i daje się manipulować, albo to jemu zarzuca ten super obciach i politykierstwo.
- Z tej wypowiedzi wyciągam inne wnioski. Nikt Polsce 2050 nie będzie układał wewnętrznej polityki. Zrobimy to sami, zgodnie z naszymi regulaminami. Odczytuję te słowa tak. Jesteśmy bytem samodzielnym, ważnym w Koalicji 15 października. Takie było rozumowanie pani przewodniczącej.
Czy ja dobrze rozumiem z tej pana wypowiedzi, że jeśli istnieje spór między Szymonem Hołownią a Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz, to tym razem pan stawia się po stronie Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz?
- Ja nie zauważam żadnego sporu. W niektórych wypadkach jest inna wizja, ale to nie znaczy, że jest spór. Musimy to przegadać, robimy to wewnętrznie. Potrafimy wspólnie działać. Polska 2050 złożyła najwięcej projektów ustaw, 17 z nich jest obowiązującym prawem już.
Wracając jeszcze do tego meblowania przez innych, o którym pan mówił… Wie pan może co wydarzyło się wczoraj wieczorem na spotkaniu premiera Tuska z koalicjantami? Nieoficjalne doniesienia mówiły o tym właśnie, że Donald Tusk rozmawiał m.in. z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem i panem Czarzastym właśnie na temat powrotu Szymona Hołowni czy wejścia Szymona Hołowni do rządu i tego konfliktu z Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz.
- Nie byłem na tym spotkaniu. Wiem, że przewodnicząca rozmawiała z panem premierem. Czasem rozmawia się osobiście, nie przez telefon. Ja nie przebywam teraz w Warszawie, żeby porozmawiać z naszą liderką.
Bierze pan może pod uwagę taki scenariusz, że Szymon Hołownia mógłby na przykład dogadać się z Donaldem Tuskiem i Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem na wielką centrową koalicję wyborczą? Niedawno nie wykluczał pan współpracy, w Radiu Kraków pan to mówił, z nową partią Mateusza Morawieckiego. Czy dziś wykluczyłby pan start na jednej liście z Donaldem Tuskiem?
- Nigdy nie wykluczam rozmowy z nikim. Wybory w 2027 roku będą fundamentalnie ważne. Bez Polski 2050 do władzy dojdzie brunatna koalicja PiS z konfederacjami. To naruszy nasze bezpieczeństwo, będzie negowanie prawa Ukraińców do obrony, odsyłanie obywateli Ukrainy na Ukrainę. To nam zaproponują PiS i konfederacje. Polska 2050 musi pozostać na polskiej scenie politycznej.
Czy jest możliwa jedna lista Polski 2050, PSL-u i Koalicji Obywatelskiej?
- Rozmowy na temat list? Na to przyjdzie jeszcze czas. Nie wykluczam niczego. Polskę trzeba pobronić przed brunatną koalicją. Decyzję musi jednak podjąć rada krajowa, klub parlamentarny. Wiele ciał taką decyzję musi podjąć.
O sprawy lokalne teraz zapytam. Dlaczego mimo wcześniejszych zapowiedzi nie zdecydował się pan na start wyborach na prezydenta Krakowa? Zdecydowała chęć odpoczynku, urlopu? Czy to wygrało z pana miłością do Krakowa? Może są jakieś inne powody? Zapowiadał pan, że jeśli nie obejmie pan stanowiska w strukturach Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, tego stanowiska nie ma, no to pan wystartuje. Jednak pan się nie zdecydował. Dlaczego nie będzie się pan bił o Kraków?
- Dlatego, że ja jestem odpowiedzialnym politykiem. Zmierzyłem swoje siły, zmierzyłem swoje zamiary, zmierzyłem cele, które przede mną stoją. Jest rok wyborczy w 2027 roku. Muszę pilnować działania klubu parlamentarnego. Jest bardzo wiele wyzwań. Jestem przewodniczącym Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka. Jestem przewodniczącym klubu parlamentarnego. Mam bardzo wiele wyzwań. Będę za sprawami, które są ważne dla Krakowa. Tych spraw będę pilnował.
Polska 2050, jeśli nie pana, to kogoś innego wystawi? Czy poprą państwo kogoś, kto się już zgłosił, albo jeszcze w przyszłości się zgłosi? Wygląda na to, że wybór będzie spory, bo na razie zarejestrowało się 17 bodajże komitetów.
- Będziemy testować wszystkich kandydatów. Sprawy dla Krakowa muszą być w programach kandydatów. To choćby ustawa dotycząca Airbnb. Propozycje Polski 2050 zostały zauważone przez premiera. Ustawa aglomeracyjna, która dla Krakowa jest fundamentalnie ważna. Ustawa o opłacie turystycznej Polski 20650 też jest ważna. Będziemy o to dbać.
