Proboszcz odwołany, parafianie protestują. „Błędy były po każdej stronie”
Sprawa ks. Józefa Zborka od wielu tygodni budzi emocje w Grojcu koło Oświęcimia. Wierni stanęli w obronie swojego proboszcza, którego przez lata postrzegali jako zaangażowanego duszpasterza, otwartego na ludzi i pomagającego potrzebującym.
Sam duchowny, choć ostatecznie opuścił parafię, zakwestionował sposób, w jaki potraktowały go władze kościelne. Stwierdził, że zasadę domniemania niewinności zastąpiono w jego przypadku domniemaniem popełnienia przestępstwa.
Jak jednak ocenia ks. dr Jacek Prusak, jezuita i psycholog, konflikt jest znacznie bardziej złożony, niż mogłoby wynikać z podziału na skrzywdzonego proboszcza i bezwzględną kurię.
– Myślę, że błędy były po każdej stronie, bo to jest złożony problem.
Zdaniem eksperta o nieprawidłowościach i narastającym sporze od dawna wiedzieli zarówno sam proboszcz, jak i kuria oraz przynajmniej część przedstawicieli parafian.
Problemem okazał się przede wszystkim brak przejrzystej komunikacji.
– Nie było płynnej komunikacji pomiędzy tymi trzema podmiotami, czyli kurią, proboszczem i wiernymi, których w tym wypadku reprezentuje rada parafialna – wskazuje ks. Prusak.
W efekcie każda ze stron dysponowała częścią informacji, ale nie udało się ich odpowiednio wcześnie wyjaśnić. Narastające napięcie przerodziło się w otwarty konflikt.
Zniszczona księga intencji i msze binowane. O co chodzi w zarzutach?
Jednym z najważniejszych wątków sprawy są zarzuty dotyczące rozliczania intencji mszalnych oraz zniszczenia księgi, w której je zapisywano.
Chodzi między innymi o tak zwane msze binowane i trynowane, czyli odprawianie przez jednego kapłana odpowiednio dwóch lub trzech mszy świętych w ciągu dnia.
Ks. Prusak tłumaczy, że przepisy kościelne określają zasady takiej praktyki, a odprawianie mszy nie może być traktowane jak usługa wykonywana na zamówienie.
– Msza święta to nie jest usługa, to nie jest sposób zarabiania na życie przez księdza.
Według jezuity wieloletnia praktyka przyjmowania i realizowania intencji w parafii była problematyczna z punktu widzenia zasad liturgicznych.
Jeszcze poważniejszą kwestią miało być zniszczenie księgi intencji mszalnych, która pozwalała sprawdzić, ile mszy odprawiono, w jakich intencjach i jak rozliczano związane z nimi ofiary.
Ks. Prusak ocenia, że świadome pozbycie się takiej dokumentacji stanowiło poważne naruszenie prawa kościelnego.
– Żaden ksiądz, żaden proboszcz nie może czegoś takiego zrobić.
Jak podkreśla rozmówca Radia Kraków, brak dokumentów utrudnia dziś obiektywne wyjaśnienie wszystkich okoliczności sprawy, również tych, które mogłyby przemawiać na korzyść byłego proboszcza.
To jednak ocena ks. Prusaka. Sam ks. Józef Zborek kwestionuje stawiane mu zarzuty i sposób prowadzenia sprawy przez władze kościelne.
„Nie może być Robin Hoodem w sutannie”. Czy dobre intencje usprawiedliwiają naruszenie zasad?
W obronie ks. Zborka parafianie wskazywali na jego wieloletnią działalność charytatywną i duszpasterską. Duchowny wspierał między innymi lokalne placówki, przekazując im darowizny.
Jego zaangażowanie zostało również docenione przez władze Oświęcimia.
Czy zatem dobro, które czynił, powinno wpłynąć na ocenę nieprawidłowości, jakich miał się dopuścić?
Ks. Prusak przyznaje, że nie ma powodów, by podważać dobre intencje byłego proboszcza. Zaznacza jednak, że nawet działalność podejmowana z myślą o innych nie zwalnia duchownego z obowiązku przestrzegania prawa kanonicznego.
– Nie neguję tego, że on to robił z potrzeby serca, że z dobrą intencją, że chciał ludziom pomóc. No tylko że on wiedział, że nie może być Robin Hoodem w sutannie.
Zdaniem jezuity nie można sprowadzać sprawy do prostego wyboru między dobrym człowiekiem a kościelnymi przepisami.
Dobroczynność i popularność wśród wiernych nie oznaczają, że nieprawidłowości nie powinny zostać wyjaśnione.
Z drugiej strony, jak podkreśla ekspert, nie należy przekreślać całej działalności duszpasterskiej ks. Zborka z powodu stawianych mu zarzutów.
