Od kilku dni znowu dyskutujemy o ustawie zasadniczej. To oczywiście za sprawą powołanej przez prezydenta Nawrockiego Radzie Nowej Konstytucji. Nawet eksperci, którzy w pierwszej kolejności mówią o planie prezydenta na budowę własnego zaplecza politycznego i o skupieniu w Pałacu Prezydenckim władzy po prawej stronie sceny politycznej, mówią jednak o pewnych dysfunkcjach wpisanych w obecną ustawę zasadniczą, czego przykładem choćby spór o ambasadorów. Czy te dysfunkcje widać także z perspektywy samorządów?
- Nie widać na horyzoncie tak zwanego okienka konstytucyjnego, czyli możliwości zbudowania większości trzech piątych, która w duchu poczucia odpowiedzialności za państwo wzniosłaby się ponad podziały i te zmiany w konstytucji uchwaliła. W związku z tym tego typu plany są z góry skazane na porażkę. Niemniej jednak pozytywnym aspektem jest to, że w ogóle ktoś rozpoczął dyskusję o zmianach w konstytucji. Niedawno obchodziliśmy 235. rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 maja. Już wtedy zakładano, że co 25 lat będzie zbierał się Sejm Konstytucyjny i uchwalał zmiany w tej konstytucji. Zmiany są potrzebne. Niemniej jednak one wymagają minimum kultury politycznej i współpracy ponad podziałami. Tego na horyzoncie niestety nie widać.
Tarnów bezpośrednio odczuł prezydenckie weto w sprawie programu SAFE. Chodzi o Zakłady Mechaniczne, w których budowane są elementy systemu SAN. Stąd to pytanie o taką perspektywę samorządową. Do Rady Nowej Konstytucji przyjął zaproszenie, m.in. był prezydent Krakowa Jacek Majchrowski, który od razu zastrzegł, że jak ma być listkiem figowym, to od Rady odpadnie. Podkreślał też, że nie jest zwolennikiem systemu prezydenckiego. Pan też nie jest orędownikiem takiego systemu?
- Ja jestem zwolennikiem systemu kanclerskiego. Niemniej jednak, jak już mamy rozmawiać o samorządach, to analogicznie do Konstytucji 3 maja, która rewolucjonizowała pozycję mieszczaństwa w tamtym czasie, liczyłbym, że pojawią się też zapisy, które będą chroniły interesy miast w przyszłości. Choć my samorządowcy bardziej zainteresowani jesteśmy zmianami legislacyjnymi w ustawach i wpisaniem tam istotnych dla nas elementów. Konstytucja ma raczej charakter ogólny i mniej operacyjny z punktu widzenia samorządu.
Przejdźmy teraz na poziom samorządu, konkretnie Tarnowa. Sporym zainteresowaniem cieszy się w Tarnowie bilet na komunikację za 10 złotych miesięcznie. Od 1 maja te nowe zasady obowiązują. Czy na stałe z tego systemu zostają wykluczeni ci, którzy mieszkają poza Tarnowem, płacą podatki w Tarnowie, ale nie płacą jednocześnie za wywóz śmieci? Oni nie mogą liczyć na takie zniżki. Jaka to w ogóle może być liczba osób?
- Osoby, które mieszkają poza Tarnowem, dzisiaj najczęściej korzystają z oferty Kolei Małopolskich. Czekamy cały czas na propozycje i porozumienie z marszałkiem w kwestii biletu aglomeracyjnego, takiej swoistej Tarnowskiej Karty Aglomeracyjnej. Jesteśmy na dobrej drodze, natomiast z punktu widzenia miasta, jego mieszkańców, ja uważam, że komunikacja miejska jest jednym z najważniejszych zadań własnych. Stąd ta preferencja 10 zł za bilet miesięczny na wszystkie linie dla mieszkańców Tarnowa. To taki krok w kierunku poprawy również jakości powietrza, ekologii, przekonywania mieszkańców do korzystania nie z samochodów, a właśnie z autobusów. Kupiliśmy 20 nowych elektryków. Ta komunikacja jest dla nas priorytetem. Rok 2025 to pierwszy rok od wielu, wielu lat, w którym liczba pasażerów w MPK wzrosła, liczba wozokilometrów, czyli wydatków, jakie samorząd poświęca na komunikację, również wzrosła. Liczmy na to, że ten trend się utrzyma.
Co pokazują pierwsze dni nowego systemu? Ile do tego systemu związanego z finansowaniem komunikacji zbiorowej trzeba będzie dopłacić, skoro mieszkańcy będą płacić 10 zł?
- Mieszkańcy do tej pory płacili 60 zł, więc tutaj ten ubytek nie będzie aż tak duży. Chociaż zobaczymy. Ten rok jest tak naprawdę rokiem testowym, chcemy się policzyć. Za wszelkie niedogodności w pierwszym miesiącu z góry mieszkańców przepraszam, bo jest duże zainteresowanie zarówno zakupem biletów, jak i zwrotem dotychczas zakupionych biletów wielomiesięcznych. Będziemy ten system sprawdzać, zobaczymy ile osób realnie skorzysta z biletów miesięcznych. Chcemy się po prostu policzyć. Natomiast kwestia dopłacania do komunikacji to jest kwestia wtórna. To jest mimo wszystko zadanie własne gminy. Chcąc ten priorytet na komunikację miejską pokazywać, zdecydowaliśmy się nad tego typu taryfę i będziemy wszystkich przekonywać do zakładania karty miejskiej, a w przyszłości aplikacji.
