Piorunujący start i polski architekt
Spotkanie rozpoczęło się od mocnego akcentu ze strony gości z Wietrznego Miasta. W wyjściowej jedenastce trenera Chicago Fire niespodziewanie zameldował się 23-letni pomocnik David Poręba, dla którego był to absolutny debiut w rozgrywkach MLS. Polak nie potrzebował wiele czasu na aklimatyzację — już w 4. minucie przeprowadził znakomitą, dynamiczną akcję środkiem pola i precyzyjnym podaniem obsłużył Puso Dithejane, który otworzył wynik spotkania.
Szybko stracona bramka zmusiła gospodarzy do natarcia, a motorem napędowym akcji „Lwów” z Florydy był Antoine Griezmann. Francuski gwiazdor raz za razem rozrywał defensywę Chicago prostopadłymi podaniami, jednak obrona gości długo wychodziła z tych opresji obronną ręką.
Gwałtowna nawałnica przerwała widowisko
Gdy wydawało się, że pierwsza połowa zakończy się skromnym prowadzeniem ekipy z Illinois, w 43. minucie nad stadionem przeszła gwałtowna burza z wyładowaniami atmosferycznymi. Zgodnie z rygorystycznymi protokołami bezpieczeństwa MLS sędzia natychmiast odesłał piłkarzy do szatni. Przymusowa pauza trwała blisko dwie godziny, stawiając pod znakiem zapytania rytm meczowy obu zespołów.
Po powrocie na murawę i dokończeniu premierowej odsłony, Orlando City wyszło na drugą część gry niezwykle zmotywowane. W 52. minucie Antoine Griezmann posłał idealne dośrodkowanie z rzutu rożnego prosto na głowę Davida Brekalo, który potężnym uderzeniem doprowadził do wyrównania na 1:1.
Zimna krew „Lewego” na wagę kompletu punktów
Odpowiedź gości nadeszła za sprawą ich największej gwiazdy. W 66. minucie Robert Lewandowski popisał się sprytnym wejściem w pole karne, gdzie został nieprzepisowo powstrzymany przez kapitana gospodarzy, Robina Janssona. Arbiter bez wahania wskazał na jedenasty metr.
Trzy minuty później do rzutu karnego podszedł sam poszkodowany. Lewandowski z charakterystycznym dla siebie spokojem zmylił bramkarza Orlando, pewnie umieszczając piłkę w siatce i zdobywając swoje trzecie trafienie w bieżącym sezonie MLS.
Mimo rozpaczliwych ataków Orlando City w samej końcówce, Chicago Fire utrzymało korzystny rezultat do ostatniego gwizdka. Zwycięstwo 2:1 na trudnym terenie we Florydzie nie tylko przedłuża imponującą serię triumfów „Strażaków”, ale i ugruntowuje ich pozycję w ścisłej czołówce Konferencji Wschodniej przed nadchodzącym starciem z New York Red Bulls.