"Przepraszam za bałagan" odnosi się do zjawiska kulinarnego wymierania i jest trochę przeprosinami za naszą egzystencję i jej skutki. Chodzi o gatunki, które nie wyginęły z powodu klimatu czy naturalnych zmian środowiska, ale dlatego, że człowiek doprowadził do ich całkowitego wyniszczenia poprzez polowania lub nadmierne pozyskiwanie. Wystawa wyrasta z performansu zrealizowanego tuż przed majówką. Była to inscenizowana kolacja przy wspólnym stole, podczas której rozmowa o jedzeniu prowadziła do refleksji nad wymieraniem gatunków. Publiczność uczestniczyła nie tylko w opowieści, ale także w uczcie przygotowanej z dziko rosnących roślin zbieranych na miejskich nieużytkach. Menu powstawało spontanicznie, zależnie od sezonu i pogody. Wśród składników znalazły się m.in. pokrzywa, pędy chmielu, syrop z magnolii, galaretka z kwiatów czarnego bzu czy kruszonka z mąki żołędziowej. Jednym z najbardziej zaskakujących elementów były lody z korzenia mniszka lekarskiego. Inspiracją stały się wojenne przepisy kuchni głodu, w których suszony korzeń mniszka wykorzystywano jako zamiennik kawy.
Nad stołem pracowałam ostatnie dwa lata. Jest to duży obiekt, ponieważ mieści tam dwanaście, czternaście osób, ma cztery metry, jest wykonany w technice intarsji, czyli dekoracyjnej metody układania wzorów z różnych gatunków drewna – mówi Michalina Bigaj.
W przypadku wawelskiej wystawy szczególnie ważny okazał się dialog z historią miejsca. Artystka szukała wątków łączących dawne królewskie uczty z ideą kulinarnego wymierania. Najmocniej wybrzmiewa historia tura, którego ostatni osobnik zginął w 1627 roku. Tur był zwierzęciem wyjątkowym także dla polskich monarchów. Władysław Jagiełło zastrzegł sobie wyłączne prawo do polowań na ten gatunek, jednocześnie ograniczając dostęp innym myśliwym. Z dzisiejszej perspektywy można to interpretować jako jedną z pierwszych prób ochrony gatunkowej w Europie, choć wówczas miało to zupełnie inny wymiar.