Przed nami trzecie podejście do ustawy o kryptowalutach. Ustawa 3.0 uwzględnia tylko jedną prezydencką poprawkę z kilkunastu zgłoszonych. Dlaczego nie chcą państwo dać szansy prezydentowi, by podpisał tę ustawę, uwzględniając więcej jego poprawek?
- Mam nadzieję, że prezydent podpisze ustawę, którą przyjmie parlament. Trudno wyrokować, jaki będzie finał. Kwestia jest dynamiczna. Poprawki prezydenta prowadzą do sporu merytorycznego. Czy podmioty, które będą operować w Polsce muszą mieć siedzibę na terenie UE, czy poza Unią? Prezydent proponuje, żeby nie było tego ograniczenia. On chce, żeby one mogły być poza Unią. My się na to nie zgadzamy. Jest tu spór. Dziś to rozstrzygnie parlament.
Być może lepiej było wejść w negocjacje z Kancelarią Prezydenta? Minister Bogucki mówił o kilku uwzględnionych poprawkach. Wśród tych poprawek prezydenckich, które powstały na bazie rządowej ustawy 2.0, jest opłata za nadzór KNF-u, tylko nieco mniej z tych przychodów trzeba byłoby płacić za ten nadzór. Jest też łagodzenie blokady rachunków. Więc jak się wydaje pole na negocjacje było, bo to jest w oparciu o rządową ustawę.
- Tak. Trudno wyrokować, co przyjmie parlament. Rozmowy trwają. Dziś o 9:00 głosowania. Zobaczymy, jakie poprawki zostaną przyjęte. Sprawa jest dynamiczna. Poczekajmy na kształt ustawy. W drugim podejściu przeszła poprawką obniżająca marżę, a mimo tego prezydent jej nie podpisał.
Jest jeszcze projekt posłów Prawa i Sprawiedliwości dotyczący w ogóle zakazu handlu kryptoaktywami. Pan byłby za takim rozwiązaniem?
- Jak poseł Kaczyński czegoś nie rozumie, chce zakazywać. Byłoby to niezgodne z prawem unijnym. Polacy mają prawo korzystać z kryptowalut. Państwo ma zabezpieczyć obywateli przed niekorzystnymi skutkami. Pewne ryzyko zawsze jest, ale trzeba je minimalizować. Nie chodzi o zakazy. Jesteśmy przed głosowaniami, przed pracami Senatu. Poczekamy, zobaczymy. Wydaje mi się, że ten proces zmierza w dobrym kierunku. Powinniśmy powściągnąć emocje.
Głowa państwa przestrzega przed wprowadzeniem sprawy Zbigniewa Ziobry do oficjalnych kontaktów ze Stanami Zjednoczonymi. Przestrzega de facto przed czym? Przed wnioskiem ekstradycyjnym? Czy wymianą osób, które przebywają i w Stanach Zjednoczonych, i w Polsce? Jak pan to odebrał?
- Ja to odebrałem jako głos obrony Zbigniewa Ziobro przez prezydenta. To niepotrzebne. Trwają poufne rozmowy z USA. Tak to powinno iść, żeby były minister znalazł się w Polsce. To pomoże relacjom Polska-USA i naszemu sojuszowi. Nie będzie niedomówień. To wymaga ciszy w mediach. Niepotrzebna wypowiedź prezydenta.
Mówi pan poseł, że to pozytywnie wpłynie na relacje polsko-amerykańskie. Przeważają chyba głosy takie, że może to mieć odwrotne skutki. To znaczy, że sprawa Zbigniewa Ziobry może mieć wpływ negatywny na relacje Polski i Stanów Zjednoczonych.
- Ja to widzę przewrotnie. Jak będzie porozumienie, którego finałem będzie powrót Ziobry do Polski, będzie to dobre rozwiązanie. Nie przeszkadzajmy rozmowom z USA. Głos prezydenta to przeszkadzanie.
Choć nie zmienia to faktu, że przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości akurat nie mówią jednym głosem w sprawie Zbigniewa Ziobry. Część z nich mówi, że pozostałaby w Polsce i stanęłaby przed wymiarem sprawiedliwości.
