Puste poldery przeciwpowodziowe mogą budzić wątpliwości, gdy pobliskie rzeki i zbiorniki mają coraz mniej wody, a rolnicy obawiają się o uprawy. W takim otoczeniu przeznaczenie terenu na przyjęcie przyszłego wezbrania wydaje się trudne do pogodzenia z bieżącymi potrzebami. Problem polega jednak na tym, że okres niedoboru wody może ustąpić gwałtownym opadom, których skutki będą odczuwalne w tym samym regionie. Jak tłumaczy w Radiu Kraków Anita Bokwa z Uniwersytetu Jagiellońskiego, gospodarowanie wodą wymaga uwzględnienia obu zagrożeń oraz warunków konkretnego miejsca. Znaczenie mają temperatura i wilgotność powietrza, budowa geologiczna, gleba, a także sposób zagospodarowania terenu.
Średnia suma opadów nie pokazuje całego problemu
Badania prowadzone m.in. w Instytucie Geografii i Gospodarki Przestrzennej UJ nie wskazują, jak wyjaśnia Bokwa, na jednoznaczną wieloletnią tendencję wzrostową ani spadkową sum opadów. Sama informacja o ilości deszczu spadającego w dłuższym okresie może jednak prowadzić do mylnego wniosku, że sytuacja wodna pozostaje stabilna. Opady bardzo różnią się między poszczególnymi latami: rok wyjątkowo mokry może sąsiadować z rokiem, w którym wody spada znacznie mniej, niż wynikałoby z normy. Równie istotne jest to, jak deszcz rozkłada się w czasie. Podobna suma opadów może oznaczać zarówno regularne zasilanie gleby i rzek, jak i długi okres bez deszczu zakończony ulewą.
Właśnie coraz większa nierównomierność jest jednym z głównych problemów wskazywanych przez klimatolożkę. Długie okresy bezopadowe przeplatają się z sytuacjami, gdy w ciągu jednego lub dwóch dni spada tyle deszczu, ile zwykle przez miesiąc. Wówczas pojawia się ryzyko podtopień, zalania i powodzi, choć wcześniej ten sam obszar zmagał się z niedoborem wody. Bokwa wiąże takie rozchwianie ze zmianą klimatu i przestrzega przed oczekiwaniem, że obecne trudności są jedynie przejściowym odstępstwem od stabilnych warunków. „Możemy się spodziewać, że to rozchwianie będzie coraz większe” – mówi.
Wyższa temperatura oznacza większe parowanie
Do nierównomiernych opadów dochodzi drugi czynnik: wzrost temperatury powietrza. Bokwa podkreśla, że pojedyncza mroźniejsza zima nie podważa długoterminowego ocieplenia. Zmienność pogody nadal może przynosić zarówno fale upałów, jak i fale mrozu, podczas gdy średnie temperatury rosną. Dla zasobów wodnych ma to bezpośrednie znaczenie, ponieważ woda pochodząca z opadów może wsiąkać w grunt i zasilać wody podziemne, ale może też wracać do atmosfery przez parowanie. W cieplejszych warunkach większa część dostępnej wody zostaje utracona w ten sposób.
Przy wyższych temperaturach więcej wody wyparuje i mniej będzie dostępne
– wyjaśnia klimatolożka.
Dotyczy to wody potrzebnej roślinom, zasilającej wody gruntowe, a także rzeki i zbiorniki. Dlatego nawet przy braku wyraźnego spadku wieloletnich sum opadów mogą pogarszać się warunki zaopatrzenia w wodę. O jej dostępności decyduje bilans tego, ile spadnie z deszczem lub śniegiem i ile następnie odparuje. Patrzenie wyłącznie na sumy opadów pomija więc istotną część obiegu wody w przyrodzie.
