Rynek Główny w Krakowie. fot. Emilia Wietecha
Porozmawiajmy o tym, co może i co powinno się zmienić w zarządzaniu krakowskimi instytucjami, w tym instytucjami kultury. Mamy nowego prezydenta, na razie prezydenta elekta. I niemal natychmiast pojawił się konflikt. Pełniący jeszcze obowiązki prezydenta Krakowa Stanisław Kracik zapowiedział wczoraj, że budowanym, niemal ukończonym Centrum Muzyki będzie bezpośrednio zarządzać Sinfonietta Cracovia, a nie Agencja Rozwoju Miasta Krakowa, jak zdecydowano jeszcze za Jacka Majchrowskiego. Na to Łukasz Gibała, prezydent elekt, odpowiedział: „Hola, hola, nie tak od razu. To ja jestem nowym prezydentem i ja tutaj będę decydować”.
Dr Karol Wałachowski: W tej kwestii ważne wydają mi się dwa tematy. Po pierwsze, podejmowanie tak istotnych, kierunkowych decyzji dla miasta, jak ta dotycząca zarządzania Centrum Muzyki, powinno raczej należeć do prezydenta, który właśnie został wybrany. Stanisław Kracik jest dzisiaj pełniącym obowiązki prezydenta. Powinien więc przede wszystkim skupić się na administrowaniu miastem i zapewnieniu ciągłości jego funkcjonowania, a nie na podejmowaniu ważnych strategicznych decyzji. Tym bardziej że sprawa nie jest na tyle pilna, żeby nie mogła poczekać tygodnia czy dwóch. Centrum Muzyki wciąż jest przecież w budowie.
Drugi temat jest merytoryczny i dotyczy sporu, który trwa już chyba od kilku lat, czyli tego, kto powinien prowadzić Centrum Muzyki. Agencja Rozwoju Miasta Krakowa, która wcześniej miała zarządzać tym obiektem, nie wydaje się spółką działającą szczególnie efektywnie.
Pozwolę sobie zacytować wczorajszą wypowiedź Stanisława Kracika, pełniącego obowiązki prezydenta Krakowa, dla Radia Kraków. „Nie wiem, z jakiego powodu Agencja miałaby się zajmować administrowaniem kolejnego obiektu. Zajmuje się już ICE, zajmuje się też Wesołą. Jak to robi, sami państwo wiecie”. No to jak to robi?
Sam Stanisław Kracik krytykuje działalność tej instytucji. Wesoła została przejęta przez miasto prawie dziesięć lat temu, a do tej pory zbyt wiele się tam nie wydarzyło.
Plany były wielkie.
Tymczasem jednym z najważniejszych zadań Agencji Rozwoju Miasta miało być doprowadzenie do tego, żeby te obiekty były wykorzystywane, a ich funkcjonowanie spinało się finansowo. Nie spina się jednak od dziesięciu lat, więc wielkich sukcesów tutaj nie ma.
Podobnie kontrowersje dotyczą zarządzania ICE, organizowanych tam wydarzeń i związanych z nimi finansów.
Wydaje się więc, że Agencja Rozwoju Miasta nie powinna otrzymywać kolejnych zadań, jeżeli nie radzi sobie z dotychczasowymi. Osobną kwestią są oczywiście osoby zarządzające Agencją Rozwoju Miasta, bo to również budzi sporo kontrowersji.
Jeśli chodzi o ICE, to jeszcze większe kontrowersje były, zanim zarządzanie obiektem przejęła Agencja. Wcześniej była spółka Kraków 5020, słynna telewizja, druga już miejska, studio telewizyjne wyposażone za ogromne miliony złotych i wielka afera. To wszystko jeszcze za prezydenta Jacka Majchrowskiego. Teraz chyba mimo wszystko kontrowersji związanych z ICE jest mniej.
Zawsze pojawia się pytanie o to, jakie wydarzenia powinno współfinansować miasto. Jednym z instrumentów wykorzystywanych przez Agencję Rozwoju Miasta jest zmniejszanie kosztów organizacji różnych wydarzeń. To pewnie wymagałoby szczegółowego raportu, ale kiedy zajmowałem się tym tematem około dwóch lat temu, pamiętam, że miasto współfinansowało różne wydarzenia komercyjne.
Nie widziałem wtedy większego powodu, dla którego Kraków miałby na przykład finansować ogólnopolskie spotkania lekarzy czy różnego rodzaju konferencje. Podobnie jest z samym zarządzaniem. Wiem, że pojawiały się kontrowersje dotyczące firm cateringowych pracujących w ICE. Organizatorzy nie mogli wybierać dowolnych firm, lecz sugerowano im określone podmioty. Tych różnych nieprawidłowości czy kontrowersji było więc sporo.