Kuria też popełniła błędy. „Nie mogą to być rozwiązania siłowe”
Ks. Jacek Prusak krytycznie ocenia nie tylko postępowanie byłego proboszcza, ale również sposób, w jaki władze kościelne komunikowały swoją decyzję.
Jego zdaniem kuria nie uwzględniła w wystarczającym stopniu emocji parafian i ich silnej więzi z duchownym.
Samo ogłoszenie dekretu o odwołaniu proboszcza nie mogło wystarczyć do uspokojenia sytuacji.
– Nie mogą to być rozwiązania siłowe. One muszą być tłumaczone.
Jezuita zwraca uwagę, że w tak poważnych konfliktach konieczna jest przemyślana interwencja kryzysowa.
Nie wystarczy przyjazd przedstawiciela kurii czy nawet samego biskupa. Potrzebne są rozmowy, wyjaśnienie powodów decyzji oraz wysłuchanie obaw wiernych.
Ekspert przypomina również o trudnej historii parafii w Grojcu, która w przeszłości doświadczyła tragicznych wydarzeń związanych ze śmiercią dwóch proboszczów.
W jego ocenie takie doświadczenia mogły dodatkowo wpłynąć na emocjonalną reakcję wspólnoty.
Parafianie kontra biskup. Kto ma prawo decydować o parafii?
Spór w Grojcu postawił również pytanie o granice posłuszeństwa wobec władz kościelnych.
Wierni otwarcie sprzeciwiali się odwołaniu proboszcza, opowiadając się po stronie kapłana, którego znali i cenili.
Ks. Prusak wyjaśnia, że granicą posłuszeństwa w Kościele jest sumienie i sytuacja, w której ktoś byłby zmuszany do grzechu. Zaznacza jednak, że konflikt w Grojcu nie dotyczy takiego przypadku.
Zdaniem jezuity problemem było raczej niewystarczające włączenie parafian w proces wyjaśniania sytuacji.
– Parafia to nie jest po prostu własność biskupa, to nie jest własność kurii, tak samo jak to nie jest własność samych parafian.
Jak podkreśla ekspert, wszystkie strony powinny mieć możliwość przedstawienia swojego stanowiska.
Wskazuje przy tym na proces synodalny rozpoczęty w archidiecezji krakowskiej za sprawą kardynała Grzegorza Rysia, którego istotą jest większy udział wiernych w życiu Kościoła.
Nie oznacza to podważania uprawnień biskupa.
– Oczywiście zawsze biskup ma ostatnie słowo. Ale to jego ostatnie słowo, jeśli jest poprzedzone konsultacjami, jeśli jest poprzedzone wysłuchaniem wszystkich stron, nawet jak będzie trudne, będzie mniej kontestowane.
Rada parafialna nie pomogła rozwiązać konfliktu?
Osobny problem stanowiła, zdaniem ks. Prusaka, postawa rady parafialnej.
Jezuita ocenia, że jej przedstawiciele, choć znali część okoliczności sprawy, nie odegrali wystarczająco aktywnej roli w łagodzeniu napięcia.
Z jednej strony nie chcieli zaszkodzić proboszczowi, z drugiej nie doprowadzili do wyjaśnienia sytuacji.
Ekspert podkreśla, że przy tak silnych emocjach nie wystarczy opowiedzieć się po jednej ze stron.
Potrzebny jest dialog, w którym uczestniczą zarówno władze kościelne, jak i duchowny oraz przedstawiciele parafian.
– To nie może być tak: kuria i reszta świata albo to tylko nasz proboszcz, więc tylko my mamy coś do powiedzenia. Tu musi być właśnie ten okrągły stół.
Czy konflikt w Grojcu powinien być lekcją dla całego Kościoła?
Zdaniem ks. Jacka Prusaka sprawa ks. Józefa Zborka pokazuje, jak łatwo konflikt dotyczący konkretnych nieprawidłowości może przerodzić się w głęboki kryzys zaufania.
Nie chodzi wyłącznie o rozliczanie intencji mszalnych czy decyzję o odwołaniu proboszcza, ale także o sposób traktowania wiernych i komunikowania trudnych decyzji.
Ekspert nie uważa, by konieczne było tworzenie nowych zasad dotyczących intencji mszalnych. Jak zaznacza, odpowiednie przepisy już istnieją i należy ich przestrzegać.
Potrzebna jest natomiast zmiana podejścia do sytuacji kryzysowych.
Kościół powinien nie tylko egzekwować obowiązujące zasady, ale także umieć wyjaśniać swoje decyzje i prowadzić rozmowę z tymi, których one bezpośrednio dotyczą.
Ks. Prusak zwraca uwagę, że były proboszcz z Grojca zbliża się do wieku emerytalnego. W jego ocenie zakończenie posługi mogło odbyć się w inny sposób, gdyby wszystkie strony podjęły odpowiednio wcześnie próbę porozumienia.