Fot. Damian Radziak
Nowy prezydent Łukasz Gibała ogłasza, że Krakowianie odzyskali miasto po ponad dwudziestu latach niezbyt udanych rządów. Jego poprzednicy mówią z kolei o bezprecedensowym skoku cywilizacyjnym. Gdzie w tym politycznym sporze leży prawda o Krakowie? Kto naprawdę zyskał, a kto stracił na transformacji stolicy Małopolski?
Prof. Paweł Kubicki: Prawda leży zawsze pośrodku. Oczywiście możemy się zastanawiać, w którą stronę przechyla się szala. Natomiast oceniamy ponad dwadzieścia lat sprawowania władzy. To naprawdę bardzo długo, więc trudno te rządy ocenić jednoznacznie.
Musimy też brać pod uwagę kontekst, czyli ogromny wzrost gospodarczy w Polsce, stymulowany między innymi środkami unijnymi i tym, że Polska jest w Unii Europejskiej. Zgodzę się, że kiedy popatrzymy na Kraków z początku XXI wieku, kiedy prezydent Majchrowski obejmował władzę, i porównamy go z dzisiejszym miastem, to bez wątpienia zobaczymy skok cywilizacyjny. Sam doskonale pamiętam, jak Kraków wtedy wyglądał.
Ale kiedy zaczynamy to dokładniej analizować, nie jest już tak różowo. Z jednej strony rzeczywiście każde duże polskie miasto rozwinęło się i przeszło podobny skok cywilizacyjny. Pojawia się jednak pytanie: ile ten skok kosztował?
Kraków przeszedł skok cywilizacyjny. Ale jakim kosztem?
Prof. Kubicki: Czyli jak bardzo Kraków się zadłużył. To wymagałoby bardziej szczegółowych badań, bo jesteśmy najbardziej zadłużonym miastem w Polsce.
Zbudowaliśmy naprawdę sporo dobrej i potrzebnej infrastruktury, ale też takiej, co do której przydatności mamy pewne wątpliwości. Czy niektóre inwestycje nie były przeskalowane? Chociażby Trasa Łagiewnicka. Kiedy już było wiadomo, że Kraków jest bardzo mocno zadłużony, ta inwestycja nie była szczególnie potrzebna.
Oczywiście można powiedzieć, że każda inwestycja w mieście jest potrzebna. Ale kiedy miasto jest już mocno zadłużone, musimy zacząć wybierać, jakie inwestycje realizować i jakie będą ich koszty.
Druga rzecz to perspektywa historyczna. Mamy to szczęście, że jesteśmy w Krakowie i możemy z niej korzystać. Każde miasto rozwijało się i rozwija w pewnych cyklach. Raz jest koniunktura, raz dekoniunktura.
Jeżeli popatrzymy na Kraków, mamy Rynek i szerzej Stare Miasto. To pozostałość po wspaniałym rozwoju średniowiecznego Krakowa, do dzisiaj będąca ogromnym atutem miasta. To była wielka kreacja urbanistyczna.
Potem mamy okres odrodzenia samorządu, koniec XIX wieku, z legendarnymi prezydentami Dietlem i Leo. Oni stworzyli kolejną kreację urbanistyczną, dziewiętnastowieczny Kraków, bez którego nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić naszego miasta.
Nawet w stosunkowo trudnym okresie międzywojennym, kiedy Polska była biedna, podnosiła się po odzyskaniu niepodległości, kiedy trzeba było scalać kraj, powstała wspaniała kreacja urbanistyczna, przy której właśnie się znajdujemy, czyli Aleje Trzech Wieszczów.
Po drugiej wojnie światowej Polska była zniszczonym krajem, jednym z najbiedniejszych w Europie, a jednak zbudowano Nową Hutę, którą dzisiaj chcemy wpisywać na listę UNESCO.
A jeśli zapytamy o ostatnie dwadzieścia lat wspaniałej koniunktury gospodarczej, czy jesteśmy w stanie wskazać gdziekolwiek podobną kreację urbanistyczną?
