Czy przywrócenie tak zwanej trzeciej przesłanki i dekryminalizacja aborcji to już wszystko, na co stać koalicję 15 października w zakresie liberalizacji prawa aborcyjnego?
Myślę, że na tym etapie jest to wszystko, ponieważ w samej koalicji nie było pełnej zgodności w tej sprawie. Bardzo się cieszę, że wreszcie ten główny postulat Lewicy z wyborów w 2023 roku został zrealizowany. Teraz decyzja jest w rękach prezydenta Nawrockiego, który ma trudny orzech do zgryzienia. Z jednej strony na pewno będzie pod naciskiem prawicy, żeby zawetować te ustawy. Z drugiej myślę, że obróciłoby się to przeciwko jego interesowi politycznemu.
Jeżeli chce budować swoją pozycję wśród ludzi młodych, to właśnie ze strony młodych kobiet i młodszych wyborców jest spore oczekiwanie, żeby taka ustawa w Polsce obowiązywała. Bardzo się cieszę, że mamy te dwa projekty, które wreszcie zostały przeprocedowane przez Sejm.
Pan się cieszy, a przedstawicielki Ogólnopolskiego Strajku Kobiet mówią: „To dekryminalizacyjny ochłap, to, co dostałyśmy”.
Zdaję sobie sprawę, że dla kobiet, które protestowały w tej sprawie i były również często atakowane przez policję, jest to niezadowalające. Zawsze jednak podkreślam i będę podkreślał: lepiej zrobić mały krok do przodu, niż stać w miejscu. To jednak jakiś ruch, dzięki któremu prawo będzie inne niż obecnie. Na pewno będziemy pracowali dalej, żeby robić więcej takich kroków i iść naprzód zgodnie z oczekiwaniami społecznymi.
Czyli na legalną aborcję do 12. tygodnia ciąży Ogólnopolski Strajk Kobiet i inne Polki nie mają już co czekać w tej kadencji parlamentu?
Tak jak powiedziałem, koalicja składa się z ugrupowań o różnych światopoglądach. Wzajemnie się szanujemy i mamy tego świadomość. Natomiast ostatnie, wtorkowe głosowania pokazały, że na taką liberalizację przepisów, myślę, że przy tym układzie politycznym będzie trudno.
Dzisiaj, w dziesiątą rocznicę czarnych protestów, na ulice wyjdzie Ogólnopolski Strajk Kobiet. Czy jako wicewojewoda i szef Nowej Lewicy w Małopolsce zwróci się pan do krakowianek, które po południu będą upominać się o dalszą liberalizację prawa aborcyjnego?
Oczywiście. Mogę zapewnić te panie, że Lewica ma to na swoich sztandarach i będzie robiła wszystko, co w jej mocy, żeby postulaty Strajku Kobiet i innych organizacji kobiecych zostały zrealizowane. Zwracam jednak uwagę, że jesteśmy koalicją. Lewica nie rządzi sama, a partnerzy mają różne oblicza światopoglądowe.
Zachęcamy, żeby w najbliższych wyborach parlamentarnych oddać głos na Lewicę. Im będzie nas więcej w Sejmie, tym te możliwości będą dużo większe.
Jak ocenia pan nominacje na stanowiska zastępców prezydenta Krakowa Łukasza Gibały? Chodzi o Elżbietę Kois-Żurek, Karola Wałachowskiego i Jana Hoffmana.
To decyzja prezydenta Gibały. Nominacja dla Jana Hoffmana nie jest dla mnie żadnym zaskoczeniem. To człowiek, który współpracował z nim przy akcji referendalnej. Drugi z nominowanych również jest związany ze stowarzyszeniem Kraków dla Mieszkańców, można powiedzieć, że jest jego siłą napędową.
Elżbietę Kois-Żurek miałem okazję poznać, kiedy objąłem funkcję wicewojewody. Współpracowaliśmy przy trudnych sprawach związanych choćby z miejscami noclegowymi dla Ukraińców. To bardzo pracowita i bardzo dobra urzędniczka. Uważam, że po owocach ich poznamy. Prezydent Gibała postawił na dwie zaufane osoby i fachowczynię. Tak mogę to skomentować.
A słowa nowego prezydenta podczas zaprzysiężenia odebrał pan jako pojednawcze czy konfrontacyjne?
Byłem na zaprzysiężeniu prezydenta we wtorek wieczorem w Urzędzie Miasta Krakowa. Odebrałem te słowa jako próbę nawiązania dialogu z radnymi w interesie mieszkańców. Trzeba powiedzieć jasno, że przed Krakowem jest bardzo dużo wyzwań. Mamy trudny budżet do przyjęcia. Mamy strefę czystego transportu, która jest dla mieszkańców bardzo ważna i była, myślę, jednym z głównych powodów odwołania prezydenta Miszalskiego. Są też ważne inwestycje, bardzo mocno powiązane z budżetem.
Nie będzie to łatwy rok ani łatwa prezydentura. Dlatego musi być dialog prezydenta z Radą Miasta. Projekty, które będą służyły mieszkańcom i oddłużaniu miasta, powinny na drodze dialogu znajdować poparcie w Radzie Miasta Krakowa.
Czyli raczej koncyliacyjne wystąpienie. Niektórzy radni Koalicji Obywatelskiej uważają jednak, że było konfrontacyjne.
