Fot. Agnieszka Malatyńska-Stankiewicz
Taka ekspozycja to wielka rzadkość. Na świecie prezentacja tylko jednego autografu staje się wielkim wydarzeniem. Jeden manuskrypt przyciąga tłumy, a chętni do obejrzenia czekają w długich kolejkach. A tu na ekspozycji w Bibliotece Jagiellońskiej pokazano aż 24 autografy! Ale w Krakowie, na wystawie pustka. Nikogo nie spotkałam oprócz uprzejmego strażnika. Oglądałam wystawę na godzinę przed zamknięciem i jak się okazało byłam zaledwie trzynastym zwiedzającym tego dnia.
Zupełnie tego nie rozumiem. Bo właśnie patrzenie na największe dzieła zapisane ręką mistrza jest niezwykłą sprawą. To jak zaglądanie do kuchni kompozytorskiej, analizowanie procesu twórczego. Patrzenie na sposób dokonywania zmian, na wycofanie się z niektórych pomysłów, na odkrywanie nowych lepszych rozwiązań, jest fascynujące. To niemal dotykanie tego co jest w sztuce najważniejsze – procesu komponowania, który dla wielu artystów jest sprawą niezwykle osobistą, aby wręcz nie powiedzieć, że intymną.
Wystawa, która otrzymała tytuł „Beethoven: ojciec wielkiego symfonizmu” pokazuje, że muzyka symfoniczna jest jednym z najważniejszych nurtów w twórczości kompozytorskiej. I właściwie do dziś, przeglądając programy wielu instytucji muzycznych stanowi ona trzon prezentowanego repertuaru i to na całym świecie.
Beethoven, któremu została poświęcona wystawa, to kluczowa postać w historii muzyki symfonicznej. Bo przecież dzieło tego wielkiego muzyka wyznaczyło kierunki, stało się inspiracją i – trzeba powiedzieć – otworzyło drzwi do muzyki nowej. Beethoven zrobił wiele w tej dziedzinie: łamał zasady, nie przejmował się konwencją i puszczał wodze fantazji. Był wolny, niezależny, choć ta wolność wiele go kosztowała. Ale dał energię do poszukiwania wielu następnym pokoleniom. Czerpiemy z niego do dziś, zwłaszcza o tym wiedzą kompozytorzy muzyki filmowej.
Fot. Agnieszka Malatyńska-Stankiewicz
Pismo Beethovena zdradza pośpiech i niecierpliwość. Kompozytor ten szkicuje natchniony i później gwałtownie pracuje nad nadaniem dziełu kształtu końcowego. W autografach Beethovena można odnaleźć takty a nieraz całe strony potwornie pokreślone, niemal zagryzmolone. Niektóre z taktów są tak wydrapane, że aż prześwituje papier. Lata temu widziałam w autografach Beethovena oprócz zapisu muzycznego także osobiste notatki kompozytora dotyczące życia codziennego: np. co powinien zrobić, kupić albo komu zapłacić. Teraz jak zawsze zafascynowały mnie szkicowniki, ale możemy też zobaczyć m.in. fragment VII i VIII symfonii.
Haydn (Symfonia „Zegarowa”) pisze drobnym starannym pismem. Na stronach manuskryptów swoich utworów często znaczył uwagi. Pisał np. Deo Gratias - dziękując w ten sposób stwórcy za pokonanie trudu komponowania, za szczęśliwy finał. Mendelssohn (III Symfonia „Szkocka”), który notuje muzykę czysto i starannie, uznany przecież został za muzycznego malarza, który umiał dźwiękami odmalować nastrój otaczającego go świata. Mozart (dwie symfonie Es-dur, Koncert fortepianowy B-dur) ma pismo estetyczne i czyste, bo utwory tego twórcy rodziły się zawsze niemal nieomylnie, choć tym razem karty I Symfonii pokazują, że i Mozart wycofywał się z pomysłów i tak szybko pisał, że aż zamazywał atrament.
Po raz pierwszy oglądałam rękopis Lutosławskiego (Wariacje symfoniczne) i Panufnika (Sinfonia rustica). I jestem zaskoczona. Wydawało mi się, że Lutosławski – ze względu na swój charakter – powinien być niezwykle precyzyjny. Tymczasem Panufnik, piszący ołówkiem, jest o wiele bardziej od niego dokładny, jakby ten manuskrypt był przepisany na czysto. Jak zawsze bardzo ciekawe są autografy Pendereckiego, to szkice do I, IV, VII i VIII Symfonii. Kolorowe, pełne rysunków, liter, motywów, skreśleń, temp. Zresztą co ciekawe: Krzysztof Penderecki myśli formą. Dlatego też te szkice to często jedna strona tylko, na której zapisany jest nawet szkic całej symfonii lub jednej z części.
Fryderyk Chopin pisał do Juliana Fontany w październiku 1841 roku: „Na Boga Cię proszę szanuj mój manuskrypt”. Od zawsze ręcznie zapisane muzyką partytury były najcenniejsze dla kompozytorów, były też i są nadal pieczołowicie przechowywane przez kolejne pokolenia ich spadkobierców, kolekcjonerów i bibliotekarzy. W Bibliotece Jagiellońskiej przez cały rok manuskrypty leżą zamknięte w sejfie, tylko w czasie festiwalu zostają pokazane.
Koniecznie trzeba obejrzeć!
***
Prezentowane rękopisy pochodzą ze zbiorów Biblioteki Jagiellońskiej oraz z przechowywanych w Bibliotece Jagiellońskiej zbiorów dawnej Pruskiej Biblioteki Państwowej w Berlinie, a także z prywatnych zbiorów Elżbiety Pendereckiej.
Wystawa czynna jest do Wielkiego Piątku, 15.04.2022, codziennie w godz. 10-17, w Wielki Piątek do godz. 14.