Przed drugą turą wyborów prezydenckich w Krakowie sztaby Łukasza Gibały i Moniki Piątkowskiej spotykają się nie tylko na politycznym polu, ale także w sądzie. Kodeks wyborczy przewiduje specjalny, przyspieszony tryb rozpatrywania takich sporów. Jak działa w praktyce, kto musi udowodnić swoje racje i czego można domagać się przed sądem? O tym w Radiu Kraków mówił prof. Grzegorz Kuca z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Jak to możliwe, że sąd potrafi rozstrzygnąć spór wyborczy i nakazać na przykład sprostowanie w ciągu zaledwie 24 godzin?
Prof. Grzegorz Kuca: Przepisy Kodeksu wyborczego przewidują specjalny tryb wyborczy, który nakazuje sądom rozpatrzyć sprawę w ciągu 24 godzin.
Czy oznacza to, że sędziowie są odrywani od innych spraw, przez co zwykli obywatele muszą dłużej czekać na swoje rozprawy?
Nie. W okresie wyborów sędziowie są delegowani do pełnienia specjalnych dyżurów. To ci sami sędziowie, którzy na co dzień orzekają w innych sprawach, ale w tym czasie zajmują się również postępowaniami wyborczymi.
Każdego dnia taki dyżur pełni trzech sędziów sądu okręgowego. Nie powinno więc mieć to wpływu na rozpoznawanie pozostałych spraw.
Czy 24 godziny rzeczywiście oznaczają dokładnie dobę na rozpatrzenie wniosku, a później kolejne 24 godziny na rozpoznanie zażalenia przez sąd apelacyjny?
Ten termin jest trochę rozciągliwy, ponieważ dla sądu ma charakter instrukcyjny. Sąd nie ma bezwzględnego obowiązku wydać rozstrzygnięcia dokładnie w ciągu 24 godzin. Ma w tym czasie rozpoznać sprawę, co w praktyce może oznaczać na przykład zawiadomienie uczestników o toczącym się postępowaniu.
Czy posiedzenie może się odbyć w nocy albo w dzień wolny od pracy, żeby zmieścić się w tym terminie?
Zazwyczaj posiedzenia odbywają się w ciągu dnia roboczego. Rzadko zdarza się, aby sąd wyznaczał je w godzinach popołudniowych albo w weekendy. Co do zasady termin jest ustalany w normalnych godzinach urzędowania sądu.
Kim są sędziowie, którzy pełnią takie wyborcze dyżury?
To sędziowie, którzy na co dzień orzekają w sądach okręgowych, w wydziałach cywilnych. Postępowanie wyborcze odbywa się w ramach postępowania nieprocesowego. W okresie wyborczym wyznaczani są więc sędziowie dyżurni, którzy podejmują sprawy, jeśli pojawi się spór pomiędzy kandydatami.
Czy taki szybki tryb można byłoby zastosować także w zwykłych sprawach sądowych?
Byłoby to bardzo trudne. Idea trybu wyborczego jest szczególna: chodzi o to, by kampania opierała się na prawdziwych informacjach. Jeśli pojawia się informacja nieprawdziwa, powinna zostać możliwie szybko zweryfikowana. Stąd właśnie ten 24-godzinny tryb.
Na kim spoczywa ciężar dowodu? Czy osoba, która czuje się pokrzywdzona, musi udowodnić, że informacja jest nieprawdziwa, czy druga strona musi wykazać jej prawdziwość?
Z wnioskiem do sądu może wystąpić kandydat albo pełnomocnik wyborczy zainteresowanego komitetu. To on powinien wskazać, które treści uważa za nieprawdziwe.
Druga strona może przedstawić dowody na prawdziwość swoich twierdzeń. Zadaniem sądu jest natomiast rozstrzygnięcie, który z uczestników postępowania ma rację.
Jak sąd rozróżnia informację od oceny czy opinii?
Ideą tego postępowania jest weryfikowanie nieprawdziwych informacji. W praktyce materiał dowodowy może być bardzo różny. Uczestnicy przedstawiają dokumenty, czasem zeznania świadków. Z opinii biegłych korzysta się rzadko, przede wszystkim ze względu na bardzo krótki czas trwania postępowania.
