To klasyczny phishing i to wyjątkowo bezczelny. Gdyby NFZ faktycznie zdecydował się na masowe zwroty gotówki drogą mailową, kolejka do ich siedziby w Krakowie pewnie blokowałaby wjazd do miasta.
System prosi o weryfikację tożsamości poprzez kartę płatniczą, żeby rzekomo potwierdzić konto do przelewu. W dobie płatności cyfrowych to brzmi logicznie. Błąd polega na tym, że żadna instytucja publiczna, a już na pewno nie NFZ, nigdy nie prosi o numer karty ani kod do przelewu przez e-mail. To jest cyfrowy ekwiwalent oddania portfela nieznajomemu w ciemnej bramie, bo obiecał nam, że dorzuci do niego premię.
Spójrzmy na adres nadawcy, często ukryty pod nazwą NFZ, ale po rozwinięciu widzimy darmową domenę albo ciąg przypadkowych znaków. Do tego dochodzi sztucznie kreowana presja czasu. Kliknij teraz, bo środki przepadną. To ma wyłączyć nasze krytyczne myślenie.
Skoro to jest ewidentne oszustwo, czy wystarczy ten list po prostu skasować, czy powinniśmy zrobić coś więcej? Skasować to plan minimum. Dla profesjonalistów ważne jest zgłoszenie. Nic nie klikamy, a maile przesyłmy do CERT Polska przez stronę incydent.cert.pl albo przez aplikację mObywatel. Dzięki temu uratujemy nie tylko swoje oszczędności, ale też konto kogoś, kto może nie być tak dociekliwy jak my.
Jedyny szybki zwrot jaki dostaniemy od NFZ-u bez kolejki to zawrót głowy przy sprawdzeniu stanu konta po takim ataku. Lepiej dmuchać na zimne.