Karpaty pomagają, ale nie gwarantują wody
Zagrożenie suszą jest w Polsce zróżnicowane regionalnie. Według Bokwy południe kraju znajduje się pod tym względem w korzystniejszej sytuacji niż Wielkopolska i duża część Polski środkowej. Pomaga sąsiedztwo Karpat, które stanowią barierę dla przepływających mas powietrza i sprzyjają powstawaniu opadów. W górach sumy opadów są większe niż na nizinach, ale nie daje to całemu regionowi odporności na niedobory wody. Ocena ryzyka musi uwzględniać również lokalne warunki, dlatego nie można z ogólnej przewagi południowej Polski wyprowadzać wniosku, że każda miejscowość będzie miała wystarczające zasoby.
W części Karpat i na Pogórzu Karpackim znaczenie ma budowa fliszowa: naprzemienne, pofałdowane warstwy skał przepuszczalnych i nieprzepuszczalnych. Jak tłumaczy ekspertka, zasoby wód podziemnych na tych terenach nigdy nie były bardzo duże, nawet przy stosunkowo obfitych opadach. Przy bardziej równomiernym dopływie wody mogły wystarczać do zasilania studni, jednak dłuższe okresy bez deszczu ujawniają ograniczenia tego naturalnego zaplecza. Problemy ze studniami na obszarach fliszowych nie są zatem nowym zjawiskiem. Gdy opady stają się mniej regularne, korzystne położenie w pobliżu gór może nie wystarczyć do zapewnienia ciągłości zaopatrzenia w wodę.
Suchy polder ma czekać na wezbranie
W tych warunkach równocześnie trzeba rozważać, jak ograniczać skutki niedoboru wody i jak przygotować się na jej gwałtowny nadmiar. Suchy polder przeciwpowodziowy pełni przede wszystkim tę drugą funkcję: pozostawia przestrzeń, która podczas wezbrania może przyjąć część wody. To, że przez długi czas teren nie jest zalany, odpowiada jego przeznaczeniu. Bokwa zwraca uwagę, że oceny takiej inwestycji nie można opierać wyłącznie na sytuacji obserwowanej podczas suszy. Gwałtowne opady mogą zmienić warunki, a możliwość skierowania części wody na przygotowany teren może ograniczyć zniszczenia w sąsiedztwie.
Z punktu widzenia mieszkańców i samorządu przeznaczenie gruntów na ochronę przeciwpowodziową może jednak oznaczać ograniczenie możliwości ich zagospodarowania oraz rezygnację z części planowanych przedsięwzięć. Klimatolożka dostrzega ten koszt i wskazuje, że trzeba go rozpatrywać razem z korzyściami wynikającymi z ochrony innych terenów. Miejsce, które w okresie bezopadowym wydaje się niewykorzystane, podczas powodzi może odegrać istotną rolę. Właśnie dlatego decyzja wymaga zestawienia lokalnych potrzeb gospodarczych z zagrożeniem, na które inwestycja ma odpowiadać.
Szczurowa: potrzeba ochrony nie rozstrzyga o lokalizacji
Takiego podejścia wymaga również spór o planowany polder w Szczurowej. Bokwa nie przesądza, czy protesty przeciwko tej konkretnej inwestycji są zasadne. Zastrzega, że bez dokładnego rozpatrzenia lokalnych warunków nie może ocenić wybranej lokalizacji. Oddziela jednak tę kwestię od ogólnej potrzeby przygotowywania miejsc, które pomieszczą wodę podczas powodzi. „Sama zasadność tego typu inwestycji nie powinna budzić wątpliwości” – uważa. Ocena konkretnego projektu wymaga już uwzględnienia zarówno środowiska przyrodniczego, jak i działalności człowieka na danym terenie.
Ekspertka podkreśla również znaczenie dostępu mieszkańców do informacji o powodach wyboru miejsca inwestycji i analizach, które za nim stoją. Sam argument, że obecnie brakuje wody, nie rozstrzyga sporu o ochronę przeciwpowodziową, podobnie jak ogólna potrzeba takiej ochrony nie przesądza o trafności każdej proponowanej lokalizacji. Różnorodność warunków geograficznych sprawia, że rozwiązania trzeba dobierać do konkretnego obszaru. W przypadku gospodarki wodnej oznacza to planowanie z myślą zarówno o długim okresie bez deszczu, jak i o ulewie, która może gwałtownie zmienić sytuację.