Wydaje się, że Agencja Rozwoju Miasta jest kolejnym przykładem tego, że krakowska kultura nie ma ostatnio szczęścia do osób zarządzających. Bardzo ważnym zadaniem nowego prezydenta będzie więc zaprowadzenie w tym obszarze porządku. Istotne będą również decyzje personalne.
MOCAK, miejskie teatry i KBF. Czy Kraków dobrze wydaje pieniądze na kulturę?
Jeśli chodzi o kulturę, to zdecydowanie najgłośniejsze były dwie sprawy w MOCAK-u. Najpierw odwołano Marię Annę Potocką, później Adama Budaka, ale sąd go przywrócił. Teraz właściwie nie wiadomo, co dalej. Trwa konkurs na dyrektora MOCAK-u. Adam Budak, w którego sprawie sąd drugiej instancji uznał, że nie powinien był zostać odwołany, twierdzi, że to on jest dyrektorem, chce nim pozostać i nie zamierza startować w żadnym konkursie. Rzeczywiście mamy tutaj ogromny chaos.
MOCAK może być pod tym względem symbolem. Pamiętamy wszystkie wcześniejsze zawirowania związane z dyrektor Marią Anną Potocką, wieloletnią umowę i swego rodzaju zablokowanie możliwości zmian na tym stanowisku przez prezydenta Jacka Majchrowskiego.
Wydaje się, że jest to symptomatyczne dla wielu instytucji kultury. Brakuje świeżej krwi, a te same osoby cały czas pojawiają się w różnych miejscach. Historia kolejnego dyrektora dotyczy moim zdaniem w dużej mierze także standardów zarządzania. Dwa główne zarzuty, które się wobec niego pojawiały, dotyczyły po pierwsze nieprzestrzegania reguł finansowych. W zeszłym roku budżet MOCAK-u się nie zamknął. Zabrakło kilkuset tysięcy złotych. Jeżeli jest to jednostka miejska, powinna obowiązywać ją dyscyplina finansów publicznych.
Po drugie, bardzo ważna jest kwestia standardów pracowniczych. Jeżeli kilkadziesiąt osób podpisuje wniosek o odwołanie dyrektora z powodu zarzucanych mu różnych nadużyć wobec pracowników, powinno to budzić poważne zastrzeżenia. Miasto powinno być wzorowym pracodawcą, który nie pozwala na takie sytuacje. To będzie kolejne duże wyzwanie dla nowego prezydenta.
Czy pana zdaniem miasto powinno być pracodawcą dla aż tak wielu instytucji kultury? Samych miejskich teatrów mamy w Krakowie siedem, a jeśli doliczyć balet Cracovia Danza, to można powiedzieć, że osiem. Nie chodzi tylko o Bagatelę czy Teatr Ludowy, ale też o Teatr KTO, Teatr Variété czy Scenę STU. Czy potrzebujemy aż tylu miejskich teatrów?
Wydaje mi się, że kultura jest siłą Krakowa. Mamy wiele dowodów na to, że inne miasta zazdroszczą nam tak bogatej oferty kulturalnej. Traktowałbym ją więc jako zasób miasta.
Pytanie powinno raczej dotyczyć tego, co robimy z pieniędzmi przeznaczanymi na kulturę i jak efektywnie są one wydawane. Jeżeli porównamy Kraków z innymi miastami, to nasze wydatki na kulturę w przeliczeniu na mieszkańca są znacznie większe. Bodajże w zeszłym roku były mniej więcej dwa razy wyższe niż we Wrocławiu czy Poznaniu. Należałoby więc przede wszystkim przyjrzeć się celowości tych wydatków.
W mojej ocenie małe teatry nie są obszarem, w którym należałoby przeprowadzać duże zmiany. Skupiłbym się raczej na dużych instytucjach.
Czyli?
Przede wszystkim Krakowskie Biuro Festiwalowe, które w dużej mierze finansowane jest przez miasto. KBF kosztuje nas, o ile pamiętam, ponad 30 milionów złotych rocznie. Nowy prezydent powinien postawić sobie pytanie, po co właściwie ta instytucja ma istnieć i jaki powinien być cel jej działalności. Dzisiaj KBF organizuje bardzo wiele wydarzeń. Cała struktura jest rozbudowana, pracuje tam dużo osób i rzeczywiście powstaje wiele przedsięwzięć.
