Zdradź nam trochę kulis. Jak wyglądał twój powrót do Wisły i kiedy ten temat tak naprawdę się pojawił?
Temat pojawił się stosunkowo niedawno. Ludzie związani z Wisłą widzieli, że najprawdopodobniej nie zostanę już w Świdniku. Po przeczytaniu komunikatu, że rozwiązuję kontrakt z Avią, dostałem telefon z pytaniem, jak wygląda moja przyszłość, czy wracam do Krakowa i czy chcę jeszcze grać w piłkę. Kiedy usłyszałem, że jest propozycja powrotu do Wisły Kraków, spotkaliśmy się i porozmawialiśmy z dyrektorem Vullnetem Bashą oraz dyrektorem Michałem Janią. Po tej rozmowie podjąłem decyzję, że jak najbardziej chcę wrócić do rezerw klubu.
Czy to będą już wyłącznie rezerwy? Myślę sobie, że gdybyś błysnął w kilku meczach i nagle okazałoby się, że w pierwszej drużynie brakuje zawodników na twoją pozycję, to dopuszczasz w ogóle takie myśli o pierwszej drużynie?
Słuchaj, powiem ci tak: trener Mariusz Jop zna mnie bardzo dobrze. Graliśmy razem, gdy przychodził bodajże z Rosji, miałem okazję pograć z nim przez rok albo półtora. Zna mój charakter. Jeśli kiedyś pojawiłaby się taka potrzeba, by wzmocnić pierwszą drużynę, a ja prezentowałbym się naprawdę dobrze, to czemu nie? Jednak na razie w ogóle się na tym nie skupiam. Zależy mi przede wszystkim na tym, aby pomóc w rozwoju młodym chłopakom.
Pierwszy trening już za tobą czy jeszcze nie?
Nie, rezerwy zaczynają zajęcia dopiero w poniedziałek.
Większość z tych chłopaków możesz kojarzyć, bo grałeś w lidze na tym samym poziomie rozgrywkowym. Jak myślisz, jak sobie z tym poradzisz? Zawsze byłeś osobą, która mocno identyfikowała się z kibicami, trybuny cię kochały. Łatwo będzie ci się pogodzić z przejściem z pozycji idola do roli profesora i mentora?
Nie mam z tym problemu. To, co było kiedyś, to historia. Byłem młody, zawsze walczyłem o swoje i nigdy się nie poddawałem. Ten krnąbrny charakter na pewno w sobie zachowałem. Lata jednak lecą, zdaję sobie sprawę, że nie mam już dwudziestu lat. Mam swoje lata, a przede wszystkim ogromne doświadczenie. Chciałbym to doświadczenie przekazać młodym chłopakom, żeby w wielu sytuacjach nie zachowywali się tak, jak ja bym się zachował w ich wieku. Jeśli zechcą posłuchać mojej rady – sportowej czy życiowej – to oczywiście pomogę, by nie musieli popełniać moich błędów.
Przypominasz sobie, żebyś ty miał takiego mentora w Wiśle Kraków, kiedy wchodziłeś do drużyny? Wtedy w szatni było mnóstwo gwiazd. Czy chciałbyś kogoś z nich naśladować w swojej obecnej roli?
Nie przypominam sobie, żebym miał takiego jednego mentora. W tamtych latach grałem z zawodnikami, którzy w dużej mierze byli reprezentantami Polski. To, że radziłem sobie w takiej, a nie innej szatni, to wyłącznie zasługa ciężkiej pracy. Kiedy przypomnę sobie, z kim przyszło mi rywalizować na treningach czy w meczach, muszę przyznać, że mieliśmy wybitnych piłkarzy i dawałem radę. Dzisiaj jest już niestety coraz mniej takich charakternych zawodników, jacy grali piętnaście lat temu.
