Rekord świata Chinek i srebro Polek
Największym wydarzeniem finałów kobiet był rekord świata ustanowiony przez reprezentację Chin. Yafei Zhou i Lijuan Deng wygrały finał z czasem 12,89 sekundy, poprawiając własny rekord świata i rekord Azji.
Drugie miejsce zajęły Aleksandra i Natalia Kałuckie, które przed własną publicznością wywalczyły srebrne medale. Brąz przypadł pierwszej reprezentacji Indonezji.
Druga polska para – Aleksandra Mirosław i Patrycja Chudziak – zakończyła rywalizację na etapie ćwierćfinału.
Wśród mężczyzn triumfowali Jianguo Long i Shouhong Chu z Chin, którzy w finale pokonali reprezentację Stanów Zjednoczonych. Polacy Marcin Dzieński i Oskar Szalecki odpadli w 1/8 finału właśnie po pojedynku z późniejszymi zwycięzcami.
Siostry Kałuckie: srebro cieszy, ale apetyt był większy
Choć srebrny medal jest dużym sukcesem, siostry Kałuckie nie ukrywają, że liczyły na jeszcze więcej.
– To sukces, ale wierzyłyśmy też w złoto i rekord świata. Żartowałyśmy o tym jeszcze przed zawodami, a po eliminacjach zobaczyłyśmy, że naprawdę jest to możliwe. Wciąż mamy zapas i wierzymy, że zejdziemy poniżej trzynastu sekund – mówi Radiu Kraków Aleksandra Kałucka.
Jak przyznaje, każda kolejna runda oznaczała ogromny stres. – Musiałyśmy połączyć nasze umiejętności i pobiec naprawdę powtarzalnie. To były nasze pierwsze zawody w tym formacie, dlatego tym bardziej cieszymy się z medalu.
Trudne warunki na ścianie
Zawodniczki zwracają uwagę, że rywalizacja odbywała się w wymagających warunkach.
– Ściana nie miała najlepszego tarcia, dodatkowo wiało i padało. Jak na takie warunki poradziłyśmy sobie naprawdę dobrze. Cieszę się, że pobiegłam powtarzalnie i nie popełniłam błędów – podkreśla Aleksandra Kałucka.
Natalia dodaje, że drugi dzień zawodów był dla niej jeszcze bardziej wymagający psychicznie.
– Musiałam po prostu powtarzać dobre biegi i czułam odpowiedzialność za naszą drużynę. Wiedziałam też, że warunki są trudne, więc stres był nawet większy niż dzień wcześniej. Na szczęście dałam radę - dodaje w rozmowie z Radiem Kraków.
Polki nie mają jednak czasu na świętowanie. Już w środę wyjeżdżają do francuskiego Chamonix na kolejny Puchar Świata.
Olimpijskie marzenie
Nowa konkurencja sztafet bardzo przypadła siostrom do gustu. Liczą, że w przyszłości trafi do programu igrzysk olimpijskich.
– Nigdy nie przypuszczałyśmy, że będziemy razem startować w jednej drużynie. Teraz marzymy, żeby ta konkurencja znalazła się na igrzyskach w Brisbane w 2032 roku. To byłoby coś wyjątkowego – pojechać tam razem i walczyć o medale.
Piotr Pustelnik: Kraków pokazał, że potrafi organizować światowe zawody
Zdaniem wiceprezesa Polskiego Związku Alpinizmu Piotra Pustelnika tegoroczna edycja Pucharu Świata po raz kolejny potwierdziła, że Kraków jest świetnym gospodarzem najważniejszych imprez wspinaczkowych.
– To świetna impreza i jestem przeszczęśliwy, że Puchar Świata trafił do Polski. Marzy mi się, żebyśmy organizowali nie tylko zawody we wspinaczce na czas, ale również w prowadzeniu i boulderingu. To niezwykle widowiskowy sport, co doskonale pokazała frekwencja na Rynku Głównym – podkreśla.
Jak zaznaczał w rozmowie z Radiem Kraków, w Polsce największe sukcesy odnoszą obecnie zawodnicy specjalizujący się we wspinaczce na czas, choć na świecie większą popularnością cieszą się prowadzenie i bouldering.
– Potrzebujemy kolejnego pokolenia młodych zawodników, którzy postawią sobie za cel walkę o igrzyska olimpijskie właśnie w tych konkurencjach. Wierzę, że z czasem również tam będziemy odnosić sukcesy.