Beata i Łukasz Ł. mieli poznać Krystynę M. przed kilkoma laty dzięki znajomości z jej synem, Markiem M. Obaj mężczyźni odsiadywali wspólnie wyrok w Zakładzie Karnym w Nowym Wiśniczu. Marek M. za kratami wylądował za znęcanie się nad matką. Łukasz Ł. został skazany za oszustwa.
Jak zeznawał przed sądem Łukasz Ł., od początku znajomości na wolności Marek M. nadużywał alkoholu. Miał awanturować się w domu matki, wielokrotnie interweniowała przy Igołomskiej policja. To miał być jeden z powodów, dla których małżeństwo postanowiło zająć się starszą kobietą.
"Pragnęła tego"
Łukasz Ł. utrzymuje, że propozycja opieki w zamian za przekazanie domu Krystyny M. wyszła od niej:
Na początku nie chcieliśmy podjąć się opieki nad panią Krysią, bo widzieliśmy, jaki to jest dom patologiczny. Syn Marek znęcał się, bił ją. Pani Krystyna sama prosiła nas o opiekę, była w pełni świadoma i pragnęła tego
- relacjonował oskarżony.
Innego zdania są śledczy. Podczas odczytywania aktu oskarżenia prokurator Łukasz Krzysztonek argumentował, że "Krystyna M. przejawiała objawy zaawansowanej demencji i procesu psychoorganicznego otępiennego".
Według świadków małżeństwo Ł. miało odizolować ją od kontaktów z innymi ludźmi - między innymi sąsiadów, którzy wcześniej się nią zajmowali. Oskarżeni temu zaprzeczają i twierdzą, że była to wola kobiety.
Krystyna M. zmarła w 2023 roku. Od długiego czasu, również w trakcie, gdy Ł. mieli się nią zajmować, chorowała na nowotwór złośliwy kości. W darowiźnie przekazała parze połowę domu przy ulicy Igołomskiej, wartego według szacunków biegłych co najmniej 650 tys. złotych. Właścicielem drugiej połowy był syn Krystyny M.
Był, bo małżeństwo Ł. zawarło z nim dokładnie taką samą umowę, jak z jego matką.Pytany przez sąd Łukasz L. stwierdził, że syn seniorki zdecydował się na to prawdopodobnie ze względu na samotność. Po latach odsiadywania wyroków i popadania w uzależnienie Markowi M. po śmierci matki nie został nikt.
Mężczyzna także zachorował. Diagnoza: nowotwór złośliwy. Obecnie wymaga stałej opieki. Łukasz Ł. utrzymuje, że zapewniają mu ją wraz z żoną.
Kuzyn notariusza i kryminalna przeszłość
Beata Ł. nie zjawiła się w sądzie. Obok małżeństwa na ławie oskarżonych zasiadła również dwójka notariuszy. Według prokuratury doprowadzili do niekorzystnego rozporządzenia mieniem zarówno Krystynę, jak i Marka M. - pomimo wykazywania przez obie osoby "oczywistych wątpliwości co do ich zdolności do świadomego podjęcia decyzji i wyrażenia woli".
Na sali rozpraw pojawił się jeden z notariuszy, Sławomir Ś. Z małżeństwem Ł. miał się poznać poprzez kuzyna, który przed laty kupował od pary samochód. Obrońca Ś. wniósł jednak o wyłączenie jawności rozprawy na czas składania przez klienta wyjaśnień.
Łukasz Ł. przekonuje, że całej sprawy by nie było, gdyby nie był karany. Przepraszał za to swoją żonę i wszystkie zamieszane osoby.
Dla prokuratury ten fakt istotnie ma znaczenie, bowiem jak zaznaczał prokurator - mężczyzna "dopuścił się czynu w ciągu 5 lat po uprzednim odbyciu kary co najmniej 6 miesięcy za umyślne przestępstwo podobne, tj. o przestępstwo z artykułu 286 paragraf 1 […] Kodeksu Karnego".
W rzeczonym artykule czytamy:
kto w celu osiągnięcia korzyści majątkowej doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia mieniem (własnym lub cudzym) poprzez wprowadzenie jej w błąd, wyzyskanie błędu lub niezdolności do pojmowania działań, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.
Nie był to pierwszy wyrok Łukasza Ł.
Kontropinia kontrowersyjnego specjalisty
Obrończyni oskarżonego Łukasza Ł. przedstawiła szereg potencjalnych dowodów na niewinność klienta. Wśród nich znajdowały się m.in. zdjęcia wyremontowanego przez mężczyznę dachu domu Krystyny M. - co ma udowadniać, że Łukasz Ł. faktycznie opiekował się kobietą.
Przed sąd trafiła również opinia psychiatry, wedle której Krystyna M. była w pełni władz umysłowych i nie cierpiała na schorzenia w rodzaju demencji. Pod zaświadczeniem podpisał się dr Stanisław Teleśnicki.
Teleśnicki to lekarz psychiatra z wieloletnim doświadczeniem w zawodzie. Obecnie zajmuje się pacjentami choćby w gabinecie "Medicanneum - Medycyna i Konopie", na którego stronie internetowej czytamy, że "to pierwszy gabinet medyczny w Krakowie, gdzie lekarze specjalizują się w wspomaganiu leczenia medyczną marihuaną".
Leczone tam mają być chociażby: "ból, ból nowotworowy, endometrioza, hashimoto, stwardnienie rozsiane, depresja czy zespół jelita drażliwego, parkinson czy problemy reumatologiczne", właśnie z pomocą medycznej marihuany.
Biogram Teleśnickiego na stronie placówki informuje, że lekarz "zajmuje się pacjentami z szeroko pojętymi zaburzeniami psychicznymi w tym z depresjami, zaburzeniami odżywiania (anoreksja, bulimia), uzależnieniami, zaburzeniami obsesyjno-kompulsywnymi, zaburzeniami emocjonalnymi, psychozami oraz innymi problemami psychicznymi towarzyszącymi nam w życiu codziennym".
Teleśnicki przez ostatnie lata udzielał się również w mediach jako ekspert, biegły sądowy ze swojej dziedziny. Co do jego rzetelności pojawiały się jednak uzasadnione wątpliwości przed ponad dwiema dekadami.
W 2004 roku "Rzeczpospolita" informowała o potencjalnych nieprawidłowościach opinii sądowych psychiatry. Teleśnicki był jednym z biegłych, którzy stwierdzili "zaburzenia afektywno-urojeniowo-mieszane" u Kazimierza Krawczyka, biznesmena podejrzanego o oszustwa. Krawczyk dzięki tej opinii uniknął więzienia, gdy był podejrzany o wyłudzenie ponad 150 mln złotych w tak zwanej aferze paliwowej.
Podczas składania obszernych wyjaśnień Łukasz Ł. nie przyznał się do winy.
O dalszym przebiegu procesu będziemy informować w Radiu Kraków.