Czy zastanawiałeś się nad rolą mentora po swoich ostatnich doświadczeniach? W Świdniku też miałeś na pewno dużo kontaktu z młodymi piłkarzami. Zapewne czasem korciło cię, żeby powiedzieć im mocniejsze słowo. Uważasz, że dziś brakuje w młodzieży tych mocnych charakterów?
Tak, młodzież bardzo się zmienia. Dzisiejsi zawodnicy wchodzący do piłki to zupełnie inne pokolenie i inna mentalność. Jest teraz dużo rozpraszaczy, a zawodnicy mają też o wiele łatwiej ze względu na przepisy o młodzieżowcu. Gdzieś tam dostają granie za darmo. Ja tego nie miałem. Zaczynałem rywalizację u boku Wojtka Łobodzińskiego, który wtedy jeździł na mecze kadry u Leo Beenhakkera. Podgryzałem go na treningach przez półtora roku, aż w końcu go wygryzłem ze składu i Wojtek, reprezentant Polski, usiadł na ławce.
Młodzi zawodnicy mają dziś ułatwione zadanie ze względu na przepisy, ale bez odpowiedniej pracy niewiele z tego wynika. Widziałem wielu chłopaków, którzy grali jako młodzieżowcy, a po skończeniu tego wieku od razu lądowali w trzeciej czy czwartej lidze. Ci, którzy naprawdę zasługiwali i potrafili ciężko pracować, szli wyżej. Ze swojej strony nie mam najmniejszego problemu z młodymi ludźmi, w każdej szatni dobrze mi się z nimi współpracowało.
Kiedy rzucały ci się w oczy zachowania, które przypominały błędy z twojej młodości, co najczęściej mówiłeś tym chłopakom?
To zawsze zależało od konkretnej sytuacji – czy działo się to na boisku, czy w szatni, czy podczas luźnej rozmowy. Sam miałem różne relacje z trenerami, czasami w emocjach zapalała mi się głowa. Często mówiłem młodym, żeby lepiej dwa razy się zastanowili, zanim wybuchną czy powiedzą coś nieodpowiedniego. Tłumaczę im wszystko na własnym przykładzie, a nie z jakichś książkowych formułek. Sam sporo przeżyłem na własnej skórze i jeśli ktoś zechce przyjść po radę, zawsze chętnie wyjaśniam to właśnie ze swojej, doświadczonej perspektywy.
Był w tobie ten element ekscytacji, kiedy propozycja z Wisły stała się w pełni realna?
Tak jak wspomniałem – aż mi łezka w oku stanęła. Nie spodziewałem się, że będę miał jeszcze okazję wrócić do Wisły, a bardzo, ale to bardzo tego chciałem. Zawsze marzyło mi się zakończenie mojej przygody z piłką właśnie tutaj. W 2002 roku, przyjeżdżając do Krakowa jako dwunastolatek, przesiąkłem tym miastem, atmosferą i kibicami. Nawet kilka lat temu mówiłem żonie, że świetnie byłoby zakończyć granie w barwach Białej Gwiazdy, ale czułem, że szanse na to są znikome. A jednak, dzięki Bogu, znowu jestem częścią tego klubu i jestem z tego powodu niezwykle szczęśliwy.
Podczas rozmów z dyrektorem Janią czy Vullnetem Bashą stawiano ci jakieś konkretne wymagania? Czego klub od ciebie oczekuje w rezerwach?
Mam być najlepszy na boisku, pomagać drużynie i wygrywać mecze (śmiech). A zupełnie poważnie – moje zadanie to gra w piłkę i wsparcie zespołu podczas treningów. Pragniemy, żeby ci chłopcy jak najlepiej się rozwijali, by kilku z nich w miarę sprawnie przebiło się do pierwszej drużyny, bo przecież po to powołano te rezerwy. Co będzie dalej? Czas pokaże. Na razie absolutnie skupiam się na graniu, a nie na tym, co będę robił po zawieszeniu butów na kołku, choć nie ukrywam, że fajnie byłoby zostać później w strukturach klubu.
