Czy naprawdę powinniśmy bać się narzędzia?
Punktem wyjścia rozmowy były przywołane w programie ostrzeżenia Billa Gatesa przed niekontrolowanym rozwojem sztucznej inteligencji i możliwymi katastrofalnymi konsekwencjami. Prof. Ostrowicki podchodzi do takiego sposobu opisywania zagrożenia sceptycznie. Zwraca uwagę, że samo stwierdzenie, iż „AI może zwrócić się przeciwko człowiekowi”, prowadzi do pytania o to, dlaczego system miałby w ogóle taki cel przyjąć.
Jego zdaniem ważniejsze jest inne niebezpieczeństwo: coraz bardziej autonomiczne narzędzie może zostać wykorzystane do realizacji celu wyznaczonego przez człowieka. Jeżeli zadanie jest korzystne – naukowe, biznesowe czy społeczne – zdolność systemu do samodzielnego poszukiwania rozwiązań staje się atutem. Problem zaczyna się wtedy, gdy ten sam mechanizm zostaje skierowany na cel szkodliwy.
Jeżeli zada mu się cel, który jest niecny, złowieszczy, zagraża, to system poszukuje rozwiązań. I wtedy pojawia się pytanie: kogo właściwie mamy kontrolować?
– mówi prof. Ostrowicki.
W takim ujęciu źródłem problemu nie musi być hipotetyczna niechęć sztucznej inteligencji do człowieka, ale właśnie człowiek, który wykorzystuje jej możliwości. To przesuwa dyskusję z pytania „czy AI jest dobra lub zła?” na pytanie o odpowiedzialność za sposób jej projektowania i używania.
Zatrzymać AI może być znacznie trudniej, niż ją regulować
W debacie o sztucznej inteligencji coraz częściej pojawia się postulat międzynarodowych zabezpieczeń, wspólnych regulacji i kontrolowania tempa rozwoju najbardziej zaawansowanych systemów. Ostrowicki nie neguje potrzeby namysłu nad zasadami, ale z perspektywy filozoficznej ma wątpliwości, czy rozwój technologii można po prostu zadekretować i zatrzymać.
AI ma bowiem wartość właśnie dlatego, że w określonych dziedzinach potrafi analizować problemy szybciej i na większą skalę niż człowiek. Historia nauki pokazuje zaś, że przewaga intelektualna i możliwość skuteczniejszego rozwiązywania problemów zwykle stają się motorem dalszego rozwoju.
Prawdopodobnie nie da się tego zrobić deklaratywnie: zatrzymajmy to. Trzeba raczej z tym współpracować
– ocenia filozof.
Nie oznacza to pozostawienia systemów bez zasad. Ostrowicki mówi raczej o projektowaniu ich w taki sposób, aby podstawą relacji z człowiekiem były życzliwość i bezpieczne cele. Przywołuje w tym kontekście rozważania dotyczące tworzenia AI, której działanie pozostawałoby zgodne z ludzkim dobrostanem.
Czy uprzejmość wobec AI ma znaczenie?
Rozważania prowadzą także do bardziej nietypowego pytania: czy sposób, w jaki człowiek rozmawia ze sztuczną inteligencją, może mieć jakiekolwiek znaczenie dla jej późniejszego działania?
Prof. Ostrowicki przywołuje prosty przykład użytkowników, którzy zwracając się do modelu językowego, używają takich słów jak „proszę” czy „dziękuję”. Nie twierdzi, że system interpretuje je tak jak człowiek. Zwraca jednak uwagę, że tego rodzaju komunikaty są również elementem danych i interakcji, w których zakodowane są określone wzorce zachowania.
W szerszym sensie chodzi więc o pytanie, jakie normy wpisujemy w systemy AI i czego uczą się one z kontaktu z ludźmi. Jeśli chcemy, by technologia działała w zgodzie z określonymi wartościami, same bariery techniczne mogą nie wystarczyć. Równie ważne staje się to, jaki model relacji pomiędzy człowiekiem a maszyną budujemy.
Wyścig, którego nikt nie chce przegrać
Obok ostrzeżeń przed zbyt szybkim rozwojem sztucznej inteligencji pojawia się dokładnie przeciwne podejście: państwo lub firma, która ograniczy własne prace, może zostać technologicznie wyprzedzona przez konkurentów. W rozmowie przywołano pogląd Donalda Trumpa, zgodnie z którym zwycięstwo w globalnym wyścigu AI może decydować o znacznie szerszej przewadze.
Prof. Ostrowicki zaznacza, że polityka i biznes nie są głównym obszarem jego badań. Z perspektywy filozoficznej dostrzega jednak zasadnicze napięcie: z jednej strony coraz głośniej mówi się o zagrożeniach, z drugiej – rozwijane narzędzia są zbyt użyteczne i dają zbyt dużą przewagę, aby łatwo było przekonać wszystkich do ich ograniczenia.
Dlatego próba zamknięcia rozwoju AI w sztywne ramy może napotkać nie tylko problemy techniczne, ale również gospodarcze i geopolityczne. Systemy mają coraz większe możliwości analizy i znajdowania rozwiązań, a zainteresowanie wykorzystaniem tej przewagi nie zniknie tylko dlatego, że pojawią się apele o ostrożność.
