Zmiany podatkowe, trzecia skala PIT, poziom 24%, do tego wyższy próg podatkowy - 130 tysięcy rocznie. Ulga dla części klasy średniej czy komplikacja systemu podatkowego?
- Ani jedno, ani drugie. To plasterek na otwarte złamanie. Czekamy od lat na podniesienie kwoty wolnej. Ta zmiana, która jest proponowana, w żaden sposób nie dotknie 85% osób, które się rozliczają na skali podatkowej. Liczby są nieubłagane. Ta zmiana II progu dotknie osób, które zarabiają około 13 tysięcy miesięcznie. Mediana to niecałe 8 tysięcy. Kilka milionów osób na tym zyska, ale przerażająca większość, która jako pierwsza powinna dostać…
Mówi pani pewnie o wyższej kwocie wolnej, ale przecież obejmie to nauczycieli, nie mówiąc już o pielęgniarkach, które przekraczają drugi próg podatkowy. To jest problem. To są osoby, które pracują naprawdę dużo. Żeby nauczyciel przekroczył drugi próg podatkowy, to jest dwa razy miesięczne pensum.
- Tak, ale ta zmiana jest kosmetyczna. Nie jest zła, ale niewystarczająca. Ten system jest obrócony na głowie. Mówi pan słusznie o nauczycielach, pielęgniarkach, ale mamy cały szereg świętych krów, rozliczających się na ryczałcie, podatku liniowym, osób, które są duchownymi, przedsiębiorcami rolnymi. Oni są poza tą skalą. Właściciel trzech mieszkań płaci mniejszy podatek niż ojciec rodziny, który cały dzień na nią pracuje. To nie jest normalne, że mamy miliony komplikacji podatkowych. My chcemy progresywnej daniny, która będzie automatycznie waloryzowana. Ona będzie zależała od tego, ile się zarabia, nie od tego, co się wykombinuje.
Mamy wyższy CIT dla dużych firm i jednocześnie wyższy podatek solidarnościowy. Nie można powiedzieć, że to nie jest w myśl szeroko pojmowanej agendy lewicowej.
- Jak chodzi o daninę solidarnościową, ona teraz działa tak, że jak mówimy o menadżerze wysokiego szczebla, powiększona danina będzie go obowiązywała. Jednak osoba z tej samej spółki jak weźmie dywidendę, nie zapłaci tego. Opodatkujemy tych, którzy pracują, nie tych, którzy żyją z kapitału. To nie tak powinno wyglądać. Pójście do pracy nie powinno być karane.
Według Razem, co powinien prezydent zrobić z tą ustawą dotyczącą zmiany systemu podatkowego?
- Zobaczymy, jaki będzie efekt tej ustawy, jak wyjdzie Sejmu. Propozycje premiera można w dużej mierze można włożyć między bajki. Ja mam oczywiście obawę dotyczącą tego, co zrobi prezydent Nawrocki w dowolnym wariancie, dowolnym scenariuszu...
Można sobie wyobrazić, że zawetuje.
- Prezydent idzie drogą prezydenta Konfederacji, nie jakiejkolwiek opcji, która dba o sprawy socjalne. Pewnie deklaracja toruńska będzie dla niego ważniejsza niż dobro pracowników.
Tymczasem jest deklaracja wiceministra sportu związana z autopoprawką do projektu o najmie krótkoterminowym. Po tej autopoprawce to wspólnoty miałby decydować, czy można prowadzić tego typu działalność, czy nie. Nie obawia się pani w praktyce działania tego typu rozwiązania? Nie kochamy swojego sąsiada, no to nie będzie wynajmował mieszkania.
- Ja się najbardziej obawiam, że te wszystkie deklaracje ministra Rasia i premiera Tuska nie zostaną doprowadzone do końca.
Do przyszłego tygodnia będziemy musieli poczekać.
- Do przyszłego tygodnia też nie poznamy odpowiedzi. Wiemy, co wyszło z rządu. Ze mną są miliony obywateli. Mam dość. Co innego premier mówi na konferencjach, a nic z tego nie wychodzi. Nie szukam daleko. Problem tego absolutnego mojego braku wiary…
Po interwencji premiera następuje ta autopoprawka. Zupełnie w innym kształcie ten projekt ustawy opuścił rząd.
- Gdzie jest ta poprawka?
W deklaracjach na razie oczywiście.