Gdyby się okazało, że umiarkowane jest zainteresowanie i wpływy są mniejsze, niż oczekiwano, bierze pan pod uwagę wycofanie się z tego, z całego systemu?
- Nie o pieniądze tu chodzi. To jest nasz koszt, nasze zadanie własne. Mieszkańcy tego typu preferencje będą posiadali. Tutaj nie mamy zamiaru zmieniać obranego kierunku, wręcz w przyszłości go jeszcze poszerzać.
Dzisiaj mijają dwa lata od zaprzysiężenia pana na prezydenta Tarnowa. Pan pewnie chciałby o sukcesach opowiadać, ale ja zapytam o porażki. Co nazwałby pan swoją największą porażką? Sprawę niedoszłej spalarni odpadów, czy może niedoszłą mediatekę? Miasto wyłożyło 900 tysięcy na projekt i nie dostało dofinansowania z programu Feniks.
- Jeżeli chodzi o spalarnię, to wszystko cały czas jest w grze. Sprawa tutaj jest, MPEC tarnowski jest po przetargu, więc myślę, że tutaj spokojnie sobie z tym tematem poradzimy. Ja bym się nie skupiał na porażkach, bo to są tak naprawdę zadania do wykonania. Z perspektywy dwóch lat mówimy o rzeczach, które nadal są w sferze planów. Ja bym tutaj widział, jak już jesteśmy przy śmieciach, że powinniśmy bardziej integrować się z okolicznymi gminami i Tarnów powinien przejąć wiodącą rolę jako lider aglomeracji w zakresie gospodarki komunalnej. Nie jesteśmy w stanie konkurować z Kolejami Małopolskimi, chociażby ze względu na rozwiązania ustawowe, które są w kraju. Te dopłaty do wozokilometra, z których znowu my miasta jesteśmy pozbawieni, powodują, że pomimo że naturalnie powinniśmy być liderem aglomeracji, jeżeli chodzi o komunikację, to dzisiaj to zadanie realizuje marszałek i jego Koleje Małopolskie. To są dwa tematy, które myślę, że w przyszłości należałoby nieco inaczej rozwiązać, ale warto podkreślić to, co się udało i to odbicie, do którego w Tarnowie doszło. Coraz więcej inwestycji mieszkaniowych, coraz więcej pozwoleń na budowę, które wydajemy zarówno przedsiębiorcom, jak i firmom budującym nowe mieszkania. Nowe mieszkania komunalne, nowe mieszkania TBS. Natomiast jak już pan faktycznie chciałby zapytać to, co spędza mi sen z powiek dzisiaj, no to kamienica Rynek 6 - spalona, którą znowu udało się wykupić, mimo że w poprzedniej kadencji był z tym duży problem.
Jesteśmy jej właścicielem. Teraz kwestia jest poszukiwania środków na odbudowę tej kamienicy.
Wrócę jeszcze do tych dwóch inwestycji, od których zacząłem. Co to znaczy, że Tarnów nadal jest w grze w sprawie spalarni? Co się może wydarzyć? Co pan planuje w ciągu tych następnych trzech lat prezydentury?
- Przetarg jest rozstrzygnięty. MPEC czeka z kolei na orzeczenie Krajowej Izby Odwoławczej. Jeżeli to będzie dla potencjalnego zwycięzcy pozytywne, nic nie stoi na przeszkodzie, aby podpisać umowę i w ciągu trzech lat Tarnów będzie miał spalarnię odpadów. Na to czekamy.
Z Mediateką koniec już dyskusji?
- To kolejny przykład na to, że mamy projekt, mamy miejsce, poszukujemy dofinansowania. Nie udało się w Feniksie. Jestem przekonany, że będą kolejne programy, z których będziemy mogli pozyskać mniej więcej 60 milionów złotych na budowę prawdziwego gmachu biblioteki, bo Tarnów i Tarnowianie na to zasługują.
Czyli to samo miejsce, ten sam projekt, tylko kwestia innych źródeł finansowania zewnętrznego?
- Dokładnie tak. Liczę na to, że w przyszłej perspektywie unijnej nasz region, nasz powiat, nasze miasto będzie włączone w program operacyjny Polska Wschodnia, bo ze wszystkich wskaźników rozwoju ekonomicznego my tam pasujemy i powinniśmy takie dedykowane środki otrzymać.
Na koniec pytanie o Azoty. Namówił pan prezesa Azotów, by zadeklarował, że zarząd pozostanie w Tarnowie. Tymczasem słyszymy, że część kluczowych departamentów i funkcji jednak zostanie przeniesionych do Warszawy. Co zostanie w Tarnowie?
- Siedziba spółki, siedziba firmy, siedziba zarządu jest i znajduje się w Tarnowie, ponieważ Tarnów jest właścicielem pozostałych spółek wchodzących w skład Grupy Azoty, czyli Polic, Kędzierzyna czy Puław. To zostało zagwarantowane na etapie syntezy wielkiej chemii. Nie jest tajemnicą, że operacyjnie dyrektorzy departamentów, prezesi, wiceprezesi muszą działać w zasadzie w całej Polsce, bo to jest ponad 50 spółek wchodzących w skład Grupy. W związku z tym dla nas z perspektywy miasta i mieszkańców liczy się bardziej to, ile inwestycji planowanych będzie w przyszłości na terenie Tarnowa i ile nowych miejsc pracy z tego tytułu powstanie. Do tego przede wszystkim będę namawiał pana prezesa, aby w ten zakład w Tarnowie inwestować, restrukturyzować, poprawiać jego efektywność tak, żeby był perełką czy wisienką na torcie.