Prawo dopuszcza w Polsce przerwanie ciąży w przypadku zagrożenia zdrowia lub życia kobiety, a także, gdy ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego. Po wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 2020 r., który wszedł w życie w styczniu 2021 r., wykreślono trzecią przesłankę do aborcji - ciężką, nieodwracalną wadę płodu.
Z danych NFZ wynika, że po wyroku TK znacząco spadła liczba zabiegów przerwania ciąży - z 1363 w 2020 r. i 1444 w 2019 r. - do 475 w 2021 r. W 2022 r. w szpitalach wykonano 452 aborcje. Natomiast w kolejnych latach notowany jest systematyczny wzrost liczby wykonywanych zabiegów. W 2023 r. było 509 zabiegów przerwania ciąży, w 2024 - 793, w 2025 - 851. Tylko w pierwszej połowie 2026 r. - 573.
W październiku Sejm wrócił do prac nad dwoma poselskimi projektami ustaw dotyczących aborcji. W ubiegły czwartek sejmowa komisja nadzwyczajna poparła dwa projekty. Chodzi o wspólny projekt posłów Lewicy i Koalicji Obywatelskiej nowelizacji Kodeksu karnego dotyczy częściowej dekryminalizacji aborcji za zgodą kobiety z naruszeniem przepisów ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży oraz dekryminalizacji pomocy w samodzielnej aborcji. Regulacja została złożona w lipcu 2024 r.
Natomiast projekt Trzeciej Drogi zakłada przywrócenie możliwości przerwania ciąży w przypadku ciężkiej wady płodu w ustawie o planowaniu rodziny, co TK uznał sześć lat temu za niekonstytucyjną przesłankę. Ten projekt został złożony w lutym 2024 r.
Drugie czytanie obu projektów zaplanowane jest na wtorek.
W komisji nadzwyczajnej jest też - od listopada 2023 r. - poselski projekt ustawy KO i Lewicy dopuszczający aborcję z woli kobiety do 12. tygodnia ciąży. Ostatnie prace nad nim miały miejsce wiosną 2024 r.
Liberalizacja prawa aborcyjnego była jedną z deklaracji wyborczych KO i Lewicy w kampanii przed wyborami parlamentarnymi jesienią 2023 r. Zmiany nie uchwalono, mimo kilku procedowanych w pierwszych miesiącach po przejęciu władzy poselskich projektów.
Po głosowaniu nad ustawą dekryminalizującą aborcję w połowie 2024 r., kiedy zabrakło głosów koalicji do zmiany, premier Donald Tusk przyznał, że w obecnej kadencji nie ma większości pozwalającej na złagodzenie przepisów dotyczących przerywania ciąży.
W związku z tą sytuacją w sierpniu 2024 r. ówczesna ministra zdrowia Izabela Leszczyna przedstawiła wytyczne dla szpitali i lekarzy, które są wykładnią obowiązującego prawa dotyczącego przerwania ciąży. Podkreśliła wówczas, że do zabiegu wystarcza jedno orzeczenie lekarza stwierdzające istnienie przesłanki zagrożenia zdrowia kobiety, w tym na przykład zaświadczenie lekarza psychiatry.
MZ wprowadził też zasadę, że szpital, który ma umowę z NFZ na udzielanie świadczeń z ginekologii i położnictwa, ma obowiązek wykonać zabieg przerwania ciąży na miejscu, niezależnie od tego, czy lekarze pracujący w szpitalu powołują się na klauzulę sumienia.
Natomiast wytyczne dla prokuratorów co do prowadzenia spraw dotyczących odmowy przerwania ciąży oraz aborcji farmakologicznej wydał poprzedni minister sprawiedliwości Adam Bodnar. Potwierdził wtedy, że ze względu na ochronę zdrowia psychicznego możliwa będzie decyzja o przeprowadzeniu zabiegu przerwania ciąży. - To jest okoliczność, która w świetle prawa jest absolutnie dopuszczalna. W takich sytuacjach nie powinna ona powodować zaangażowania prokuratury – podkreślił.
Po tych zmianach wzrosła, co pokazują statystyki NFZ, liczba wykonywanych w szpitalach zabiegów przerywania ciąży.
Z przeprowadzonego w czerwcu br. badania IBRiS wynika, że 44,7 proc. ankietowanych jest za tym, by Sejm dalej zajmował się przepisami liberalizującymi aborcję. Przeciwne zdanie wyraziło 44,4 proc. badanych, natomiast niezdecydowanych było 10,9 proc. badanych.
Wśród zwolenników koalicji rządzącej sprawa powrotu ustawy liberalizującej przerywanie ciąży cieszy się poparciem 76 proc. ankietowanych. W bloku opozycyjnym (PiS, Razem, Konfederacja, Konfederacja Korony Polskiej) 80 proc. badanych sprzeciwia się temu pomysłowi.