Ale czy te wszystkie wydarzenia są uzasadnione z punktu widzenia celowości wydatków? To jest pytanie, które należy postawić nowemu prezydentowi.
Audyt miejskich spółek w Krakowie. „Te szuflady powinny być otwarte”
Zapytam jeszcze szerzej o miejskie spółki, już nie tylko związane z kulturą. Czy nowy prezydent powinien przeprowadzić w nich rewolucję? Niektórzy zapowiadali, że taka rewolucja nas czeka.
Na pewno pojawia się temat audytu. Po 22 latach rządów Jacka Majchrowskiego i dwóch latach Aleksandra Miszalskiego przeprowadzenie rzeczywiście niezależnego audytu wydaje się bardzo sensowne. Opinia publiczna powinna poznać sposób funkcjonowania tych instytucji. Te szuflady powinny być otwarte.
Możemy porównać Kraków z innymi miastami. Mamy wiele przykładów spółek miejskich czy ich rad nadzorczych, które są bardzo rozbudowane i zatrudniają wiele osób. Kiedyś przyglądałem się spółkom wodociągowym w różnych miastach. Kraków był pod tym względem liderem. Sześcioosobowy zarząd nie występował w żadnym innym analizowanym przeze mnie mieście. Warto więc przyjrzeć się tym strukturom, a także osobom, które w nich pracują.
Nie ulega wątpliwości, że w ostatnich latach w Krakowie pojawiał się temat „epidemii kolesiostwa”. Również w innych miastach spółki miejskie bywają traktowane jako polityczny łup, czyli miejsca pracy dla partyjnych nominatów. Dużym wyzwaniem dla nowego prezydenta będzie sprawdzenie, jak te osoby wykonują swoje obowiązki.
Chodzi o to, żeby ludzie, którzy nie mają odpowiednich kompetencji i znaleźli się na stanowiskach wyłącznie z politycznego nadania, zostali zastąpieni osobami, które rzeczywiście znają się na swojej pracy.
Tylko jak ocenić, kto nie ma odpowiednich kompetencji, a kto jest zatrudniony z politycznego nadania?
Po to właśnie potrzebny jest audyt i analiza działalności spółek. Myślę też, że bardzo wiele będą mogli powiedzieć sami pracownicy. Osoby zatrudnione w tych instytucjach potrafią ocenić, czy ktoś rzeczywiście przyszedł tam pracować, czy wyłącznie pobierać pensję. To będzie na pewno duże wyzwanie.
Zwróciłbym również uwagę na sam proces polityczny. W ostatnich tygodniach słyszeliśmy na przykład o powstawaniu nowych związków zawodowych. Docierają też różne głosy ze spółek miejskich. To może być problem, ponieważ osoby, które dzisiaj nimi zarządzają i wywodzą się z poprzedniej ekipy władzy, mogą w pewien sposób utrudniać nowemu prezydentowi podejmowanie decyzji.
Dlatego potrzebne jest szybkie odcięcie się od dotychczasowych praktyk. Mam na myśli przede wszystkim szybki audyt i usunięcie osób zatrudnionych wyłącznie z politycznego nadania. To będzie jedno z większych wyzwań.
Zaraz po pierwszej turze wyborów, kiedy Łukasz Gibała przygotowywał się już do drugiej tury i de facto do przejęcia władzy w Krakowie, rozmawiałem z nim o tej „epidemii kolesiostwa”. Zapytałem go o konkretne przypadki i był w stanie wymienić właściwie dwa nazwiska, te same, które nieustannie pojawiały się w dyskusji. Pytanie więc, jak duża jest rzeczywiście skala zatrudniania w Krakowie według klucza partyjnego?
Wydaje mi się, że bez wejścia do środka i bez nieoficjalnej wiedzy trudno jest to stwierdzić. Mogę natomiast odnieść się do sytuacji całego miasta, ponieważ ostatnio przyglądałem się finansom Krakowa i napisałem na ten temat obszerny tekst.
Dzisiaj Kraków jest jedynym spośród dużych miast, które ma deficyt operacyjny. Jesteśmy jedynym dużym miastem z tak fatalną sytuacją finansową. Zadłużenie Krakowa będzie dla nas poważnym problemem. Użyłem nawet takiej metafory, że jeśli nic się nie wydarzy, czeka nas budżetowy armagedon.
Ten problem finansowy skądś przecież narasta. Przerost zatrudnienia czy zatrudnianie niewłaściwych osób może być jedną z jego przyczyn. Na pewno opinia publiczna będzie uważnie przyglądać się działaniom nowego prezydenta. W kolejnych tygodniach dowiemy się więcej.