Mamy centrum i Tauron Arenę. To właściwie te duże rzeczy, które są widoczne.
No właśnie. Tauron Arena, ICE czy MOCAK. Moglibyśmy wymienić jeszcze kilka ważnych inwestycji, które są miastu potrzebne, ale one nie wytworzyły nowej kreacji urbanistycznej.
Niestety stymulowały punktową gentryfikację. Proszę zwrócić uwagę, co się stało koło Tauron Areny. Mieszkam w tych okolicach i obserwowałem to przez kilkanaście lat. To typowy przykład dość chaotycznej zabudowy, która zmienia charakter tej okolicy. Podobnie jest z ICE. Ono również stymuluje raczej przypadkową gentryfikację.
Jeżeli spojrzymy szerzej na Kraków, poza historyczną zabudową i dawnymi kreacjami urbanistycznymi nie wytworzyliśmy niczego podobnego. Mamy raczej konglomerat chaotycznie zabudowanych osiedli deweloperskich.
Mówimy o Rybitwach, gdzie tak naprawdę nie wiadomo, co powstanie. Widzimy już, co się dzieje na Ruczaju. Z drugiej strony widzimy też, co się dzieje w dzielnicach wjazdowych do Krakowa.
Dokładnie. Mieliśmy znakomitą koniunkturę gospodarczą, napływ kapitału, ale bez wizji rozwoju przestrzennego miasta. To niestety przepis na chaos urbanistyczny.
Czyli plan ogólny to coś, czego nam brakuje.
Tak. I wizji rozwoju miasta. Chciałbym jednak zwrócić uwagę, że to nie dotyczy tylko ekipy związanej z prezydentem Majchrowskim. On oczywiście rządził najdłużej, ale po 1989 roku nie mamy żadnej takiej kreacji urbanistycznej.
Być może młodsi słuchacze tego nie pamiętają, ale my jesteśmy w takim wieku, że możemy pamiętać lata dziewięćdziesiąte, kiedy w Krakowie miało powstać nowe miasto, nowe centrum. A mamy Galerię Krakowską i to, co mamy. To również wiele pokazuje.
Znienawidzoną przez wszystkich, którzy tutaj przyjeżdżają, oprócz chyba przyjezdnych.
Tak, ale ja pamiętam tamte wizje. To miała być naprawdę kreacja urbanistyczna nowego miasta.
Dlaczego młodsi mieszkańcy inaczej oceniają rozwój Krakowa?
Jeszcze przed wyborami robiliśmy sondaż dla Radia Kraków, 43,8 procent badanych raczej dobrze oceniało te wszystkie zmiany, a 9 procent zdecydowanie dobrze. Ale gdy spojrzeliśmy na grupy wiekowe, okazało się, że starsi mieszkańcy mówili, że właściwie wszystko im pasuje, że Kraków się rozwinął. Podawali przykłady europeizacji miasta w dobrym tego słowa znaczeniu. Natomiast w grupie 30–39 lat opinie rozkładały się niemal po połowie. Tam było chyba 43 do 46 procent. Młodsi mieszkańcy wskazywali, że jest źle, że mamy gentryfikację, nic się nie dzieje w centrum, jest overtourism, wszędzie pełno turystów. I to mieszkańców w średnim wieku boli.
Oczywiście, bo bardzo istotne jest to, co oceniamy i jaki przyjmujemy punkt odniesienia. Ważne jest też subiektywne poczucie. Absolutnie się z tym zgadzam, bo sam należę do pokolenia, które kiedy pierwszy raz wyjeżdżało do miast na Zachodzie, rzeczywiście było nimi zachwycone.
Dzisiaj, kiedy nasi studenci wyjeżdżają na Erasmusa, nie widzą już większej różnicy. Co więcej, Kraków czy inne polskie miasta pod względem jakości infrastruktury i życia miejskiego przewyższają wiele miast europejskich.
Dlatego my, jako średnie i starsze pokolenie, doceniamy zmiany cywilizacyjne, które zaszły. Polska była przecież krajem znacznie słabiej rozwiniętym, a teraz nasze miasta dorównują miastom europejskim. To jest sukces.
