- Restrykcyjne prawo nie zmniejsza liczby aborcji – zdaniem prof. Katarzyny Zielińskiej z UJ sprawia jedynie, że dostęp do nich jest trudniejszy, szczególnie dla kobiet w gorszej sytuacji finansowej i społecznej.
- Przepisy pogłębiają nierówności i wywołują efekt mrożący – zamożniejsze kobiety łatwiej uzyskują pomoc, a lekarze w obawie przed odpowiedzialnością karną mogą zwlekać z decyzjami medycznymi.
- Społeczeństwo się liberalizuje, ale politycy nie nadążają – według socjolożki przeszkodami w zmianie prawa są polityczne spory, wpływ Kościoła katolickiego i niewystarczające uwzględnianie głosu kobiet.
- Zaostrzenie prawa zmobilizowało organizacje kobiece – rozwinęły się sieci wsparcia i inicjatywy edukacyjne, które pomagają kobietom uzyskać informacje o aborcji i dostępnych możliwościach pomocy.
- A
- A
- A
Aborcja, polityka i nierówności. "Restrykcyjne prawo uderza w najuboższe kobiety"
Restrykcyjne prawo aborcyjne w Polsce nie zmniejsza liczby aborcji, ale sprawia, że dostęp do nich w dużej mierze zależy od zasobności portfela i wsparcia otoczenia – przekonuje prof. Katarzyna Zielińska z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. W rozmowie z Radiem Kraków socjolożka wskazuje, że obowiązujące przepisy pogłębiają nierówności społeczne i wywołują efekt mrożący wśród lekarzy. Wyjaśnia też, dlaczego mimo rosnącej akceptacji społecznej dla liberalizacji prawa aborcyjnego politycy nie decydują się na zmiany i jaką rolę w tym sporze odgrywa Kościół katolicki.Zakaz nie oznacza, że aborcji jest mniej
Dyskusja o polskim prawie aborcyjnym ponownie wraca do Sejmu. Posłowie mają zajmować się propozycjami przywrócenia możliwości legalnego przerwania ciąży w przypadku ciężkich, nieodwracalnych wad płodu oraz zmianami dotyczącymi odpowiedzialności karnej za pomoc w aborcji.
Jednak poza sporem o konkretne przepisy pozostaje pytanie o ich rzeczywiste skutki. Czy restrykcyjne prawo sprawia, że kobiety rzadziej decydują się na przerwanie ciąży, czy raczej zmienia sposób, w jaki mogą uzyskać dostęp do takiego świadczenia?
Prof. Katarzyna Zielińska z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Jagiellońskiego wskazuje na drugą z tych możliwości.
Nasze restrykcyjne prawo, jedno z najbardziej restrykcyjnych w Europie, nie sprawia, że aborcji w Polsce jest mniej. Są one tylko po prostu trudniej dostępne, szczególnie dla kobiet z mniej uprzywilejowanych grup.
– mówi prof. Katarzyna Zielińska.
Socjolożka zwraca uwagę, że możliwości uzyskania pomocy są bardzo nierównomiernie rozłożone. Kobiety dysponujące odpowiednimi środkami finansowymi, wiedzą i wsparciem bliskich mogą wyjechać za granicę lub zdobyć informacje o innych dostępnych rozwiązaniach. Dla osób w trudniejszej sytuacji ekonomicznej i społecznej takie działania bywają znacznie trudniejsze.
Zdaniem badaczki szczególnie wyraźnie pokazał to okres pandemii, gdy ograniczenia w przemieszczaniu się dodatkowo utrudniały dostęp do świadczeń poza miejscem zamieszkania.
Kobieta, która ma zasoby finansowe, ma sieci społeczne, ma wiedzę, jest bardzo łatwo w stanie aborcję uzyskać. [...] Podczas gdy kobiety, które są w znacznie trudniejszej sytuacji finansowej i społecznej, mogą mieć mniejsze wsparcie społeczne.
– podkreśla socjolożka.
W tym ujęciu prawo nie tyle usuwa zjawisko aborcji, ile przenosi odpowiedzialność za znalezienie rozwiązania na same kobiety. A ich możliwości zależą od zasobów, którymi dysponują.
Profesor podkreśla, że konsekwencją jest pogłębianie istniejących nierówności w dostępie do opieki zdrowotnej.
