W czwartek w lesie w okolicy miejscowości Płonna (pow. sanocki) doszło do śmiertelnego ataku niedźwiedzia na 58-letnią kobietę. Okoliczności zdarzenia wyjaśnia prokuratura.
Jak podkreślił Tomasz Zwijacz-Kozica, choć liczebność populacji nie przekłada się wprost na poziom zagrożenia dla ludzi, to dokładne dane o liczbie osobników i miejscach ich bytowania pozwalają lepiej zarządzać ochroną zarówno niedźwiedzi, jak i ludzi. Dodał, że realizowany w Tatrach projekt badań genetycznych populacji niedźwiedzi miał mieć charakter ogólnokrajowy, jednak nie włączyły się do niego nadleśnictwa bieszczadzkie ani Bieszczadzki Park Narodowy.
– Im mamy dokładniejsze dane, tym lepiej możemy zarządzać populacją. Natomiast liczebność nie przekłada się bezpośrednio na bezpieczeństwo. Przykładem jest właśnie rok 1927 – wtedy, przy skrajnie niskiej liczbie niedźwiedzi, doszło do ostatniego śmiertelnego ataku w Tatrach – zaznaczył.
Ekspert wskazał, że monitoring populacji niedźwiedzia brunatnego powinien mieć charakter ciągły, a nie doraźny.
– Takie badania są potrzebne, ale na zasadzie stałego monitoringu. W Tatrach prowadzimy je cyklicznie od lat, niezależnie od pojedynczych zdarzeń – powiedział PAP Zwijacz-Kozica.
Jak dodał, TPN realizował m.in. badania genetyczne populacji niedźwiedzi w 2013 r., a kolejne przeprowadzono w 2023 r. Obecnie trwają analizy w ramach projektu „Drapieżne pogranicze”, który miał mieć charakter ogólnokrajowy.
W Tatrach, w przypadku osobników wykazujących nietypowe zachowania i zbliżających się do siedzib ludzkich, stosowane są działania prewencyjne. Problematyczne niedźwiedzie są obrożowane i monitorowane, a w razie potrzeby także odstraszane m.in. przy użyciu gumowych pocisków.
Obecnie w polskiej części Tatr i na Podhalu monitorowane są trzy osobniki wyposażone w obroże telemetryczne, natomiast po słowackiej stronie aktywny jest jeden taki niedźwiedź. Cała populacja zachodniokarpacka, której częścią są tatrzańskie niedźwiedzie, liczy – według szacunków – od około 1000 do 1500 osobników.