Natomiast z perspektywy pokoleń, dla których to już jest oczywiste, znaczenie mają inne rzeczy. Tak jak pan słusznie zauważył, gentryfikacja i turystyfikacja, bo one wpływają na jakość ich życia.
Turystyka w Krakowie. „Kiedy przedawkuje się lekarstwo, zaczyna obumierać organizm”
Za bardzo postawiliśmy na turystykę? Rozwój poszedł tylko w jednym kierunku i teraz turystyka zaczyna zjadać miasto?
I tak, i nie. Turystyka jest bardzo specyficzną branżą, niezwykle trudną do kontrolowania. To nie jest przypadłość tylko Krakowa. Wiemy, że niemal każde miasto historyczne w Europie ma z tym problem. Znajdziemy wiele przykładów miast europejskich, które mają znacznie większe problemy z turystyfikacją niż Kraków.
Z drugiej strony trzeba uczciwie przyznać, że miasto starało się ograniczać ruch turystyczny, a właściwie nie tyle sam ruch, ile najbardziej szkodliwy aspekt turystyfikacji, czyli rozwój najmu krótkoterminowego. Bez odpowiednich narzędzi formalnoprawnych nie da się tego ograniczyć.
Kraków działa w koalicji miast historycznych narażonych na te problemy, takich jak Barcelona, Paryż czy Lizbona. To między innymi poskutkowało tym, że od tego roku mamy rozporządzenie Komisji Europejskiej, które nakłada na kraje członkowskie obowiązek wprowadzenia konkretnych rozwiązań. Czekamy na ustawę, która ma, zdaje się, niedługo wejść w życie. Oczywiście, jak pan pewnie wie, z tą ustawą jest pewien problem. Co kilka miesięcy dowiadujemy się, że niektóre korzystne dla Krakowa rozwiązania z niej wypadają, a później wracają.
Ale to dobra informacja dla nowego prezydenta i jego ekipy, że w końcu pojawi się narzędzie pozwalające przeciwdziałać negatywnym skutkom turystyfikacji.
Trzeba też pamiętać, że turystyka miejska ma pozytywne strony. Pytanie tylko, gdzie jest równowaga. W latach siedemdziesiątych czy dziewięćdziesiątych turystyka miejska była traktowana jako lekarstwo na kryzys miast. Miasta europejskie po deindustrializacji, podobnie jak polskie, miały z tym problem. Turystyka pomagała im wychodzić z sytuacji kryzysowej. Ale kiedy przedawkuje się lekarstwo, zaczyna obumierać cały organizm.
A przedawkowaniem tego lekarstwa jest najem krótkoterminowy. Nie chodzi o to, że mamy zbyt dużo turystów na Rynku, że są zbyt głośni albo nie zachowują się tak, jak byśmy chcieli.
Krakowski rynek pracy. Czy miasto zbyt mocno postawiło na korporacje?
A czy takim przedawkowaniem lekarstwa nie było też postawienie na jedną grupę firm inwestujących w Krakowie? Oczywiście inna sprawa, na ile mieliśmy na to wpływ. Chodzi o outsourcing, usługi zewnętrzne, które teraz wycofują się i przenoszą do krajów tańszych od Polski. Już teraz, według Obserwatorium Rynku Pracy, mamy 30 procent – to największa grupa bezrobotnych Krakowian – osób z wyższym wykształceniem.
Tak, to niestety problem. Nie jestem specjalistą od ekonomii, jestem socjologiem. Natomiast według mojej wiedzy jest to dość mocno zdywersyfikowana grupa, bo to nie tylko outsourcing, ale też nowoczesne technologie. To rzeczywiście duży problem, bo mamy ponad, chyba, sto tysięcy miejsc pracy w tym sektorze, a jego przyszłość nie zależy ani od władz Krakowa, ani od samych pracowników.
Decyzje o tym, czy firmy pozostaną w Krakowie, czy będą przenosić swoje siedziby do innych miejsc, zapadają poza Krakowem.
