Prawda jest taka, że Meta zachowuje się tutaj trochę jak właściciel nocnego klubu, który wpuszcza podejrzanego typa w dresie, bierze od niego stówkę za wejście, a potem, gdy ten okrada gości przy barze, rozkłada ręce i mówi "sorry". Muzyka grała, było ciemno, a zresztą gość zapłacił za bilet.
Spójrzmy na fakty. Rafał Brzoska - człowiek, który zrewolucjonizował paczki w Polsce, ma wyroki sądów. Ma nakaz od prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Sponsorowane oszustwa i deepfake'i z jego wizerunkiem dalej hulają w najlepsze i trafiają nawet do jego własnych dzieci.
Co robi platforma, kiedy wściekły biznesmen żąda reakcji? Blokuje konto, ale samemu Brzosce. Absurd roku chyba mamy z głowy.
Tak działa koncern @Meta w Polsce-nieustająco tolerując fake newsy na mój i wiele innych publicznych osób temat...
— Rafał Brzoska (@RBrzoska) August 14, 2026
Może innym to nie przeszkadza, ale jeśli moje małoletnie dzieciaki wysyłają mi te screeny pytając "o co chodzi Tato?", to jak się polskiemu zarządowi tej gównianej… pic.twitter.com/rp4CUscah1
Zasada gry dla gigantów jest prosta. Dopóki nikt głośno nie krzyczy, zarabiamy na klikach. W myśl unijnego prawa platforma odpowiada za ten śmietnik dopiero w momencie, gdy ktoś wskaże jej palcem, że to jest przestępstwo. Problem w tym, że gdy palec pokazuje miliarder z armią prawników, reakcja moderatorów przypomina tempo zardzewiałego ślimaka. Skoro algorytmy w ułamku sekundy potrafią dobrać nam reklamę butów na podstawie prywatnych rozmów, to bez trudu stworzyliby sito wyłapujące ordynarny scam.
Dlaczego tego nie robią? Bo w tym modelu biznesowym kliki i wyświetlenia to czysty zysk. Teraz najważniejsze pytanie. Jeśli miliarder musi toczyć wojnę z wiatrakami, co ma zrobić zwykły Jan Kowalski, którego zdjęcie ktoś ukradnie do fałszywej zbiórki? Kowalski zostaje sam.
W Polsce wciąż czekamy na pełne wdrożenie unijnego aktu o usługach cyfrowych, czyli DSA, a instytucje często mają związane ręce.