Od wyborów na prezydenta Krakowa minęło już dziewięć dni. Dziś zaprzysiężenie Łukasza Gibały. Czy w Koalicji Obywatelskiej były jakieś rozmowy, jakaś analiza tego, dlaczego Monika Piątkowska uzyskała najniższy wynik spośród wszystkich przegranych kandydatów w drugich turach wyborów na prezydenta Krakowa? Od 2002 roku w Krakowie zawsze była druga tura i zawsze różnica między zwycięzcą i przegranym była mniejsza niż 11 października.
- Może warto przeanalizować, dlaczego w Krakowie frekwencja była tak niska. Kandydaci z I tury zanotowali też kiepskie wyniki. Nie ma powodów do radości, ale sytuacja jest wyjątkowa. Czwarty raz pana Gibały też o czymś świadczy. Nie mieszkam w Krakowie, pewnie tak dobrze tego nie czuje, ale pewnie Krakowianie nie idąc do II tury wyborów, zaznaczyli swoje niezadowolenie z faktu, że więcej energii traci się na organizację referendum i na wybory, niż na pracę dla samego miasta. Dziś Łukasz Gibała zostanie prezydentem. Zobaczymy. Jak z równym zaangażowaniem przystąpi do pracy, pewnie mieszkańcy to ocenią.
W tym referendum, o którym pani mówi, jednak Krakowianie poszli wystarczająco licznie do urn, żeby odwołać prezydenta Aleksandra Miszalskiego. W tych wyborach wybór był jednoznaczny. Czy aby premiera Tuska nie zawiódł nos, nie stracił instynktu i czy na pewno wybrał dobrą kandydatkę na prezydenta?
- Jest po wyborach. Premier wybrał panią senator, która miała bardzo trudne zadanie. Zderzyła się z wielką machiną finansową i organizacyjną pana Gibały. Życząc Krakowowi jak najlepiej, życzę panu Gibale, żeby z równym zaangażowaniem ruszył do pracy dla miasta. Zobaczymy. To jest takie „sprawdzam” dla niego.
Jarosław Kaczyński nazwał to, co się stało w Krakowie „promykiem słońca”. Zaapelował też o zjednoczenie prawicy. Myśli pan, że znowu, jak dwa lata temu w wyborach prezydenckich, ogra koalicję i będzie rządził kolejną kadencję po tych wyborach za rok?
- Ja nie jestem prezesem Kaczyńskim. Nie wiem, gdzie on ten promyk widzi.
W tym, że przegrała Koalicja Obywatelska.
- Tak. Proszę popatrzeć na kandydata PiS. Nawet go nie było w II turze. To nie pierwszy raz, gdy PiS widzi świat w sposób równoległy. Widzą promyki słońca, ale nie weszli do II tury. Niech im świeci. Żarty na bok. Kraków potrzebuje dobrego zarządzania miastem. Skoro ludzi poszli do referendum, oczekują dobrego zarządzania. Pan Gibała zaangażował wielką machinę. Niech ją wykorzysta dla mieszkańców.
Jeśli chodzi o tę prawicę, już ogólnopolsko patrząc, Jarosław Kaczyński, ale też Mateusz Morawiecki, może trochę Konfederacja starają się sprawić, żeby ten konflikt wokół Trybunału Konstytucyjnego był nowym mitem założycielskim takiej zjednoczonej prawicy. Czy może mi pani wytłumaczyć, dlaczego dają państwo PiSowi czy Konfederacji doskonałe preteksty do obrony tego starego Trybunału, przesadzając do tego Trybunału prosto z rządu Macieja Berka?
- Trybunał nie działa. To prosty fakt. Został zepsuty przez prawicę i sprowadzony do roli instytucji, która trwa. Zjednoczenie Prawicy? Dzisiaj trwają umizgi do Konfederacji. One będą pewnie skuteczne, będą próbowali ich wchłonąć. Instytucja, która nie działa, musi przejść taki proces. Wcześniej narzekano, że spraw dla TK jest za mało, ale on pracował. Teraz nie pracuje. Trzeba to zmienić. Jak Sejm wybiera sędziego, on jest wybrany. Został wybrany Maciej Berek. On jest sędzią, ale prezydent go nie chce zauważyć. Tak być nie może. Nie tylko Macieja Berka prezydent nie chciał przyjąć. Nie może być tak, że pan prezydent sobie zarządza Trybunałem. To nie jest ich prywatny folwark. Zobowiązaliśmy się, że TK rozpocznie pracę. Staramy się to zrobić. PiS i Konfederacja robią wszystko, żeby zamieszanie trwało, żeby TK nie działał. Budują podziały, podjudzają ludzi. Ta sytuacja nigdy nie powinna mieć miejsca.