Problem polega więc na tym, że Kraków nie zdywersyfikował dostatecznie swojego rynku pracy. Dominuje sektor, który przez lata był kołem zamachowym rozwoju miasta. Przypomnijmy, że niewątpliwym sukcesem Krakowa jest to, że jako jedyne duże miasto w Polsce notuje nieustanny i widoczny wzrost liczby mieszkańców.
Nawet w takich miastach jak Rzeszów czy Warszawa, które również notowały wzrosty, są one już śladowe. Większość polskich miast ma radykalny spadek liczby mieszkańców. A wzrost Krakowa był między innymi skutkiem tego, że miasto dawało pracę, i to dobrze płatną.
Czyli nie jest tak źle, jak ktoś mógłby powiedzieć.
W tym momencie nie. Ale jeżeli widzimy te trendy, to rzeczywiście może pojawić się problem. Jeśli firmy zaczną się przenosić i zwalniać pracowników na masową skalę, pojawi się efekt domina.
Te międzynarodowe korporacje stymulowały również rozwój innych branż, na przykład usług związanych z aktywnością fizyczną i rekreacją. Proszę zwrócić uwagę, ile rozwinęło się siłowni, saunariów i podobnych miejsc. To było związane z obecnością korporacji.
To trochę jak przy kopalniach. Jest zakład i wszystko, co go otacza. Tutaj podobnie – cały sektor wellbeing.
Oczywiście. Jeśli rzeczywiście dojdzie do kryzysu w tym sektorze, jego skutki rozleją się szerzej. To może być duży problem dla miasta, ponieważ nie zdywersyfikowało swojego rynku pracy.
Walka ze smogiem, referenda i społeczeństwo obywatelskie w Krakowie
Ale były też dobre rzeczy. Walka ze smogiem. Chyba można uznać ją za sukces.
Tak, niewątpliwie. Z tego jesteśmy dumni. Był taki moment, kiedy wszystkie miasta w Polsce zwracały oczy na Kraków i starały się wprowadzać podobne rozwiązania antysmogowe. To był też krótki, ale optymistyczny okres demokratyzowania życia publicznego w Krakowie. Wiąże się on z innym referendum, kiedy mieszkańcy Krakowa, mówiąc metaforycznie...
Powiedzieli: stop igrzyskom.
Zatrzymali igrzyska. I to akurat trzeba zapisać na plus władzom, że doprowadziły do referendum, bo nie musiały. Mogły próbować przeforsować tę koncepcję, ale jednak oddały głos mieszkańcom. Po tym okresie obserwowaliśmy ciekawy czas otwierania się władz na procesy partycypacyjne. Wtedy pojawił się krakowski budżet obywatelski. Wtedy też coraz bardziej słyszalny stawał się głos ruchów miejskich, które mówiły o smogu.
Wcześniej wielokrotnie bywałem na debatach i słyszałem, że nic nie da się z tym zrobić, bo to dopust Boży, bo żyjemy tutaj od lat i tak już musi być. A tu się okazało, że jednak można. Trzeba się wsłuchać w głos mieszkańców. To był rzeczywiście ciekawy moment po 2014 roku. Wiele osób z zacięciem społecznikowskim zaczęło wchodzić w struktury urzędu albo z nim współpracować.
Natomiast później ten system zaczął się zamykać, a pod koniec można już mówić wręcz o oligarchizacji. W związku z tym mamy kolejne referendum, które pokazuje, że sukcesem Krakowa jest społeczeństwo obywatelskie. Pokazało ono, że kiedy samorząd się nie samoogranicza i zaczyna się wypaczać, bo samorząd to przecież wspólnota mieszkańców, kiedy zaczyna się oligarchizować, mieszkańcy pokazują, że nie tędy droga.
Tak było w przypadku referendum w 2014 roku i moim zdaniem podobnie stało się teraz. Bo to nie Strefa Czystego Transportu była, moim zdaniem, najważniejszą przyczyną. Ona była pewnym symbolem, iskrą. Ale problem zamykania się samorządu czy też jego oligarchizacji był chyba główną przyczyną tego referendum.