Na dziś do kogo panu jest bliżej? Do Moniki Piątkowskiej czy Łukasza Gibały?
- Ja chcę posłuchać co Łukasz Gibała ma do zaoferowania mieszkańcom. Przyglądam się też kandydatce Gosek-Popiołek, Owcy. Wszystkim się przyglądam, jeśli ktoś przynosi coś dla Krakowa.
W każdym razie, nie wyklucza pan na ten moment poparcia Łukasza Gibały?
- Nie wykluczam poparcia spraw dla Krakowian. To jest dla mnie ważne. Na to patrzymy.
Wracając jeszcze do tej pana decyzji, żeby nie startować. Czy jakąś rolę w tej decyzji odegrał też fakt, że jest pan aktywnym adwokatem? Reprezentuje pan na przykład posła Koalicji Obywatelskiej Wojciecha Króla, któremu Prokuratura Europejska zarzuca m.in. grubą korupcję na ponad milion złotych, a także załatwianie pracy za pieniądze. Swoją drogą był pan jednym z dwóch zaledwie posłów w całym Sejmie, głosujących przeciwko odebraniu posłowi Królowi immunitetu. Dlaczego?
- Zacznijmy od tego, że zawód adwokata jest najpiękniejszym zawodem, jaki można wykonywać. Posłem się bywa, adwokatem się jest całe życie i to jest bardzo ważne. Swoje obowiązki jako obrońcy pełniłem tylko i wyłącznie jako obrońca-poseł posła. Regulamin Sejmu pozwala, żeby poseł w postępowaniu o uchyleniu immunitetu wyznaczył spośród posłów obrońcę. Ja nie jestem obrońcą w postępowaniu karnym, które się toczy przeciwko panu posłowi Królowi. Ja byłem obrońcą w ramach komisji regulaminowej. Trudno, żeby obrońca, który bronił swojego klienta, głosował inaczej.
Nie mógł się pan wyłączyć, wstrzymać od głosu? Niekoniecznie trzeba było brać udział w tym głosowaniu.
- Odwaga polega na tym, że trzeba umieć podjąć decyzję. Wyjęcie karty, wstrzymanie się to nie jest decyzja. Kategorycznie jako obrońca-poseł posła podjąłem decyzję.
Mówiliśmy o głosowaniu w sprawie immunitetu. Jak pan ocenia głosowanie Sejmu w sprawie zgody na zatrzymanie i areszt posła Króla? W przypadku posłów Prawa i Sprawiedliwości państwo nie mieli żadnych wątpliwości, żeby taką zgodę na zatrzymanie i areszt wydać. Argumentowali państwo, że to przecież sąd decyduje, a nie posłowie, a wy tylko się zgadzacie. W przypadku posła króla do takiej zgody sejmowej nie doszło.
- Chętnie to wytłumaczę. Wniosek ws. posła Króla ma 13 stron. Słabo jest to udokumentowane, mało jest merytoryki. Wnioski ws. posła Ziobry i Romanowskiego były bardzo obszerne, były liczne dowody. Jako adwokat przyglądam się szczegółowo wszystkim wnioskom o uchylenie immunitetu i o tymczasowe aresztowanie, bo to ja rekomenduję swojemu klubowi, jak należy postąpić. Ze wszystkimi tymi wnioskami się zaznajamiałem. Decyzję podjąłem świadomie, patrząc na materiał prokuratury.
Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek ma chyba inne zdanie w tej sprawie. Kilka dni temu w Radiu Kraków powiedział, że nie podziela zastrzeżeń co do działania Prokuratury Europejskiej w tej sprawie. Zostawmy to. Na koniec chciałem jeszcze zapytać o jeszcze jedną aferę. Swoją drogą, dużo tych afer było rządowych, czy związanych z działaczami partii wchodzących w skład rządu ostatnio. Była ta afera w Szpitalu Południowym. Był poseł Król z Koalicji Obywatelskiej. Wczoraj głośno zrobiło się o lewych odszkodowaniach za rzekome szkody powodziowe dla rodziny i sąsiadów polityczki Koalicji Obywatelskiej Anny Konieczyńskiej, która przy okazji jest wiceprezeską Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego. To się może odbić na poparciu dla koalicji rządowej.
- Oczywiście. Domagam się natychmiastowych działań. Wyłudzanie państwowych pieniędzy na powodzian nie może mieć miejsca. Żadna legitymacja nie może usprawiedliwiać tego. Oby organy ścigania przyspieszyły działanie. CBA już jest w tej instytucji od miesięcy. Oby działania były szybsze i konsekwencje zostały wyciągnięte niezwłocznie.