Główny ciężar przedstawienia materiału dowodowego spoczywa więc na kandydacie albo pełnomocniku komitetu wyborczego. Musi on dostarczyć sądowi taki materiał, który pozwoli rozstrzygnąć spór.
Czy może się zdarzyć, że potrzebny będzie biegły, który oceni, co jest faktem, a co opinią?
Może się tak zdarzyć, choć należy to do rzadkości. Język pozwala czasem formułować ocenę za pomocą faktów albo przedstawiać opinię poprzez opis określonego faktu.
Dodatkową trudnością jest to, że wypowiedzi pojawiające się w kampanii wyborczej często mają charakter mieszany. W części zawierają informacje, a w części oceny i opinie. Sąd musi więc ustalić, czy i w jakim zakresie taki materiał może podlegać weryfikacji.
Jakie rozstrzygnięcie może wydać sąd? Czy to sędzia decyduje, jaka ma być sankcja, czy wnioskodawca musi od początku dokładnie określić swoje żądanie?
Wniosek powinien bardzo precyzyjnie określać, czego kandydat albo pełnomocnik wyborczy oczekuje. Jeżeli domaga się sprostowania nieprawdziwej informacji, powinien wskazać również sposób jego publikacji, na przykład zażądać sprostowania w konkretnym medium.
To na wnioskodawcy ciąży obowiązek dokładnego wskazania sposobu, w jaki informacja ma zostać sprostowana.
Czy może pojawić się sankcja finansowa?
Trudno nazywać ją karą finansową, ale Kodeks wyborczy przewiduje możliwość nakazania uczestnikowi postępowania wpłaty do 100 tysięcy złotych na rzecz organizacji pożytku publicznego.
Wnioskodawca może więc zażądać, aby osoba, która dopuściła się naruszenia, wpłaciła określoną kwotę na przykład na rzecz schroniska dla zwierząt albo innej organizacji pożytku publicznego.
A co w przypadku ulotek czy innych materiałów wyborczych zawierających nieprawdziwe informacje? Sąd może nakazać ich zniszczenie?
Tak. Jednym z żądań przewidzianych w Kodeksie wyborczym może być przepadek materiałów wyborczych zawierających takie informacje. Dotyczy to między innymi plakatów, ulotek czy haseł umieszczonych na billboardach. Takie materiały mogą zostać przeznaczone do zniszczenia.
Jeżeli wnioskodawca domaga się sprostowania albo przeprosin w konkretnym medium, również musi dokładnie wskazać sposób ich publikacji?
Tak. Sąd rozpoznaje sprawę w granicach złożonego wniosku. Jeżeli ktoś domaga się sprostowania, powinien dokładnie określić, w jakim medium ma się ono ukazać i w jaki sposób.
Można wskazać konkretną stronę gazety, wielkość czcionki czy miejsce publikacji. Im bardziej precyzyjny jest wniosek, tym mniejsze pole pozostaje później do takiego wykonania orzeczenia, które formalnie spełnia jego treść, ale nie odpowiada oczekiwaniom wnioskodawcy.
Czyli jeśli ktoś tego dokładnie nie określi, sprostowanie może zostać opublikowane małą czcionką gdzieś na końcu gazety?
Może tak być. Dlatego właśnie precyzyjne sformułowanie żądania jest tak ważne. Zdarzały się przypadki, kiedy sprostowanie umieszczano na odległej stronie, w rogu publikacji. Formalnie wykonywało to orzeczenie sądu, ale niekoniecznie satysfakcjonowało osobę, której sprostowanie dotyczyło.
Czy podobne sytuacje zdarzają się również w mediach elektronicznych?
Tak. Dotyczy to zarówno prasy drukowanej, jak i mediów społecznościowych, a także sprostowań emitowanych po programach informacyjnych.
Jeżeli ktoś żąda, by sprostowanie zostało odczytane przez osobę, która dopuściła się naruszenia, powinien to wyraźnie zaznaczyć. Jeśli tego nie zrobi, może się okazać, że treść sprostowania odczyta na przykład lektor, czyli osoba zupełnie niekojarzona z kandydatem, którego sprawa dotyczy.