Wczoraj do Polski po ponad pięciu latach więzienia wrócił dziennikarz i działacz polskiej mniejszości na Białorusi Andrzej Poczobut. Do domu wraca też krakowski zakonnik Grzegorz Gaweł. Jak przyznają polskie władze, uwolnienie ich nie byłoby możliwe bez Amerykanów. Czy ta sprawa zmieni krytyczny stosunek naszego rządu do Donalda Trumpa?
- Nie można uogólniać, że jest krytyczny stosunek rządu do prezydenta USA. W dobrych relacjach jest z USA nasz wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz. Wiele razy były wizyty w Warszawie wysokich urzędników Białego Domu. Były rozmowy o zbrojeniach, kontraktach, NATO. Nie można mówić o negatywnym nastawianiu. Jesteśmy członkami NATO. To zobowiązuje. Stosunki muszą być zachowane. To, co strona amerykańska pokazała przy tych negocjacjach, jest bardzo ważne. To trzeba docenić i o tym mówić.
Jednocześnie kilka dni temu Donald Tusk powiedział w bardzo głośnym wywiadzie dla Financial Times, że największym i najważniejszym pytaniem dla Europy jest to, czy Stany Zjednoczone są gotowe być lojalne, jak opisano to w naszych traktatach”. Trudno tutaj odmówić premierowi racji, skoro Donald Trump zapowiadał m.in. wyjście z NATO, obrażał sojuszników, a nawet groził napaścią zbrojną na Grenlandię.
- Dopóki jesteśmy członkami NATO, obowiązują nas zapisy i ustalenia Paktu. Nikt tego nie zmieni. To prawda, że były wypowiedzi Donalda Trumpa o wystąpieniu z Paktu, ale to nie jest proste. To trwa rok, wiele może się zmienić. Wierzę, że było to dyktowane emocjami i sytuacją wewnętrzną. To się przekłada na komunikaty. My wierzymy w NATO. Jesteśmy lojalnymi sojusznikami. Mówimy, że sojusze w ramach UE też są ważne. Musimy na obu polach być sprawni i lojalni. Nikt nas z tego nie zwolni. Działamy w interesie Polski.
Jak rządząca koalicja ocenia wrzucanie przez Trumpa grafik, w których on sam przedstawiony jest jako Chrystus na przykład, jak ocenia obrażanie papieża? Pytam panią, bo zadawałem to pytanie wielokrotnie przedstawicielom PiS i Konfederacji, ale wydaje mi się, że chyba żadnemu przedstawicielowi koalicji rządzącej jeszcze tego pytania nie zadałem.
- Jestem posłem południa Małopolski. Reprezentuję konserwatywne podejście do wiary, wizerunku świętych. Nie wstydzę się tego. Każda osoba, która nadużywała tych wizerunków, nie była przeze mnie dobrze oceniona. Tu też mam takie stanowisko.
Pani szef, wicepremier Kosiniak-Kamysz kilka dni temu dosyć ostro wypowiadał się o ministrze klimatu Paulinie Hennig-Klosce. „Mamy pytania do Pani Minister i mamy uwagi” - mówił, ale wczoraj stwierdził, że „głosowanie za wnioskami opozycji kończy współpracę koalicyjną”. To co się zmieniło u pana ministra?
- Były pytania i wątpliwości. Rozmowa z przedstawicielami naszego klubu sprawiła, że zostały wyjaśnione pewne kwestie. Zostały dopowiedziane pewne słowa. Doszliśmy do porozumienia. Te propozycje, które ze strony PSL były kierowane, zyskają uznanie i akceptację. Nie zgadzaliśmy się z wieloma kwestiami realizowanymi przez Ministerstwo Klimatu. To zostało wyjaśnione. Jutro głosowanie w Sejmie nad wotum. Wątpliwości zostały rozwiane. Ustalenia są. Oby pani minister dobrze wypełniała swoją misję.
Było też kolejne spotkanie wczoraj. W końcu Paulina Hennig-Kloska spotkała się ze swoimi byłymi kolegami i koleżankami z Polski 2050. Potem były w nocy jakieś takie pojednawcze tweety. To rozumiem, że rozpadu koalicji nie będzie? Przynajmniej nie na tym posiedzeniu?
- Nie będzie na pewno. Jest pewne, że to spotkanie dla pani minister nie było łatwe. Był podział w lutym. Nawarstwiło się wiele emocji po stronie Polski 2050 i liderki nowego ugrupowania Centrum. Wierzę, że to wczorajsze spotkanie było pojednawcze. Poprawią się relacje, będzie nić porozumienia i nie będzie negatywnych emocji, które mogą powodować niepokoje.