Najważniejsze pytanie może dotyczyć nie AI, lecz człowieka
Dyskusja o przyszłości sztucznej inteligencji oscyluje dziś między skrajnymi scenariuszami. W jednym technologia staje się źródłem katastrofy, w drugim otwiera erę obfitości, w której znaczną część wykonywanej dziś przez ludzi pracy przejmują systemy AI i roboty.
Dla Ostrowickiego właśnie ten drugi scenariusz prowadzi do szczególnie interesującego problemu filozoficznego. Jeżeli maszyny będą wykonywać coraz więcej zadań intelektualnych, a roboty również coraz więcej czynności w świecie fizycznym, człowiek będzie musiał na nowo zdefiniować swoją rolę.
Nie chodzi tylko o utratę konkretnych zawodów. Pytanie jest znacznie szersze: co stanie się ze społeczeństwem, w którym praca przestanie organizować dużą część życia?
To pytanie egzystencjalne jest niesłychanie istotne: gdzie człowiek znajdzie sobie swoje miejsce w świecie?
– mówi prof. Ostrowicki.
Już dziś można dostrzec niewielką analogię w sytuacji, kiedy człowiek nagle dostaje dużo wolnego czasu i po kilku dniach zaczyna zastanawiać się, czym go wypełnić. W świecie szeroko dostępnej automatyzacji ten problem mógłby przestać dotyczyć jedynie urlopu i stać się jednym z podstawowych pytań dotyczących sensu aktywności człowieka.
AI zmienia już pracę naukowca
Nie trzeba jednak czekać na przyszłe generacje robotów, żeby dostrzec zmianę. Prof. Ostrowicki sam korzysta ze sztucznej inteligencji w pracy akademickiej i zachęca studentów do jawnego deklarowania, w jaki sposób wykorzystali AI podczas przygotowywania własnych prac.
Systemy mogą pomagać między innymi w tłumaczeniu, przetwarzaniu tekstu czy generowaniu fragmentów materiałów. Zamiast więc udawać, że narzędzia nie istnieją, potrzebne stają się reguły ich przejrzystego używania.
Ostrowicki zwraca przy tym uwagę na zjawisko określane jako „AI shame” – swego rodzaju wstyd przed przyznaniem się, że przy wykonaniu zadania człowiek korzystał ze wsparcia sztucznej inteligencji. Narzędzie jest już powszechnie dostępne, ale jednocześnie w części środowisk używanie go może być postrzegane jako droga na skróty lub sygnał, że wykonana praca nie jest w pełni własna.
Zdaniem filozofa właśnie dlatego tak ważna jest transparentność. AI staje się rodzajem asystenta, który w niektórych zadaniach jest już niezwykle użyteczny, ale odbiorca powinien wiedzieć, w jaki sposób został wykorzystany.
Akademia Elektronika eksperymentuje z autonomicznymi botami
Laboratorium podobnych zmian stanowi tworzona przez prof. Ostrowickiego Akademia Elektronika. Funkcjonuje ona w środowiskach wirtualnych, a sam profesor występuje tam poprzez swojego awatara.
Po wakacyjnej przerwie w Akademii uruchomiono nowego eksperymentalnego bota zdolnego do wykonywania wieloetapowych czynności. Według Ostrowickiego system coraz lepiej radzi sobie samodzielnie w środowisku Second Life. Równocześnie rozwój takich eksperymentów musi uwzględniać powstające przepisy dotyczące sztucznej inteligencji i jej wykorzystania w edukacji.
Nowy rok akademicki w Akademii Elektronika rusza 1 października. Projekt, rozwijany od niemal dwóch dekad, pokazuje przy tym, że rozmowa o AI nie dotyczy wyłącznie hipotetycznej przyszłości. Coraz bardziej autonomiczne systemy pojawiają się już w przestrzeniach edukacyjnych, naukowych i twórczych.
Nie tylko pytanie „co zrobi AI?”, ale „co zrobimy my?”
Obawy dotyczące rozwoju sztucznej inteligencji często koncentrują się na tym, co zrobi technologia, gdy będzie jeszcze bardziej zaawansowana. Prof. Ostrowicki proponuje odwrócić tę perspektywę. AI nie rozwija się w społecznej próżni: otrzymuje zadania, narzędzia i cele od ludzi, a jednocześnie zaczyna wpływać na to, jak sami pracujemy, uczymy się i organizujemy życie.
Dlatego przyszłość sztucznej inteligencji jest zarazem pytaniem o przyszłość człowieka. Nie tylko o to, jak zabezpieczyć się przed możliwymi zagrożeniami, ale również jak wykorzystać technologię, nie rezygnując z odpowiedzialności za własne decyzje.
Jeśli AI i roboty rzeczywiście uwolnią ludzi od dużej części codziennych obowiązków, problemem może okazać się coś, czego technologia sama za nas nie rozwiąże: odpowiedź na pytanie, co chcemy zrobić z odzyskanym czasem i jaką rolę chcemy dla siebie zachować.