Bardzo długo nie odpowiada pani na moje pytanie. Nie o to pytałem, czy Trybunał działa i czy powinien zostać uzdrowiony, tylko dlaczego wybrali państwo do tego Trybunału Macieja Berka. Przez lata brali państwo udział w demonstracjach krytykujących upolitycznienie Trybunału. Do ostatnich wyborów szli państwo z hasłem uwolnienia sądów od politycznych wpływów. Uchwalili państwo ustawę nawet, gdzie była czteroletnia karencja dla polityków, którzy chcieliby do Trybunału. Teraz jak gdyby nic umieszczają tam państwo ministra do spraw nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu.
- Nie jak gdyby nic. Była ustawa, która utknęła na biurku prezydenta. On ją zawetował. On zdecydował. Wybraliśmy konstytucjonalistę, zgodnie z przepisami.
Ale niezgodnie z obietnicami, które państwo składali.
- Musimy grać tak, jakie mamy instrumenty. Gdyby dobra ustawa przeszła przez prezydenta, wybieralibyśmy zgodnie z nią. Wiele razy w mediach publicznych mówimy, jakie mamy instrumenty i narzędzia. Chcemy, żeby TK działał i był apolityczny. Wytrąca nam się jednak narzędzia z rąk. Grajmy tak, żeby doprowadzić do momentu, gdy TK będzie normalnie funkcjonującą instytucją. Do tego doprowadzimy. Państwo macie pretensje do nas, nie do pana prezydenta.
Do kogo mamy pretensje, to proszę posłuchać naszych programów innych. Ja chciałem tylko powiedzieć, że obecne przepisy prawa nie nakazują wprowadzenia aktywnych polityków do Trybunału.
- Zwracam uwagę, że obecne przepisy pozwalają, żeby konstytucjonalista był w TK. Maciej Berek jest sędzią konstytucjonalistą, dobrze przygotowanym człowiekiem. Takie jest prawo, zgodnie z nim działamy.
O aborcję chciałbym teraz zapytać. Na tym posiedzeniu Sejm ma głosować nad zmianami w prawie dekryminalizującym aborcję i przywracającym legalną aborcję w przypadku ciężkiego, nieodwracalnego uszkodzenia płodu. Pani jak zagłosuje?
- Robimy mały krok, chcemy większy. Robimy taki, na jaki pozwalają warunki. Będę za oboma projektami. Wiem, że to przywrócenie kompromisu, który był od lat. Trybunał pani Przyłębskiej go wysadził w powietrze. Robimy małe kroczki, chcemy większych. Są takie warunki jednak. Jedna z ustaw wraca do sytuacji kompromisowej. To jedno głosowanie, które będzie pewnie wieczorem. Druga mówi o częściowej dekryminalizacji. Nie powinno być paraliżu i dramatów z ostatnich lat. Lekarze mieli związane ręce. Nie mogli kobietom pomagać, mimo że wszystkie znaki mówiły, że to rozwiązanie zgodne z prawem. To nie jest sytuacja zadowalająca, ale działamy tak, jak nam pozwalają warunki.
Jaki jest cel tej zmiany prawa i rozgrzewania teraz znowu tego tematu? Przecież wiadomo, że Karol Nawrocki - nawet jeśli państwo to przegłosują, nawet jeśli PSL się zgodzi - tego nie podpisze. Czy to jest jasny znak, że zaczyna się długa prekampania przed przyszłorocznymi wyborami, czy to rzeczywiście chodzi o dobro kobiet?
- To jasny znak, że obywatele nie byli zadowoleni, gdy nie kładliśmy takich ustaw prezydentowi Dudzie. Ludzie chcą widzieć, że parlament pracuje. Niech odpowiedzialność spoczywa na prezydencie. My się chcemy wywiązywać z obietnic. Obywatele nam zaufali w wyborach w 2023 roku. Nie czekamy na prezydenta. Robimy swoje.