Bezpieczeństwo pacjentek i „efekt mrożący” w szpitalach
Według Światowej Organizacji Zdrowia ograniczanie dostępu do aborcji nie prowadzi automatycznie do zmniejszenia liczby przeprowadzanych zabiegów, ma natomiast znaczenie dla ich bezpieczeństwa. Dane WHO wskazują, że około 45 procent aborcji na świecie odbywa się w niebezpiecznych warunkach.
Prof. Zielińska wskazuje jednak na jeszcze jeden skutek restrykcyjnych przepisów: ich wpływ na decyzje podejmowane przez personel medyczny. Lekarze i lekarki, obawiając się odpowiedzialności karnej, mogą w niektórych sytuacjach zwlekać z podjęciem decyzji o zakończeniu ciąży, nawet jeśli jej kontynuowanie zagraża zdrowiu lub życiu pacjentki.
Ważnym efektem istniejącego prawa aborcyjnego w Polsce jest taki efekt mrożący, który powoduje, że lekarze, lekarki, personel medyczny w taki, a nie inny sposób do aborcji podchodzi. I to może mieć bardzo niebezpieczne konsekwencje dla kobiet, które aborcji potrzebują.
– wyjaśnia prof. Katarzyna Zielińska.
Socjolożka przypomina przypadki śmierci kobiet w polskich szpitalach, które wywoływały publiczne dyskusje o sposobie podejmowania decyzji medycznych i interpretowaniu obowiązujących przepisów.
Zwraca przy tym uwagę na istotne rozróżnienie: polskie prawo dopuszcza przerwanie ciąży w sytuacji zagrożenia zdrowia lub życia kobiety. Problemem może być jednak praktyczne zastosowanie tych przepisów.
Polskie prawo dopuszcza możliwość przeprowadzenia aborcji w sytuacji zagrożenia zdrowia lub życia kobiety. Ale, jak się okazuje, egzekwowanie tego prawa przez same kobiety, przez pacjentki, czasem może być problematyczne lub trudne.
– zaznacza badaczka.
W jej ocenie samo istnienie ustawowego wyjątku nie gwarantuje więc, że pacjentka w odpowiednim momencie otrzyma potrzebną pomoc.
Społeczeństwo się zmienia. Dlaczego prawo pozostaje restrykcyjne?
Prof. Zielińska wskazuje, że badania opinii publicznej pokazują wzrost akceptacji dla dostępu do aborcji. Jednocześnie przypomina, że liberalizacja przepisów była jednym z postulatów wyborczych Koalicji Obywatelskiej przed wyborami parlamentarnymi w 2023 roku.
Mimo to nie doszło do zasadniczej zmiany obowiązującego prawa.
Jako społeczeństwo my się liberalizujemy. Różne badania pokazują, że akceptacja dla aborcji wzrasta. [...] Społeczeństwo się liberalizuje, a politycy nie nadążają.
– ocenia prof. Katarzyna Zielińska.
Dlaczego tak się dzieje?
Socjolożka wskazuje kilka przyczyn. Pierwszą jest silne upolitycznienie kwestii aborcji, która od lat stanowi jeden z głównych punktów sporu między ugrupowaniami o odmiennych światopoglądach.
W rezultacie rozmowa o konsekwencjach zdrowotnych i społecznych obowiązujących przepisów często ustępuje miejsca konfliktowi politycznemu.
Drugim czynnikiem, zdaniem badaczki, pozostaje pozycja Kościoła rzymskokatolickiego w Polsce. Prof. Zielińska zauważa, że choć społeczeństwo stopniowo się laicyzuje, instytucjonalny wpływ Kościoła na debatę publiczną nadal jest znaczący.
Trzecia kwestia dotyczy reprezentacji politycznej. W Sejmie i Senacie przeważają mężczyźni, co – w ocenie socjolożki – może mieć znaczenie dla sposobu uwzględniania doświadczeń i potrzeb kobiet w procesie stanowienia prawa.
Badaczka zastrzega przy tym, że są to czynniki, które mogą współtworzyć obecny stan rzeczy, a nie jedno proste wyjaśnienie politycznego impasu.
Aborcja jako element politycznej gry
Prof. Zielińska krytycznie ocenia także sposób, w jaki sprawa przepisów aborcyjnych funkcjonuje w ramach sporów między partiami.
