Pierwsza sprawa dotyczy słów Łukasza Gibały o radnych Koalicji Obywatelskiej. Kandydat na prezydenta Krakowa powiedział w poniedziałek (28 września) na antenie RMF FM, że zgłosiło się do niego sześcioro radnych KO, którzy zadeklarowali otwartość na rozmowy i współpracę w przypadku jego zwycięstwa. Według Gibały radnym nie podobały się działania byłego prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego.
Radni Koalicji Obywatelskiej zaprzeczają, że takie rozmowy się odbyły. Wszyscy 19 członkowie klubu podpisali oświadczenia, które – jak zapowiadali – mogą być dowodami w sądzie. Zdaniem radnych wypowiedź Gibały ma skłócić klub i podważyć wiarygodność popieranej przez nich Moniki Piątkowskiej. Szef jej sztabu Piotr Moskała uważa, że słowa kontrkandydata miały również stworzyć wrażenie, że w razie zwycięstwa Gibała będzie mógł zbudować większość w Radzie Miasta Krakowa.
Sam Gibała nazwał wniosek radnych KO „absurdalnym”. Podkreśla, że nigdy nie mówił o przechodzeniu radnych Koalicji Obywatelskiej do jego klubu.
Łukasz Gibała nie wybiera się na rozprawę. Weźmie w niej udział jego pełnomocnik. Kandydat tłumaczy, że gdyby pojawił się w sądzie, musiałby podać nazwiska radnych, którzy mieli zadeklarować gotowość do współpracy. Nie chce tego robić, bo – jak podkreśla – straciłby ich zaufanie.
- Można odnieść takie wrażenie, że w tym pozwie chodzi bardziej o to, żeby wywrzeć presję na radnych Koalicji Obywatelskiej, którzy rozważają bycie konstruktywną opozycją. Jedynym sposobem, żeby wyjść z tej sytuacji obronną ręką, byłoby ujawnienie przeze mnie personaliów osób, z którymi miałem kontakt (pośrednio czy bezpośrednio) wraz z treścią też korespondencji, co w sposób oczywisty nadwyrężyłoby zaufanie tych osób do mnie - tłumaczył przed sądem Gibała.
Druga sprawa dotyczy wypowiedzi Moniki Piątkowskiej. Senator mówiła publicznie, między innymi podczas debaty, że Łukasz Gibała jako radny Krakowa w większości głosowań wstrzymywał się od głosu. Miało to świadczyć o jego niezdecydowaniu, braku kompetencji i decyzyjności.
Gibała temu zaprzecza. Jego sztab przeanalizował głosowania z wszystkich lat, w których był radnym. Według kandydata przypadki, w których wstrzymywał się od głosu, stanowiły jedynie kilka procent wszystkich głosowań.
– Policzyliśmy moje głosowania ze wszystkich lat, kiedy byłem radnym. Wyszło nam, że głosowań, w których się wstrzymywałem, jest kilka procent. Od kilku procent do większości jest daleko. To ewidentna nieprawda, dlatego domagamy się sprostowania – mówił Gibała.
Pełnomocnik kandydata domaga się nie tylko sprostowania wypowiedzi Piątkowskiej, ale również wpłaty 10 tysięcy złotych na rzecz fundacji szpitala dziecięcego w Prokocimiu. Gibała nie wyklucza kolejnych pozwów w trybie wyborczym. Jego sztab analizuje jeszcze dwie wypowiedzi Moniki Piątkowskiej.
Wniosek radnych KO i sztabu Piątkowskiej również zawiera żądanie sprostowania słów Łukasza Gibały.
Decyzje sądu w obu sprawach mamy poznać jeszcze dziś.