Krucjatę Wyzwolenia Człowieka podpisywano też na pewien okres. Nie zawsze na całe życie.

Można było na pewien okres, a można było na całe życie.

„Chrześcijaństwo nie jest systemem etycznym. Chrześcijaństwo w pewnym sensie nie jest religią. Chrześcijaństwo to osoba Jezusa Chrystusa” – to słowa ks. Blachnickiego. Jak odnajdywać pokój w Chrystusie? Jak on o tym mówił?

Kluczem są cztery prawdy ewangeliczne, które przeżywa się zawsze na Oazie, zwłaszcza na pierwszym stopniu, w ciągu pierwszych czterech dni.

Pierwsza z tych prawd mówi, że Pan Bóg mnie stworzył i ma dla mnie fantastyczny plan. Ważne jest, żeby się tym ucieszyć: istnieję, bo ktoś mnie chciał. Ktoś mnie chciał z miłości.

Druga prawda jest taka, że ja na tę miłość odpowiedziałem grzechem. Trzecia – że Bóg na mój grzech odpowiedział posłaniem Syna, który za mnie umarł i dla mnie zmartwychwstał. Czwarta – że tego właśnie Syna Bożego, który dla mnie umarł i zmartwychwstał, wybieram jako swojego Pana i Zbawcę.

To jest oazowe streszczenie tego, co dzisiaj w Kościele nazywamy kerygmatem, czyli najważniejszą nowiną, którą trzeba człowiekowi wykrzyczeć w twarz. To nie jest katecheza, teologia czy zrównoważony, abstrakcyjny wykład. To są cztery prawdy, które odnoszą się do mnie.

Ja jestem stworzony, bo mnie Bóg pomyślał. Nieraz zastanawiam się, jak to możliwe. Ale nad drugim się nie zastanawiam, bo wiem, że zrobiłem to milion razy – odrzuciłem Bożą miłość. Odpowiedzią na ten mój dramat jest wyłącznie osoba Jezusa Chrystusa. Nie ma innej odpowiedzi. I stąd czwarty krok: wybieram Go.

Od tego jest zaraz krok następny. Człowiek, który odkrył Jezusa Chrystusa i wybiera Go jako Pana, nie przejdzie tej drogi w pojedynkę. Musi wejść do konkretnej, braterskiej wspólnoty.

Blachnicki jest tu nieubłaganym nauczycielem. Mówi, że tam, gdzie Kościół nie realizuje się w konkretnej braterskiej wspólnocie, jest w świecie nieobecny.

Po prostu go nie ma.

Po prostu go nie ma. Ma potencjał, żeby być. Na przykład jakaś grupa ludzi wybudowała piękną świątynię i w środku ma ołtarz, a za ołtarzem księdza. Mają wszystko, czego potrzeba, żeby sprawować Eucharystię. Kupili lekcjonarze i mogą głosić Słowo Boże. To wszystko jest istotne. Tylko że dopóki w tej świątyni nie zbierze się konkretna braterska wspólnota, to wszystko jest dopiero potencjałem, żeby Kościół zaistniał.

To jest Blachnicki. I aż przedziwne jest, że my wszyscy, którzyśmy się tego od niego uczyli, w dalszym ciągu traktujemy tę braterską, konkretną wspólnotę w Kościele jako coś, co jest opcjonalne. Jak jest, to bardzo dobrze, ale jak nie ma, to też dobrze, bo mamy kancelarię, konfesjonał i możemy ludzi obsłużyć religijnie. A jak nam starczy czasu, to będziemy się zastanawiać nad tą małą, konkretną braterską wspólnotą.

To jest właśnie podejście do ewangelizacji i Kościoła, którego Blachnicki nie był w stanie pojąć.

Całej rozmowy posłuchaj w trzecim odcinku podcastu „Pięciu Franciszków w życiu kard. Grzegorza Rysia”.