Zarówno wicepremier Kosiniak-Kamysz, jak i premier Donald Tusk zapowiadali, że głosowanie za odwołaniem pani Hennig-Kloski to jest koniec koalicji dla tych głosujących. Gdyby się tak jednak zdarzyło, że jutro ktoś z Polski 2050 na przykład zagłosuje za tym odwołaniem, to powinien zostać jakoś dyscyplinowany, ukarany, wyrzucony? Coś powinno się stać?
- Wiemy z nieoficjalnych komunikatów, że 2-3 osoby mogą zagłosować inaczej. Jak to zostało uzgodnione, nie będzie to budziło reperkusji.
Jutro będzie też głosowanie nad drugim wotum nieufności wobec pani minister zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy. To dlatego Władysław Kosiniak-Kamysz w tych przytoczonych przeze mnie słowach mówił o wnioskach, a nie o jednym wniosku. Czy koalicja obroni też panią minister, chociaż sam marszałek Sejmu, Włodzimierz Czarzasty, stwierdził - „nie jesteśmy zadowoleni ze służby zdrowia i pani minister musi to wziąć pod uwagę”.
- Nigdy nie jest tak, żeby wszyscy byli zadowoleni z jakiejś polityki realizowanej przez danego ministra. Zawsze opozycja będzie negowała. To jej prawo. Uczciwie mówiąc, trzeba zauważyć, że sytuacja w służbie zdrowia nie jest łatwa i nigdy nie była. Za rządów jej poprzedników też były problemy. Tak jest od wielu lat. Jest moment na rozmowę, co należy zmienić w służbie zdrowia. Musi być opieka dla obywateli. Nie może być tak, że ktoś musi czekać na badanie, komuś wizytę się odwołuje. Mam nadzieję, że to wotum nieufności sprawi, że zostanie zmienione podejście do wielu kwestii. Dzięki temu pomoże to obywatelom sięgać po opiekę zdrowotną.
Mówi pani o tym, że sytuacja nie jest najlepsza. No to może zamiast obniżać składkę, to trzeba by ją podwyższyć, bo po prostu brakuje pieniędzy w służbie zdrowia?
- W służbie zdrowia, ile byśmy nie dołożyli i tak będzie za mało. Wymaga to głębszych reform. To nie jest łatwe. O tym trzeba mówić. Przypomnijmy sobie pandemię. Były oszczędności w NFZ, nie było świadczeń, badań. Jak po Covidzie był wysyp trudnych przypadków chorobowych, to pokazało, że profilaktyka musi być zachowana. Taniej jest zapobiegać niż leczyć. Te zaoszczędzone środki szybko się rozeszły. Tyle było potrzeb medycznych, że było trudno temu podołać. Problemy w służbie zdrowia nie zaczęły się 2-3 lata temu. Tak jest co najmniej od lat 10.
Wspomniałem przed chwilą marszałka Czarzastego z Lewicy. jak podoba się pani projekt nowelizacji ustawy o podatkach lokalnych? De facto projekt wprowadzający w Polsce podatek katastralny, czyli liczony od wartości mieszkania i to już od pierwszego mieszkania.
- Jestem przeciwnikiem podatku katastralnego. Nie można karać obywateli za gospodarność. Polacy są pracowici. Każdy pracuje, żeby mieć swój dom, swój kąt. Nie można karać za to obywateli.
To nie przejdzie w Sejmie?
- Myślę, że nie. Nie będzie większości dla tego projektu.
Co się dzieje z ustawą o osobie najbliższej. Rząd przyjął projekt w grudniu, w lutym było pierwsze czytanie. Kiedy ostateczne głosowanie nad tym projektem i czy będą jeszcze jakieś zmiany?
- Zmiany na pewno będą. O ile mnie pamięć nie myli, na tym posiedzeniu jest spotkanie komisji, która tym się zajmuje. Końcem maja, początkiem czerwca trafi to pod obrady Sejmu.
Jest też sprawa wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który nakazał Polsce uznawanie małżeństw także jednopłciowych zawartych za granicą. Czy Polska zacznie ten wyrok wykonywać?
- Ja jestem przedstawicielem środowiska konserwatywnego. Dla mnie rodzina to mężczyzna, kobieta i dzieci, o ile mogą one być. Wszystkie inne modele odbiegają od mojego standardu.
Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej nakazał nam uznawać małżeństwa jednopłciowe zawarte za granicą. Co z tym zrobi polski Sejm?
- Toczą się dyskusje na ten temat. Są jawne i niejawne rozmowy. Wydaje mi się, że to nie jest czas, żeby Polska tu realizowała wyroki TSUE.