Śmigłowiec Sokół. Fot. Piotr Korczak.
Wyższe bilety do parków narodowych. Część pieniędzy ma trafić na ratownictwo
Ministerstwo Klimatu i Środowiska planuje zmiany w opłatach za wstęp do górskich parków narodowych. Podwyżka miałaby wesprzeć ratownictwo górskie. Pomysł budzi pytania: czy wszyscy turyści powinni dopłacać do systemu ratownictwa, także za osoby nieprzygotowane lub łamiące przepisy? A może należałoby wprowadzić rozwiązania podobne do słowackich ubezpieczeń?
Jan Krzysztof, naczelnik Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, przypomina jednak, że obecny mechanizm nie jest nowością. TOPR i GOPR już od lat otrzymują część wpływów z biletów sprzedawanych w parkach narodowych.
„My w ten sposób funkcjonujemy od co najmniej kilkunastu lat i piętnaście procent aktualnych cen biletów jest przekazywanych na ratownictwo górskie” – mówi naczelnik TOPR w Radiu Kraków.
O co chodzi w planowanych zmianach?
Według Jana Krzysztofa problem dotyczy przede wszystkim ustawowego limitu ceny biletów do parków narodowych. Obecne przepisy określają maksymalną opłatę, a 15 procent tej kwoty trafia na ratownictwo. Nowy pomysł zakłada, by część przeznaczona na ratowników była liczona poza tym limitem.
Tutaj chodzi o to, by zwiększyć wpływy przede wszystkim dla parków narodowych
– wyjaśnia Krzysztof.
Jak dodaje, jeśli bazą do naliczenia 15 procent byłaby wyższa kwota, większe mogłyby być także wpływy dla ratownictwa. Naczelnik TOPR zastrzega jednak, że projekt wymaga bardzo precyzyjnego przygotowania.
Obawy TOPR: więcej pieniędzy albo większe zamieszanie
Wątpliwości dotyczą m.in. tego, od jakich dokładnie opłat miałoby być naliczane 15 procent. Czy wyłącznie od biletów wstępu do parków, czy także od innych opłat, np. za udostępnianie konkretnych obiektów?
„Obawiamy się, że zmiany, które nie będą bardzo dobrze przygotowane, a te według mojej oceny nie są, mogą spowodować duże zamieszanie i w miejsce zwiększenia wpływów z tego źródła tych środków będzie mniej albo będzie to bardziej skomplikowane” – podkreśla naczelnik TOPR.
Jak mówi, obecny system jest dla ratowników bardzo ważny. Z pieniędzy z biletów finansowane są m.in. szkolenia, zakupy sprzętu, utrzymanie bazy, a także wynagrodzenia dodatkowych ratowników, w tym dyżurujących zimą z psami lawinowymi.
Ile kosztuje ratownictwo w Tatrach?
Naczelnik TOPR zwraca uwagę, że nie da się prosto wycenić pojedynczej akcji ratunkowej. Największym kosztem nie jest bowiem sama interwencja, ale utrzymywanie stałej gotowości do działania.
Gdybyśmy nawet nie przeprowadzili jednej akcji ratunkowej, kosztowalibyśmy prawie tyle samo
– mówi Jan Krzysztof.
Roczny budżet TOPR to około 20 mln zł. W tej kwocie mieści się m.in. utrzymanie śmigłowca i bieżące przeglądy. Około 12 mln zł stanowi dotacja z budżetu państwa, a około 4,5 mln zł pochodzi z wpływów z biletów wstępu. Pozostałe środki to m.in. wsparcie partnerów, sponsorów i działalność dodatkowa TOPR.
Szczególnie kosztowne są duże przeglądy śmigłowca. Jak mówi naczelnik, pierwszy etap przeglądu Sokoła to w tym roku dodatkowo ponad 14 mln zł.
Tysiące interwencji i miliony turystów
TOPR działa na niewielkim, ale bardzo intensywnie użytkowanym obszarze. Tatry odwiedza rocznie ponad pięć milionów osób, licząc sumę dziennych wejść. W ostatnich latach ratownicy pomagają około 1300 osobom rocznie.
„Czasem dla uratowania jednej osoby jest przeprowadzane kilka akcji i kilka lotów i odwrotnie. Czasem podczas jednej akcji ratujemy kilka osób” – wyjaśnia Jan Krzysztof.
Na tle innych gór Tatry należą do miejsc, w których liczba zdarzeń ratowniczych jest duża w stosunku do powierzchni.
Słowacki model? TOPR: to nie tylko kwestia ubezpieczeń
W rozmowie pojawił się także temat ubezpieczeń indywidualnych, znanych m.in. ze Słowacji. Naczelnik TOPR zaznacza jednak, że przy odpłatności za ratownictwo płacą wszyscy – niezależnie od tego, czy złamali przepisy, czy nie.
W Polsce ratownictwo górskie jest bezpłatne dla poszkodowanych, podobnie jak działania strażaków czy przyjęcie na SOR. „To jest pewien dorobek cywilizowanego kraju, całkiem dobrze sobie radzącego gospodarczo” – mówi Jan Krzysztof. – „Cieszmy się, że stać nas na to, by ludzi aktywnych, którzy w większości przyjeżdżają tu wypocząć, by później ciężko pracować, móc właściwie pomóc”.
Jeśli natomiast wypadek wydarzy się poza udostępnionym terenem albo turysta nie respektuje zasad obowiązujących w Tatrzańskim Parku Narodowym, konsekwencje może wyciągać park. Naczelnik TOPR podkreśla, że TPN śledzi takie sytuacje i może nakładać kary.
Maj w Tatrach: nie „trudne”, lecz typowe warunki
Jan Krzysztof odniósł się także do aktualnych warunków w Tatrach. Jak zaznacza, w połowie maja śnieg i ochłodzenie nie są niczym nadzwyczajnym.
Nie ma tutaj jakichś szczególnych zagrożeń dla ludzi świadomych tego, co widzą za oknem
– mówi naczelnik TOPR.
Kluczowe są odpowiedni sprzęt, ubiór, adekwatne plany i realna ocena własnych możliwości. Nieodpowiedzialne zachowania wciąż się jednak zdarzają i mogą prowadzić do bardzo poważnych zdarzeń.
Potrzebne precyzyjne przepisy
Planowane zmiany miałyby wejść w życie 1 stycznia przyszłego roku. Naczelnik TOPR nie przesądza, jaki będzie ich ostateczny kształt. Podkreśla jednak, że projekt musi jasno regulować kwestie podatkowe i koszty pozyskiwania dodatkowej opłaty. „To wymaga bardzo precyzyjnego uregulowania, by nikt nie miał wątpliwości” – zaznacza.
Sama idea współudziału turystów w pokrywaniu kosztów ratownictwa jest – jego zdaniem – ciekawa i dobrze odbierana również w innych miejscach świata. Warunkiem jest jednak taki system, który realnie wzmocni ratowników, a nie skomplikuje finansowanie ich pracy.