W lipcu 2024 roku poseł Lewicy Tomasz Trela, pytany o postawę PSL w sprawie dekryminalizacji aborcji, stwierdził - „kruszymy ten konserwatywny beton”. Trochę to potrwało i w końcu ustawa przeszła, ale pani skruszyć się nie udało. Pani głosowała przeciwko.
- Tak. Samo porównanie posła Treli było mało eleganckie. Ja jestem przedstawicielem środowiska konserwatywnego w PSL. Jest nas kilka osób. Kruszono, ale nie skruszono.
Co panią kierowało w tym wczorajszym głosowaniu? Chęć ocalenia istnień ludzkich czy strach przed narażeniem się hierarchom Kościoła katolickiego? Skrajnie restrykcyjne prawo, jakie mamy w Polsce, na liczbę aborcji nie wpływa. Oficjalne dane Światowej Organizacji Zdrowia wskazują, że zakaz aborcji nie wpływa na liczbę zabiegów, tylko na to, w jakich warunkach są przeprowadzane.
- Demokracja to taki system, gdzie mamy różne poglądy, różne podejścia i wzajemny szacunek. Jak są zwolennicy aborcji, to są też i przeciwnicy. Ja jestem konsekwentna od lat. Jestem pielęgniarką. Jak dostaje się dyplom, składa się przysięgę. Tam jest formuła, która mówi o tym, że życie się chroni ponad wszelką miarę. Polska konstytucja mówi jasno w dwóch artykułach, czym jest ludzkie życie. Ja rozumiem, że są sytuacje, które wymagają trudnych decyzji. Zgadzałam się z kompromisem aborcyjnym. Gdyby on był taki, jak wcześniej, poparłabym go. Zapisy w ustawie dawały jednak możliwość otwierania furtki różnym, dziwnym sytuacjom. Stąd moja decyzja. Nie boje się hierarchów. Boję się Pana Boga i głupich ludzi. Tu jest moja konsekwencja i odwaga. Nie boję się o tym mówić.
Najpierw pytałem tylko o dekryminalizację, ale rzeczywiście były dwa głosowania wczoraj. To drugie głosowanie to było przywrócenie możliwości przerywania ciąży w przypadku ciężkiej wady płodu. Jak rozumiem pani zdaniem to szło za daleko? Dalej niż ten kompromis zakwestionowany przez Trybunał Konstytucyjny?
- Dokładnie. Powiem dlaczego. W ustawie był zapis, który mówił, że minister zdrowia w rozporządzeniu doprecyzuje przesłankę. Teraz w polskim prawie można dokonać aborcji, gdy jest zagrożenie życia i zdrowia matki, a także wtedy, kiedy ciąża jest następstwem gwałtu. To obowiązuje. Natomiast przesłanka o ciężkich wadach letalnych powinna obowiązywać, ale powinna być jasna i czytelna. Nie powinna dawać pewnych możliwości, które można pod to podciągnąć. Stąd moje głosowanie i moja opinia.
Po co w ogóle było to wczorajsze głosowanie, skoro i tak wiadomo, że to prawo nie wejdzie w życie?
- Jak obserwujemy ostatnie czasy w polityce, wydaje mi się, że społeczeństwo i politycy kierują się emocjami. Tak się toczą pewne procesy. Wie pan, że tematy światopoglądowe dzielą ludzi. Demokracja to różnorodność poglądów. W komunikacie na poprzednim posiedzeniu Sejmu, gdy marszałek Czarzasty wrzucał ten punkt, powiedział, że wszystkie stanowiska zostały z koalicjantami ustalone. Nie zostały ustalone. Moje środowisko polityczne nie było poinformowane. Te tematy nie były w umowie koalicyjnej zawartej na początku tej kadencji. Jest wiele niedomówień, ale społeczeństwo ma różne poglądy. Ja to szanuję. Nie może być tak, że pewne środowiska narzucają odgórnie pewne tematy, bo może ktoś się przestraszy. Jak kandydowałam do Sejmu, wiele razy byłam pytana przez moich wyborców i nie tylko, którzy byli na spotkaniach, o moje stanowisko w tej kwestii. Zawsze mówiłam to, co teraz. Suweren znał moje poglądy. One zostały poparte przez wyborców. Jestem zobowiązana do dotrzymania słowa.
W czerwcu mówiła pani w Radiu Kraków - w kontekście kampanii wyborczej Moniki Piątkowskiej na prezydenta Krakowa - „nieważne jak kto zaczyna, ważne jak kończy”. Popierana przez PSL i KO kandydatka skończyła z najgorszym wynikiem w krakowskiej historii, jeśli chodzi o głosy oddane na kandydata w drugiej turze. Czyja to wina?