Nie dostrzegłem tam próby konfrontacji. Trzeba też wziąć pod uwagę emocje związane z zaprzysiężeniem. Prezydent Gibała pewnie również to przeżywał. Nawet po tembrze głosu było słychać, że jest trochę zdenerwowany całą uroczystością. Nie uderzałbym od razu z grubej rury, mówiąc, że to konfrontacja. Spokojnie poczekałbym i zobaczył, jak ta współpraca będzie wyglądała.
Prezydent Gibała reaguje na decyzję przedstawicieli obwodu lwowskiego, którzy chcieliby uczynić rok 2027 Rokiem UPA. Reagują też polskie MSZ i władze Małopolski. Jest już obietnica, że ta decyzja nie wejdzie w życie. Czy zerwanie współpracy ze Lwowem byłoby bolesną karą dla Ukrainy?
Nie wiem, czy zerwanie współpracy byłoby bolesną karą. Patrząc na miasta partnerskie i nawiązywaną współpracę, myślę, że to fajna sprawa. Natomiast czy ma ona jedynie wymiar symboliczny, czy rzeczywiste znaczenie dla tych miejscowości? Jeżdżąc po miastach Małopolski, widzę, że jest to różnie odbierane. Trzeba też powiedzieć jasno, że nie było propozycji rozwiązania współpracy, tylko jej zawieszenia.
To jest jednak skandaliczna decyzja. Chodzi o upamiętnienie ludzi, którzy byli zbrodniarzami wobec narodu polskiego. Branie ich za patronów jest śmianiem się z nas i pluciem nam w twarz. Dlatego w pełni popieram prezydenta Gibałę w sprawie zawieszenia tej współpracy. Widzę też jasne stanowisko premiera Tuska. Dzisiaj rano przeczytałem, że rozmowy o wsparciu dla Ukrainy zostały w związku z tym na razie zawieszone. Wiemy jednak również, że raczej ta decyzja się nie utrzyma i władze Lwowa się z niej wycofają.
To będzie również test skuteczności polskiej dyplomacji.
Oczywiście. Tym bardziej że są to symbole, które bezpośrednio uderzają w Polskę. Lwów był kiedyś polskim miastem, wielu Polaków jest pochowanych na cmentarzu Łyczakowskim. Spośród dużych ukraińskich miast jest, powiedzmy, najbardziej polskie.
Nie wiem, czym kierowały się władze Lwowa, podejmując taką decyzję i w taki sposób odnosząc się do narodu polskiego. Granica jest blisko. Przechodzi przez nią pomoc dla Ukrainy, nie tylko militarna, ale również codzienna. Chyba zabrakło tam komuś refleksji nad tym, w jakiej sytuacji się znajduje.
Wracając do Krakowa: za Łukasza Gibałę do Rady Miasta wchodzi Zuzanna Piekarz, obecnie związana z Nową Lewicą. Czy dołączy do klubu Nowej Lewicy? To już przesądzone?
Myślę, że tak. Przewodnicząca klubu Małgorzata Potocka odbyła z nią rozmowę. Zuzanna Piekarz powiedziała, że dopóki nie zostanie zaprzysiężona, trudno jej składać jakiekolwiek deklaracje, bo nie była radną. Od wczoraj nie miałem kontaktu, ale wiem, że klub ma się z nią spotkać i ustalić warunki współpracy. Myślę, że będzie kolejną osobą, która zasili klub radnych Lewicy w Radzie Miasta Krakowa.
Na jakich zasadach Nowa Lewica chce współpracować z prezydentem Gibałą? Jeszcze przed drugą turą wyborów sam Łukasz Gibała sporo mówił o oczekiwaniach wobec klubu.
Radny został wybrany przez mieszkańców Krakowa do reprezentowania ich interesów w Radzie Miasta. Bierze za to określone pieniądze. Oczywiście poświęca swój czas i pracę, ale nie można ograniczać się wyłącznie do uprawiania polityki w Radzie Miasta Krakowa.
Dlatego Lewica będzie konsultowała i popierała projekty, niezależnie od tego, kto je złoży, które będą służyły mieszkańcom, rozwojowi miasta i poprawie jego sytuacji finansowej. Będziemy również składać własne projekty. To my jako pierwsi złożyliśmy projekt przywrócenia biletu dwudziestominutowego albo czterdziestominutowego, zanim ktokolwiek o tym mówił. Wnioskowaliśmy również w sprawie biletów w cenie 369 złotych dla doktorantów. Wczoraj odbyła się na ten temat burzliwa dyskusja w Radzie Miasta. Mamy więc własne projekty i będziemy przedstawiali te, które będą służyły mieszkańcom.
Chciałbym też powiedzieć jeszcze jedną rzecz. Zagłosowaliśmy wtedy za biletami piętnasto-, dwudziesto- i trzydziestominutowymi, bo uznaliśmy, że sytuacja finansowa miasta jest tak katastrofalna, że trzeba wprowadzić pewne ograniczenia. Później jednak przeprowadziliśmy dogłębną analizę i rozmawialiśmy z mieszkańcami o tym, jak to funkcjonuje.
Sam miałem okazję przejechać się tramwajem. Podróż trwała 17 minut, więc bilet piętnastominutowy nie wystarczał. Musiałem kupić drugi, a dwudziestominutowy pozwoliłby mi przejechać cały ten odcinek. Na tej podstawie wyciągnęliśmy wniosek, że ten model się nie sprawdza. Jest zły dla mieszkańców i trzeba go zmienić. Mamy odwagę przyznać się do błędu i ten błąd naprawić.