Wielu z chłopaków, z którymi teraz wejdziesz do szatni, w momencie kiedy ty przychodziłeś do Wisły, mogło mieć roczek albo dwa lata...
No właśnie! Dlatego to też będzie dla mnie coś zupełnie nowego. Zdecydowana większość tej szatni to nastolatkowie i zaledwie garstka starszych, doświadczonych chłopaków. Pamiętam czasy, kiedy ja trenowałem w jedynce – u mojego boku grali Radek Sobolewski, Arek Głowacki, Paweł Brożek czy Marcin Baszczyński. W pierwszej drużynie byłem przy nich młokosem. Tutaj w rezerwach ewidentnie będę takim dinozaurem. Taka jest kolej rzeczy: lata mijają, jedni odchodzą na emeryturę, drudzy jeszcze wciąż grają, a kolejni dopiero pukają do dorosłej piłki.
W historii drużyny rezerw bywały momenty, że brakowało rutyniarzy na boisku, przez co sytuacja w lidze potrafiła zrobić się bardzo ciężka. Trzeba wyciągnąć wnioski, że druga drużyna zawsze potrzebuje w składzie jednego czy dwóch profesorów, prawda?
Dokładnie, to jest w takich drużynach bardzo potrzebne. Jeśli spojrzysz na to, co robi Lech Poznań, Legia Warszawa czy Widzew Łódź – wszyscy do tego dążą. W rezerwach Widzewa widzę, że ściągnęli trzydziestopięcioletniego Marka Hanouska, który zjadł zęby na Ekstraklasie. W Legii chyba grał w rezerwach Mateusz Możdżeń czy Michał Kucharczyk. W Lechu Poznań wspierał ich swego czasu Darek Dudka, Szymon Pawłowski czy Tomek Cywka. Tacy zawodnicy są ogromnym wsparciem.
Kiedy młodzieży mecz nie wyjdzie albo wpadną w gorszą formę, potrafią się załamać. Doświadczony zawodnik musi wtedy wziąć ciężar na siebie. Kiedy wychodzisz na murawę, musisz czuć, że masz za plecami wsparcie, kogoś, na kim możesz zawsze polegać w kryzysowym momencie. Wierzę, że z takim wsparciem ci chłopcy dadzą sobie świetnie radę – Wisła ma wielu niezwykle utalentowanych młodych graczy. Widzimy zresztą po nazwiskach, takich jak Krzyżanowski, Kuziemka, Letkiewicz, Kutwa czy Duda, że jest to naprawdę znakomity materiał na przyszłość.
Spodziewasz się dużych emocji u siebie przed tym pierwszym meczem z Białą Gwiazdą na piersi?
Oczywiście. Mówię ci o tym, a już mam dreszcze. Samo to, że znowu mogę nałożyć tę koszulkę. Chciałbym też tutaj w miarę możliwości zaapelować do kibiców. Byłem na meczu pierwszej drużyny, widziałem tłumy, jakie gromadzą się na trybunach. Rozumiem, że na mecze rezerw nie przyjdą tysiące kibiców, ale prosiłbym, aby ci, którzy gdzieś śledzą moje losy i ten wywiad, przychodzili również na nasze mecze na Prądniczankę. Niech ci młodzi zawodnicy mają poczucie wsparcia. Chciałbym, aby oswajali się z dopingiem i meczową otoczką, którą niedawno sam podziwiałem, kibicując pierwszej drużynie. Byłoby mi niezmiernie miło, gdyby kibice przychodzili na nasze spotkania z taką samą pasją. Jeśli jeszcze mogłoby to pójść w świat w tym wywiadzie, to chciałbym serdecznie podziękować tym, którzy przyczynili się do tego, że wróciłem. Dziękuję dyrektorowi Michałowi Jani, dyrektorowi Vullnetowi Bashy, no i przede wszystkim prezesowi Jarosławowi Królewskiemu za zaufanie, że wydał na to zgodę i dał zielone światło na powrót do domu. Jestem za to z całego serca wdzięczny.