Jej zdaniem deklaracje składane w kampaniach wyborczych nie zawsze przekładają się na konkretne działania legislacyjne. Zwraca uwagę również na różnice światopoglądowe między ugrupowaniami tworzącymi koalicję rządzącą.
Aborcja jest też zakładnikiem pewnej politycznej gry, jak to bardzo wyraźnie widzimy.
– mówi socjolożka.
W rozmowie pojawiła się kwestia projektów dotyczących częściowej depenalizacji aborcji i przywrócenia możliwości jej przeprowadzania w przypadkach, które przed zmianą przepisów były objęte ustawowym wyjątkiem.
Rozmówcy zwracali uwagę na polityczne przeszkody stojące przed ich wejściem w życie, w tym spodziewany sprzeciw prezydenta Karola Nawrockiego.
Zdaniem prof. Zielińskiej nawet proponowane obecnie rozwiązania nie oznaczają radykalnej przebudowy polskiego prawa aborcyjnego.
Zwraca jednak uwagę, że problem wykracza poza samą treść projektów ustaw. Dotyczy również gotowości polityków do przełożenia deklarowanych postulatów na konkretne decyzje.
„Kobiety znikają ze sceny”. Kto jest podmiotem debaty o aborcji?
Szczególnie mocny fragment rozmowy dotyczył miejsca kobiet w dyskusji o prawie aborcyjnym.
Prowadzący przywołał wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego z 2016 roku, dotyczącą doprowadzania do porodu również w przypadkach ciąż, w których dziecko nie ma szans na przeżycie, aby możliwe były jego chrzest i pochówek.
Prof. Zielińska oceniła tę wypowiedź jako przykład sposobu myślenia, w którym doświadczenia kobiet ciężarnych pozostają na dalszym planie.
Proszę zwrócić uwagę, że kobiety, które rodzą dzieci, które są w ciążach, w ogóle nie wybrzmiewają w tej wypowiedzi. Nikt nie bierze ich pod uwagę.
– mówi prof. Katarzyna Zielińska.
W interpretacji socjolożki spór o aborcję nie dotyczy wyłącznie granic dopuszczalności przerywania ciąży. Jest także pytaniem o podmiotowość kobiet i o to, czy ich doświadczenia oraz decyzje są traktowane jako istotne w procesie stanowienia prawa.
Istniejące prawo aborcyjne jest efektem takiego, a nie innego traktowania kobiet jako być może niepełnych obywatelek, z których zdaniem niekoniecznie trzeba się liczyć.
– ocenia badaczka.
To jedna z najbardziej krytycznych ocen sformułowanych podczas rozmowy. Badaczka odnosi ją do szerszego problemu reprezentacji kobiet w debacie publicznej i politycznych decyzjach dotyczących ich życia.
Czy zmiana pokoleniowa przyniesie liberalizację prawa?
Czy odejście starszego pokolenia polityków może doprowadzić do zmiany przepisów w najbliższych latach?
Prof. Zielińska nie jest przekonana, że sam upływ czasu wystarczy.
Zwraca uwagę, że stosunek do aborcji zależy nie tylko od wieku polityków, ale przede wszystkim od ich przekonań światopoglądowych oraz programów ugrupowań, które reprezentują.
Nie jestem optymistką. To znaczy to nie jest tylko kwestia wieku, ale też różnego rodzaju poglądów politycznych.
– przyznaje prof. Katarzyna Zielińska.
Socjolożka podkreśla, że kwestie związane z kontrolą nad reprodukcją i rolą kobiet pozostają ważnym elementem programów części środowisk konserwatywnych i narodowych.
W jej ocenie oznacza to, że nawet znacząca zmiana pokoleniowa w polityce nie musi automatycznie doprowadzić do liberalizacji prawa.
Przyszłość przepisów będzie zależeć od układu sił politycznych, a także od tego, jakie znaczenie kolejne ugrupowania będą przypisywać prawom reprodukcyjnym i oczekiwaniom społecznym.
Paradoks restrykcyjnego prawa: większa mobilizacja kobiet
Prof. Zielińska wskazała również na zjawisko, które określiła jako paradoksalny, pozytywny skutek zaostrzenia przepisów.
Chodzi o rozwój oddolnych inicjatyw pomocowych, organizacji kobiecych i sieci wzajemnego wsparcia.
