Z pomysłem ograniczenia ruchu w centrum po raz kolejny wystąpił radny Zbigniew Szczerba. Przekonuje, że skoro podobne rozwiązania funkcjonują w innych europejskich kurortach, Zakopane też powinno spróbować. Po ostatnich wakacjach nie ma już sensu dłużej zwlekać - uważa Szczerba.
Kamery czytające tablice?
Najpierw należałoby wyznaczyć obszar objęty ograniczeniami. Mieszkańcy nadal mogliby poruszać się po nim samochodami. Turyści mieliby natomiast prawo wjechać, żeby w dniu przyjazdu dotrzeć do hotelu lub pensjonatu, a później – żeby wyjechać z miasta. Podczas pobytu samochód miałby zostać na parkingu przy miejscu noclegu.
Musimy mieć w mieście sieć kamer monitoringowych, które będą czytały tablice rejestracyjne
- mówi Zbigniew Szczerba.
Według propozycji radnego uprawnienie do wjazdu miałoby być powiązane z Kartą Turysty.
I właśnie sposób kontroli może być jednym z problemów. Kierowca busa pracujący w Zakopanem zwraca uwagę, że trzeba byłoby rozstrzygnąć między innymi, jak weryfikować kierowców deklarujących, że jadą do hotelu. Osobną kwestią jest ruch tranzytowy. Przez Zakopane przejeżdżają na przykład osoby jadące z Poronina w kierunku Doliny Chochołowskiej.
– Pomysł sam w sobie i owszem, ale nie widzę tego technicznego rozwiązania w praktyce – ocenia kierowca.
Zakaz to za mało
Władze Zakopanego przyznają, że ograniczenie liczby samochodów w centrum jest potrzebne. Wiceburmistrz Bartłomiej Bryjak zwraca uwagę, że w szczycie sezonu aut jest więcej, niż centrum miasta jest w stanie pomieścić. Sam zakaz wjazdu jednak nie wystarczy. Potrzebne byłyby duże parkingi na obrzeżach oraz komunikacja, która pozwoliłaby zostawić tam samochód i sprawnie dostać się do centrum. Autobusy musiałyby odjeżdżać nawet co 5, 10 minut.
– Gmina nie jest na to finansowo gotowa – przyznaje Bryjak.
Według szacunków wiceburmistrza stworzenie potrzebnej infrastruktury kosztowałoby setki milionów złotych, a późniejsze utrzymanie systemu – dziesiątki milionów złotych rocznie. Zakopane nie byłoby w stanie sfinansować go samodzielnie. Potrzebne byłoby wsparcie między innymi rządu lub samorządu województwa.
Pomysł pozostaje więc na razie koncepcją. Zanim mógłby zostać wprowadzony, miasto musiałoby odpowiedzieć nie tylko na pytanie, kto może wjechać do centrum, ale również zapewnić kierowcom realną możliwość pozostawienia samochodu poza nim.