Burmistrz Łukasz Filipowicz zwraca uwagę, że możliwości zabudowy wynikają z planów przyjętych za poprzednich władz.
Ta deweloperka przez te uchwalone piętnaście lat temu plany zagospodarowania przestrzennego kwitnie to tu, to tam i mieszkańcy są często rozczarowani. […] Wszyscy są zawsze zaskoczeni, natomiast te plany pozwalają na tę budowę. Bardzo trudno miastu walczyć z tą budową. Z drugiej strony, dlaczego miasto ma walczyć, skoro raz się zgodziło, inwestorzy to wykorzystują
– mówi burmistrz.
Filipowicz dodaje, że zmiana zasad może wiązać się z roszczeniami inwestorów o milionowe odszkodowania. Miasto korzysta jednak z możliwości odwołania przy dużych inwestycjach budzących sprzeciw mieszkańców.
Przy Wierchowej główny zarzut urzędu dotyczy przyłączy i zjazdu z drogi publicznej, których nie obejmował projekt. Gratkowska przyznaje, że można je zatwierdzić w osobnych postępowaniach. Wskazuje jednak na przypadki, które już zdarzają się w Zakopanem.
"Mamy sytuację przy innej inwestycji, gdzie budowa jest bardzo mocno zaawansowana, w zasadzie trwają prace wykończeniowe, a on nie ma przyłączy, nie ma zjazdu na drogę publiczną" – dodaje.
Wojewoda umorzył postępowanie dotyczące odwołania gminy, uznając, że nie jest ona stroną. Rozpatrzył natomiast odwołanie miejskiej spółki Polskie Tatry i utrzymał pozwolenie. Spółka zaskarżyła tę decyzję do sądu administracyjnego w Krakowie. Według Gratkowskiej w decyzji dotyczącej Polskich Tatr wojewoda wskazał z kolei, że gmina była stroną. Miasto wystąpiło więc o wznowienie postępowania. Wojewoda je wznowił, a następnie zawiesił do rozstrzygnięcia sądu.
Inwestor ma jednak ostateczne pozwolenie na budowę i może rozpocząć prace.