- To cieszy, że część polityków PiS, która ma mniej za uszami, odcina się od Ziobry. Lepiej późno niż później. PiS tonie przez Zbigniewa Ziobro. Część polityków PiS zastanawia się, jak ten balast z tonącego statku zrzucić.
Tego balastu to strona rządowa przysporzyła Prawu i Sprawiedliwości. Zbigniew Ziobro w Stanach Zjednoczonych, Marcin Romanowski nawet nie wiadomo gdzie. Jak to jest ponownie usłyszeć o sobie, że w sprawie byłego ministra sprawiedliwości jest się fujarą?
- Nie strona rządowa przysporzyła problemu. Część polityków PiS kradła publiczne pieniądze. Stąd problem. Jakby tego nie robili, może nadal by rządzili. To poważne oskarżenia o wyłudzenie…
Zarzuty.
- Tak. Oskarżenia, czyli zarzuty. To poważne. Nikt nie chce nikogo niewinnego skazywać, ale rozliczyć polityków, którzy kradli publiczne pieniądze.
Na razie mówimy o 26 zarzutach wobec byłego ministra sprawiedliwości...
- Tak. Użyłem słowa „oskarżenia”. To tożsame.
Czy zna pan więcej szczegółów dotyczących wizyty Petera Magyara w Krakowie? Wiemy, że ma się spotkać z kardynałem Rysiem, ale czy ma pan informację o pełnym planie tej wizyty?
- Na pewno będzie spotkanie z władzami państwa. Zobaczymy, czy będzie to w Warszawie czy Krakowie. Mówiłem, że do wizyty premiera dojdzie w Krakowie. To się stanie. Cieszmy się. To podniesienie rangi dyplomatycznej miasta. Kraków to drugi ośrodek polityczny naszego kraju. To cieszy.
Czyli nie tylko kardynał Ryś w planach wizyty Magyara w Krakowie?
- Dajmy to ustalić obu stronom. Sam fakt wizyty premiera Węgier w Krakowie jest dla naszego miasta nobilitujący. Wypada się cieszyć. To, czy z władzami państwa spotka się w Krakowie czy w Warszawie, nie ma większego znaczenia, choć wszyscy byśmy chcieli, żeby to było na Wawelu.
Jednocześnie w Krakowie mamy nieco więcej niż tydzień do referendum. Czy przedstawiciele rządu, w szczególności premier, będzie apelować do Krakowian w sprawie niegłosowania w tym referendum?
- To mimo wszystko sprawa lokalna. Polityka ogólnopolska powinna tak tu ingerować? To referendum jest organizowane przez prawicowych polityków za pieniądze Łukasza Gibały, co potwierdził jeden z członków Komitetu Referendalnego na konferencji prasowej. Ważne, żeby mieszkańcy Krakowa o tym wiedzieli i na głosowanie nie szli. Czy premier się wypowie? To mało istotne. Idąc na referendum i głosując przeciwko odwołaniu prezydenta, wspieramy tych, którzy prezydenta chcą odwołać. To ważne. Jak ktoś ma na sercu dobro Krakowa, zostaje w domu.
Czy na miejscu prezydenta Miszalskiego przyjąłby pan zaproszenie od inicjatorów referendum do debaty?
- Nie. Inicjatorzy referendum nic poza personalnymi atakami i hejtem nie oferują. Nie wiem, czy oni są za SCT, czy za metrem, za budową systemu podziemnego tramwaju? Nie znam ich poglądów. W gazetkach drukowanych za setki tysięcy tego nie ma. Są heheszki tylko. Nie ma tam nic poważnego. Mnie to niepokoi. Spodziewałem się, że kampania referendalna będzie się opierała na wizji Krakowa. Jak ktoś nie ma pomysłu na Kraków, ale ważne są kwestie personalne, po co rozmawiać?
Choć kilka problemów jednak wytknęli prezydentowi i prezydent przyznał się też do błędów, więc w jakimś sensie to pomogło.
- Tak i dobrze. Jestem przeciwnikiem referendum, a sam krytykowałem prezydenta za kształt SCT. Miasto popełniło pewne błędy. To ktoś podlał swoimi pieniędzmi, żeby przejąć władzę. Prezydent popełnił błędy, przyznał się i w większości to skorygował. Dobrze, że są wyciągane wnioski. Tak powinna działać władza. Jak są błędy, jest korekta. Nikt nie jest nieomylny.