- Tu nie ma kategorii winy czy porażki. To do siebie mają wybory, że ktoś zawsze wygrywa, ktoś przegrywa. Każda kampania to nowe wnioski, opinie. Z tej kampanii środowiska polityczne wyciągną wnioski. To była krótka, trudna kampania. Powiem coś, z czym się pan może nie zgodzić. W kampaniach samorządowych powinno się ograniczać politykę. Samorządy muszą pracować dla mieszkańców. Zamykanie się w grupie politycznej nie jest dobre. Monika Piątkowska wykonała kawał dobrej roboty. Zyskała bodaj 34% w drugiej turze. To dobry wynik. Trzeba pracować nad zwiększeniem go. PSL zaangażował się w kampanię. Ta współpraca może jakieś owoce przyniesie dla Krakowa. Pana Gibałę, który został wczoraj zaprzysiężony, znam z dawnych czasów. To człowiek zdeterminowany, który dąży do osiągnięcia celu. Oby Kraków był dla mieszkańców. Powiedział na samym początku, że jest otwarty na szeroką współpracę, żeby pozyskać środki dla Krakowa. Dobrze wróżę tej współpracy. Oby ona była dobra dla Krakowa i mieszkańców. Trzymam kciuki za nowego prezydenta.
Pani Monika Piątkowska zyskała nawet prawie 38% głosów...
- To jeszcze lepiej.
Ale to i tak było najgorszym wynikiem w historii krakowskich drugich tur. Chciałem jeszcze o te pieniądze zapytać. Czy te wszystkie obietnice składane Krakowianom przez premiera, ale też premiera Kosiniaka-Kamysza - mimo że wygrał Łukasz Gibała - zostaną dotrzymane?
- Oczywiście. Mogę mówić o premierze Kosiniaku-Kamyszu. Znam go. Byłam na konferencji, gdzie była mowa o środkach na budowę metra. Będzie to też z budżetu MON. Metro to nie tylko środek komunikacji, ale też miejsce schronienia. My się nie obrażamy. Pracujemy dla regionu. To wymaga współpracy. Jesteśmy otwarci.
Teraz sprawy międzynarodowe. Dzieją się rzeczy niesłychane. Czy polski rząd nadal pokłada jakiekolwiek nadzieje w Ameryce i Donaldzie Trumpie po tym, jak znowu dogadał się z Putinem, odcina Ukrainie dane wywiadowcze, dociska Kijów w sprawie kapitulacji i chce robić z Rosją i Chinami nową Jałtę ? Po co się dogadywać z Donaldem Trumpem, chociażby w sprawie tej bazy wojskowej, skoro on raz coś obieca, potem zapomni albo skłamie, że nic takiego nie było?
- Odpowiedzialny polityk działa dla bezpieczeństwa państwa i obywateli. Nasz minister obrony, prezes Kosiniak-Kamysz, ma bardzo szerokie horyzonty. Mówił, że musimy być otwarci na współpracę w Europie i w ramach NATO z USA. Jako Polska mamy wiele kontraktów z USA. Czekamy na dostawę patriotów choćby. Dziwne rzeczy się jednak dzieją. Pewnie wiele z nich jest z powodu wyborów w USA. Nie możemy dopuścić do obrażania się na kogoś. Trzeba współpracować z USA. Prezes Kosiniak-Kamysz jest tu gwarantem. Ma dobre relacje. Musimy być też otwarci na współpracę w Europie. Dobro sąsiedzkie i współpraca musi być. Mądry polityk nie zamyka żadnych drzwi.
Premier Kosiniak-Kamysz dzielił się może z panią szczegółami tej słynnej rozmowy z Donaldem Trumpem? Rzeczywiście Trump próbował meblować po swojemu polski rząd, to znaczy zeswatać PiS z PSL-em?
- Prezes Kosiniak jest odpowiedzialny. W komunikacie była informacja, że rozmawiał o bezpieczeństwie państwa polskiego. Wierzę, że tak było.
Niedopowiedzenie jakieś jednak pozostaje. Prezes Kosiniak nie chce komentować tej rozmowy w ogóle.
- Kiedy poruszamy się w tematach bezpieczeństwa, wiele informacji nie jest podawanych dlatego, że interes państwa tego wymaga. Jak mamy do czynienia z cyberatakami, wiele osób słucha co podajemy. Ograniczenie ważnych informacji musi być czasami zastosowane. Tu tak było. Rozmawiali o bezpieczeństwie państwa polskiego, także o lokalizacji baz USA w Polsce.