Do podpalenia doszło około godz. 2 w nocy przy jednym z obiektów noclegowych w gminie Bukowina Tatrzańska. Spłonął samochód należący do Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt.
Policja potwierdza, że pojazd został podpalony. Funkcjonariusze przesłuchują świadków i analizują nagrania z monitoringu. Na razie nie ustalono sprawcy ani motywu działania.
Według DIOZ spalony samochód był wozem ratunkowym wartym ponad pół miliona złotych. Organizacja wiąże podpalenie z sobotnim protestem na drodze do Morskiego Oka i oskarża o nie górali.
DIOZ zarzuca również policji i służbom ratunkowym zbyt wolną reakcję na pożar. Organizacja domaga się od rządu policyjnej ochrony dla swoich działaczy. Uruchomiła też zbiórkę, której celem jest zebranie miliona złotych.
Protest na drodze do Morskiego Oka
W sobotę (22 sierpnia) aktywiści protestowali przeciwko wykorzystywaniu koni do przewozu turystów na trasie do Morskiego Oka. Manifestacja przebiegała spokojnie. Na jej początku policjanci usunęli z jezdni działaczy, którzy usiedli na drodze, próbując zablokować przejazd fasiągów.
Protest był kolejną odsłoną trwającego od lat sporu o transport na jednej z najpopularniejszych tras w Tatrach. Aktywiści domagają się całkowitego wycofania przewozów konnych. Zapowiadają także uruchomienie własnego transportu elektrycznego. Organizatorzy przekonują, że chcą w ten sposób dać turystom możliwość wyboru między fasiągami a pojazdami elektrycznymi.
Przewoźnicy konni odpowiadają, że spór nie dotyczy dobrostanu zwierząt, lecz przejęcia przewozów na trasie. Prezes Stowarzyszenia Przewoźników do Morskiego Oka Andrzej Mąka mówił Radiu Kraków, że jego zdaniem właśnie taki jest cel działań aktywistów.
Konflikt zaostrzył się także podczas wcześniejszego spotkania w Starostwie Tatrzańskim. Konrad Kuźmiński z DIOZ zarzucił wówczas staroście Andrzejowi Skupniowi blokowanie transportu elektrycznego. Starosta odrzucił te zarzuty i nie wykluczył kroków prawnych.
Od 1 września zmieni się organizacja transportu na trasie do Morskiego Oka. Fasiągi mają pokonywać niespełna trzy kilometry zamiast dotychczasowych siedmiu i dojeżdżać tylko do Wodogrzmotów Mickiewicza.