Prywatni darczyńcy ratują sytuację
Prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego, Radosław Piesiewicz, oficjalnie potwierdził, że część zawodników otrzymała zaległe pieniądze. Środki te nie pochodzą jednak z odblokowanych kont kryptowalutowego sponsora. Wypłaty były możliwe wyłącznie dzięki zaangażowaniu prywatnych przedsiębiorców, którzy zdecydowali się wesprzeć olimpijczyków. Wśród nich znalazła się m.in. firma KRAM, której prezes, Zbigniew Przybysz, odegrał kluczową rolę w zorganizowaniu alternatywnego finansowania.
Kto otrzymał przelewy?
Z przekazanych informacji wynika, że uregulowano należności wobec reprezentantów Polski, którzy na zimowych igrzyskach w Mediolanie zajęli miejsca od czwartego do ósmego. W tej grupie znaleźli się między innymi panczeniści tacy jak Damian Żurek czy Kaja Ziomek-Nogal, którzy od dłuższego czasu czekali na obiecane premie. Ich wirtualne tokeny zostały wreszcie zastąpione realnymi przelewami bankowymi.
Medaliści wciąż w zawieszeniu
Rozwiązanie to, choć przyniosło ulgę części kadry, nie zamyka ostatecznie problemu. Uregulowanie należności za miejsca 4-8 rodzi poważne pytania o losy samych medalistów. Sportowcy, którzy osiągnęli największe sukcesy i mieli zagwarantowane najwyższe nagrody – tacy jak Kacper Tomasiak czy Paweł Wąsek – najprawdopodobniej wciąż pozostają bez obiecanych środków. Łączne zaległości giełdy wobec olimpijczyków szacowane były wcześniej na ponad 1,2 miliona złotych.
Przyszłość kontraktu
Mimo że prywatni darczyńcy musieli przejąć na siebie zobowiązania oficjalnego sponsora generalnego, Polski Komitet Olimpijski wciąż formalnie nie zerwał umowy z Zondacrypto. Władze komitetu tłumaczą to dbałością o literę prawa, brakiem odpowiednich podstaw do natychmiastowego rozwiązania kontraktu na obecnym etapie oraz ryzykiem narażenia PKOl na dotkliwe kary umowne. Sytuacja pozostaje dynamiczna, a środowisko sportowe liczy na to, że wkrótce wszyscy reprezentanci otrzymają swoje zapracowane nagrody.