Podczas ostatniej sesji Rady Powiatu Myślenickiego radni podjęli uchwałę wprowadzającą dwie istotne zmiany w strukturze Szpitala Powiatowego w Myślenicach. Po pierwsze – zamknięcie oddziału zakaźnego, a po drugie – połączenie trzech dotychczas odrębnych oddziałów: wewnętrznego, pulmonologicznego i neurologicznego – w jedną, wieloprofilową komórkę organizacyjną.
Mimo pojawiających się obaw o dobro pacjentów dyrekcja placówki uspokaja: system opieki zdrowotnej nie przestaje działać, zmieniają się jedynie mechanizmy rozliczeniowe.
– Dla pacjentów nie zmienia się nic. Tak jak dotychczas byli hospitalizowani na oddziale chorób zakaźnych, tak również w dalszym ciągu tę pomoc będą uzyskiwać – mówi Adam Styczeń, dyrektor Szpitala Powiatowego w Myślenicach.
– Narodowy Fundusz Zdrowia nie finansuje łóżek, tylko finansuje i rozlicza procedury medyczne, które w profilu chorób zakaźnych również mogą być rozliczane w innych komórkach organizacyjnych, jak oddział chorób wewnętrznych, oddział chorób płuc, oddział neurologii czy chirurgii ogólnej.
– Pacjenci naszego oddziału zakaźnego to byli głównie chorzy ze schorzeniami wątroby, trzustki, żółtaczką czy boreliozą. Wszystkie te schorzenia dalej będą leczone w Myślenicach – wskazuje Józef Tomal, starosta myślenicki. – Po 1 stycznia nie będzie można u nas rozliczać tylko procedur dotyczących bardzo rzadkich chorób egzotycznych, takich jak denga, malaria czy gorączka krwotoczna. To są specjalistyczne przypadki, od których leczenia są kliniki w Krakowie.
Dlaczego oddział zakaźny w Myślenicach zostaje zlikwidowany?
Bezpośrednią przyczyną formalnej likwidacji oddziału zakaźnego stał się brak lekarzy ze specjalizacją z zakresu chorób zakaźnych. Zgodnie z rozporządzeniem ministra zdrowia dotyczącym świadczeń koszykowych funkcjonowanie oddziału zakaźnego wymaga zatrudnienia co najmniej dwóch lekarzy specjalistów. Bez spełnienia tego kryterium NFZ nie ma prawnej możliwości zakontraktowania świadczeń w danym profilu.
Jak wyjaśnia starosta Józef Tomal, szpital dysponował jedynie warunkową zgodą Funduszu na rozliczanie procedur do końca roku.
– Nie mamy i nie będziemy mieli od 1 stycznia lekarzy specjalistów na oddziale zakaźnym. Ze względu na wiek oraz sprawy osobiste odeszła najpierw jedna pani specjalista zakaźnik, z końcem roku odchodzi druga – tłumaczy starosta.
– Mimo wielokrotnych prób podejmowanych przez dyrektora pozyskanie nowych specjalistów okazało się niemożliwe. Zmiana i komercjalizacja usług medycznych spowodowały, że specjalizacja zakaźna nie cieszy się popularnością wśród młodych lekarzy, bo nie daje takich możliwości na rynku komercyjnym jak inne dziedziny.
Gdy stało się jasne, że brak kadr uniemożliwi utrzymanie kontraktu, dyrekcja zdecydowała się na reorganizację, aby pacjenci nie stracili dostępu do opieki internistycznej i specjalistycznej.
Połączenie trzech oddziałów ma otworzyć drogę do milionów złotych na inwestycje
Drugim elementem reformy jest połączenie oddziałów wewnętrznego, pulmonologicznego i neurologicznego w jeden duży, wieloprofilowy oddział internistyczno-pulmonologiczno-neurologiczny. Jak twierdzi dyrekcja szpitala, prawie połowa łóżek na każdym z tych oddziałów stała pusta, a to – zdaniem starostwa – marnotrawstwo miejsca i pracy personelu medycznego. Połączenie oddziałów ma nie tylko pozwolić na bardziej elastyczne dysponowanie bazą łóżkową, ale przede wszystkim otworzyć szpitalowi drogę do pozyskania dużych środków zewnętrznych.
Ministerstwo Zdrowia ogłosiło konkurs na wsparcie zadań inwestycyjnych z puli 1,2 miliarda złotych. Warunkiem ubiegania się o środki – a w przypadku Myślenic mowa o kwocie nawet 20 milionów złotych – jest przeprowadzenie optymalizacji organizacyjnej.
Cena tej reorganizacji jest wysoka, ale zdaniem zarządzających szpitalem – niezbędna dla rozwoju placówki.
Nowe środki mają pozwolić na połączenie głównego budynku szpitala z oddziałem pulmonologicznym. Dotychczas pacjenci przewożeni na badania diagnostyczne (np. tomografię) musieli pokonywać drogę między budynkami karetką wewnętrzną – często w bardzo trudnych warunkach pogodowych.
Dyrekcja zapewnia, że zmiany nie są związane z redukcją personelu.
– Nikt nie traci pracy, nikt nie zostaje wyrzucony. Zmieniamy organizację pracy jednostki pod kątem lepszego wykorzystania łóżek i ryczałtu – podkreśla dyrektor Styczeń.
Opozycja protestuje. „Zostawiamy 600 tysięcy ludzi bez specjalistycznego oddziału”
Decyzja władz powiatu i dyrekcji spotkała się z ostrą krytyką ze strony opozycji. Radny powiatowy Robert Pitala uważa likwidację oddziału zakaźnego – działającego w Myślenicach od 60 lat – za błąd o trudnych do przewidzenia konsekwencjach.
– Likwidujemy oddział zakaźny w sytuacji, gdy rośnie liczba przypadków chorób takich jak odra, ospa czy krztusiec, a na świecie słyszymy o nowych zagrożeniach – alarmuje radny Pitala.
– W całej południowej Małopolsce – ani w Limanowej, ani w Nowym Targu, ani w Zakopanem – nie ma już oddziałów zakaźnych. Po likwidacji tego w Myślenicach zostaje tylko Kraków, gdzie już teraz brakuje wolnych miejsc. Zostawiamy obszar zamieszkany przez około 600 tysięcy ludzi bez specjalistycznego oddziału zakaźnego.
Radny zwraca uwagę na kontekst geopolityczny – wojnę za wschodnią granicą i ryzyko incydentów hybrydowych. Jednocześnie przypomina, że podczas pandemii COVID-19 myślenicki oddział zakaźny odegrał ważną rolę.
Pitala kwestionuje również argumentację dotyczącą niemożności pozyskania kadr oraz wskazuje na dotychczasowe nakłady finansowe.
– W 2019 roku oddawaliśmy ten oddział po gruntownym remoncie, którego koszt wyniósł prawie 3,4 miliona złotych. Mówienie, że w oddalonym o 25 kilometrów Krakowie nie dało się znaleźć ani jednego zakaźnika, brzmi jak alibi. Wszystko rozbija się o zaproponowane warunki finansowe i organizacyjne – uważa radny.