Decyzja o tym kiedy i czy w ogóle będzie można wejść do spalonych budynków archiwum, ma zapaść w kwietniu. Wtedy nadzór budowlany ma otrzymać ekspertyzę przygotowywaną przez specjalistów z wydziału Budownictwa Politechniki Krakowskiej. "Żeby dokładnie ocenić, na ile i w jakim zakresie będzie można podejmować dalsze działania związane z tym budynkiem" - mówi Małgorzata Boryczko, powiatowa inspektor nadzoru budowlanego w Krakowie.
Tymczasem urzędnicy miejskich jednostek odpowiadają na publikację portalu Onet, w której pojawiły się zarzuty dotyczące nieprawidłowości w przechowywaniu dokumentów. Te dotyczą między innymi zastosowania regałów sterowanych elektrycznie, choć pierwotnie przewidywano wykorzystanie półek przesuwanych ręcznie, a także tego, że w archiwum urząd miał składować więcej dokumentów, niż dopuszczał projekt.
Jan Machowski z Zarządu Inwestycji Miejskich przyznaje, że początkowo do archiwum na Załęczu miały trafić regały sterowane ręcznie, które znajdowały się w budynku archiwum przy Dobrego Pasterza. Jednak koszt ich przewozu spowodował, że urząd zdecydował o zakupie nowoczesnego systemu regałów przesuwanych elektrycznie. Zapewnia, że ta zmiana została uwzględniona przy aranżacji przestrzeni. Dodaje także, że zgromadzone zbiory nie przekraczały przewidzianej normy.
- Archiwum projektowano na 23 tysiące metrów bieżących akt. To była najwyższa granica możliwości przechowywania tam akt. W momencie pożaru było ich 20 tysięcy. Zachowane zostały wszystkie inne wymogi - odległości między regałami, wysokościami. One były wyższe, niż pierwotnie planowano, ale projektant aranżacji musiał się dostosować do warunków, które zastał i tak je rozplanować, żeby były zgodne z przepisami prawa budowlanego i przepisami przeciwpożarowymi - mówi Jan Machowski.
Machowski podkreśla również, że system suchego gaszenia zastosowany w budynkach nie budził wątpliwości strażaków ani w czasie projektowania hal, ani w momencie odbiorów gotowych budynków archiwum. Te zapewnienia nie uspokajają jednak wiceprzewodniczącego krakowskiej Rady Miasta Michała Drewnickiego, który od początku żywo interesuje się tematem pożaru archiwum. Jak mówi, zarzuty, o których czytał, dają do myślenia.
- Jeśli to by się potwierdziło, byłoby to rażące naruszenie odpowiedzialności za składowanie dokumentów. Ten temat powinien by dogłębnie zbadany, czy urzędnicy i prezydent Majchrowski nie doprowadzili do naruszenia przepisów. To bulwersuje. Były informacje, że system przeciwpożarowy włączył się, ale nie zadziałał. Na ile odpowiedzialna była za to forma składania dokumentów, na którą zgodzili się urzędnicy? - pyta Drewnicki.
Małgorzata Boryczko z nadzoru budowlanego pytana o te wątpliwości odpowiada tak. "W tym momencie za wcześnie jest rozmawiać na temat przyczyn. To długotrwałe i wnikliwe badanie. Chciałbym wypowiedzieć się w sposób kompetentny. Na tym etapie nie jest to możliwe".
To samo reporterka Radia Kraków usłyszała w czwartek w prokuraturze, która przesłuchuje kolejnych świadków i analizuje zabezpieczony monitoring.
Skontaktuj się z Radiem Kraków - czekamy na opinie naszych Słuchaczy
Pod każdym materiałem na naszej stronie dostępny jest przycisk, dzięki któremu możecie Państwo wysyłać maile z opiniami. Wszystkie będą skrupulatnie czytane i nie pozostaną bez reakcji.
Opinie można wysyłać też bezpośrednio na adres [email protected]
Zapraszamy również do kontaktu z nami poprzez SMS - 4080, telefonicznie (12 200 33 33 – antena,12 630 60 00 – recepcja), a także na nasz profil na Facebooku oraz Twitterze.
Joanna Orszulak/ko