- O tym mówimy. Rozmawialiśmy o zmianach podatkowych. Koalicja wygrała wybory, obiecując, że w 100 dni zwiększą kwotę wolną od podatku do 60 tysięcy. W tym momencie po 3 latach rządów mamy ruszanie drugiego progu bez żadnego ruszania kwoty wolnej. Koalicja rządząca obiecała, że odpolityczni sądy. Rozmawiamy o wprowadzeniu ministra Berka – prawej ręki Donalda Tuska - do TK. To nie są niedowiezione obietnice, to są po prostu kłamstwa.
Tu jest pytanie, czy nadzwyczajne sytuacje nie wymagają nadzwyczajnych rozwiązań?
- To pytanie postawione na głowie. Co innego się mówi, co innego się robi. Jak mieli wątpliwości, czy uda się uratować system sądownictwa bez zniżenia się do poziomu, który krytykowali, trzeba było się zastanowić nad tym przed obietnicami.
Wracając do najmu krótkoterminowego, jeśli wpis do rejestru, bo to jest ten pierwszy krok, o którym mówi choćby wiceminister sportu, ma mieć jednocześnie charakter koncesji, to pani jako prezydentka ograniczałaby liczbę tego typu adresów w rejestrze? Ograniczałaby pani liczbę adresów, gdzie prowadzony jest najem krótkoterminowy?
- Przeczytałam projekt ustawy, który wyszedł z rządu. Tam nie ma decyzyjności. Ja uważam, że najem krótkoterminowy powinien podlegać ścisłej regulacji. Jak to będzie ode mnie zależało..
Regulacji przez samorząd?
- Tak. Potrzebujemy delegacji ustawowej. Musimy odpowiedzialnie wprowadzać zapisy na poziomie planowania przestrzennego. Musimy mieć ścisłe dane, gdzie są prowadzone takie działalności. To już w Krakowie się zaczęło. Jest obowiązkowy system, gdzie taką działalność trzeba zgłaszać. Powinna być pewność, że podatki dla gminy z tytułu prowadzenia tej działalności, są odprowadzane. Mam poczucie, że w projekcie rządowym nie ma odpowiednich narzędzi. Sam rejestr nie ograniczy dzikiego najmu. Trzeba konkretnych narzędzi.
Przyjął ktoś zaproszenie do tego wspólnego apelu do rządu, by wprowadzić opłatę turystyczną? Zwróciła się pani do kandydatów.
- Tak. Mam przyjemność ogłosić, że wysłaliśmy do premiera list z podpisami Łukasza Gibały, Michała Drewnickiego, Darii Gosek-Popiołek i Jana Hoffman.
Czyli parę osób jednak...
- Podpisali się prawie wszyscy, do których się zgłosiłam. Pan Bocheńczak się nie odezwał. To nie jest zaskakujące, bo Konfederacja lokalnie unika tego tematu. Na poziomie Sejmu oni są przeciwnikami. Senator Piątkowska odezwała się do mnie i powiedziała, że ona jest przekonana, że to będzie wprowadzone do końca roku. To absurdalne. Mamy pisemne deklaracje ministra Domańskiego, że takich planów rządowych nie ma.
Rozmawiamy o takim rozwiązaniu, które nie zawiera żadnych warunków? Ani klimatycznego, ani krajobrazowego, ani kulturowego? Kandydaci chcą rozwiązania bez warunków?
- Żeby były warunki nie tylko klimatyczne. Albo klimatyczne, albo krajobrazowe. Nie mówimy, że samorząd może zrobić wszystko. Kraków jest miastem, który z jakiegoś powodu turystów przyciąga. On potrzebuje opłaty turystycznej, żeby walczyć z wielkimi kosztami rozwiniętej turystyki.
Zapowiadała pani kampanię door to door. Ciekaw jestem tej geografii. Do których drzwi pani puka? Do mieszkań w Nowej Hucie, czy do luksusowych apartamentów?
- Mamy zrobione badania dotyczące tego, jak dzielnice głosowały w poprzednich wyborach. Różna jest zabudowa. W Nowej Hucie jeszcze nie byliśmy, ale ona jest w planie. To też kwestia osiedli, nie całych dzielnic.
Kiedy pani zapuka do Urzędu Stanu Cywilnego w sprawie transkrypcji małżeństw jednopłciowych zawartych za granicą? 23 sierpnia wchodzi w życie rozporządzenie ministra cywilizacji.
- Składałam kilka interpelacji. Poczekam na ten termin. Zobaczymy, co się wydarzy.
W przyszłym tygodniu?
- Trzeba będzie. Jest nowa komplikacja, czyli rozstrzygnięcie TK. Mamy z drugiej strony deklaracje Urzędu Miasta Krakowa… Jak składałam interpelację do prezydenta Miszalskiego, on mówił, że to będzie wcześniej, ale mam nadzieję, że może już nie będę musiała interweniować.