Po zmianie prawa aborcyjnego w 2020 roku nasiliły się protesty społeczne, ale także działania służące upowszechnianiu informacji o możliwościach uzyskania pomocy.
Zaostrzenie prawa doprowadziło do tego, że być może wiedza o aborcji stała się znacznie bardziej dostępna przez działania różnego rodzaju organizacji kobiecych.
– zauważa prof. Katarzyna Zielińska.
Jako przykład badaczka wskazuje Aborcyjny Dream Team – organizację zajmującą się między innymi edukacją i przekazywaniem informacji dotyczących aborcji.
W rozmowie pojawił się także temat tak zwanego abortomatu, który wzbudził zainteresowanie mediów i stał się jednym z symboli działalności oddolnych inicjatyw.
Prof. Zielińska ocenia, że tego rodzaju organizacje nie tylko wspierają osoby poszukujące informacji, ale również wpływają na sposób, w jaki społeczeństwo rozmawia o aborcji.
Takie organizacje trochę przejęły i wyręczają państwo w tym zaspokajaniu potrzeb kobiet albo w dbaniu o prawa kobiet.
– podkreśla socjolożka.
Badaczka wskazuje jednak paradoks tej sytuacji: rozwój sieci wsparcia jest odpowiedzią na ograniczenia wynikające z obowiązującego prawa, a nie dowodem, że problemy związane z dostępem do świadczeń zostały rozwiązane.
Prawo, nierówności i pytanie o odpowiedzialność państwa
Według badaczki restrykcyjne prawo aborcyjne pogłębia nierówności, może wpływać na decyzje personelu medycznego i przenosi na kobiety ciężar organizowania dostępu do pomocy. Jednocześnie przyczynia się do mobilizacji społecznej i rozwoju organizacji, które próbują odpowiadać na potrzeby pozostające poza systemem publicznym.
W tle pozostaje pytanie, dlaczego zmiany w społecznych postawach nie znajdują wyraźnego odzwierciedlenia w ustawodawstwie.
I drugie, równie istotne: czy w politycznej debacie o aborcji wystarczająco dużo miejsca zajmują doświadczenia i potrzeby samych kobiet?
Komentarze (1)
Najnowsze
-
13:52
"To stan zagrażający życiu matki i dziecka". Czym jest psychoza poporodowa?
-
13:19
Perfumy a pora roku – czy sezon ma znaczenie przy wyborze zapachu?
-
12:52
Oświęcim: Za parkowanie motocykla lub quadu w strefie trzeba będzie płacić
-
12:14
Reportaż "Dom wolnych ludzi" Ewy Szkurłat nagrodzony w ogólnopolskim konkursie
-
12:09
Straż miejska szykuje się na Wszystkich Świętych. Pod lupą parkingi, handlarze i kieszonkowcy
-
11:54
Aborcja, polityka i nierówności. "Restrykcyjne prawo uderza w najuboższe kobiety"
-
10:57
Napis „Zakopane” zniknął z Równi Krupowej. Miasto wyjaśnia, co się z nim stało
-
10:05
Co zamiast protezy? Stomatolog z Krakowa przedstawia nowoczesne implanty all on 4
-
10:03
Czterokilometrowa plama na jezdni. Duże utrudnienia w Limanowej
-
10:02
Rośnie liczba aborcji w Polsce. NFZ podał najnowsze dane, Sejm wraca do zmian w prawie
-
09:34
Jan Hoffman zrezygnował. Zmiana na czele rady Starego Miasta
-
09:25
Dlaczego odcinkowy pomiar prędkości znika z obwodnicy Tarnowa? Czy jest tam spokojnie?
-
08:54
„Polskie Abramsy jadą na Ukrainę”? Wideo rozpaliło internet. Sprawdzamy, co naprawdę widać na nagraniu
-
08:01
Blisko 8 kilogramów narkotyków w paczkach kurierskich. Zatrzymano 23-latka
-
07:45
LOT tnie połączenia. Powodem trudna sytuacja na rynku paliw
-
07:21
Wykolejenie tramwaju w Krakowie. Utrudnienia w Łagiewnikach co najmniej do środy. ZDJĘCIA
-
10:45
Kraków prof. Agnieszki Chłosty-Sikorskiej - Służba zdrowia - odc. 18 - Żeromski. Szpital zbudowany dla nowego miasta
-
15:05
Najważniejsza jest diagnoza