Zdrowsze obiady i mniej smażenia
Jednym z najbardziej zauważalnych elementów nowych zasad żywienia w placówkach oświatowych jest ograniczenie częstotliwości podawania potraw smażonych. To dobry kierunek zarówno ze względu na zdrowie dzieci, jak i kształtowanie ich nawyków żywieniowych. Częste spożywanie smażonych potraw może wiązać się z większą podażą energii, a obróbka termiczna w wysokiej temperaturze sprzyja powstawaniu związków niekorzystnych dla zdrowia. Istotnym problemem pozostaje także nadwaga i otyłość wśród dzieci i młodzieży. Warto uczyć najmłodszych, że smażone dania nie powinny dominować w codziennym jadłospisie. Nowe zasady stwarzają również okazję do poszerzenia szkolnego menu o produkty, które w tradycyjnej polskiej kuchni nie zawsze odgrywają znaczącą rolę.
Promowanie roślin strączkowych jest jak najbardziej na plus, ponieważ w kuchni Polaków te produkty pojawiają się bardzo rzadko – mówi Maciej Wielgosz.
Soczewica, ciecierzyca, różne rodzaje fasoli i grochu mogą być wartościowym elementem posiłków, a ich wykorzystanie nie musi oznaczać kulinarnej rewolucji. Można dodawać je do zup, przygotowywać z nich pasty lub wykorzystywać w daniach jednogarnkowych. Ważne jest również to, aby zdrowe jedzenie nie kojarzyło się dzieciom z przymusem i rezygnacją ze smaku. Odpowiednio przygotowane dania roślinne mogą stać się naturalnym elementem szkolnego jadłospisu.
Obiad nie musi oznaczać mięsa
Przez lata w wielu polskich domach za pełnowartościowy obiad uznawano przede wszystkim ten, w którym na talerzu pojawiało się mięso. Nowe zasady żywienia dają większą przestrzeń dla innych źródeł białka. Mogą to być między innymi produkty mleczne, ryby oraz nasiona roślin strączkowych. W przypadku całodziennego wyżywienia produkty mleczne powinny pojawiać się co najmniej dwa razy. Szczególnie istotna jest możliwość zapewnienia alternatywy bezmięsnej dzieciom, które nie jedzą mięsa lub ryb. Wcześniej takie sytuacje mogły prowadzić do tego, że dziecko otrzymywało posiłek ograniczony na przykład do ziemniaków i surówki. Teraz placówka powinna zadbać o odpowiednią alternatywę.
Szkoła czy przedszkole musi podać alternatywę bezmięsną i myślę, że jest to duża zmiana dla dzieciaków, które są na diecie wegetariańskiej – dodaje Maciej Wielgosz.
Jedzenie w koszu i mało czasu na obiad
Zdrowe i przyjazne środowisku żywienie to nie tylko kwestia tego, co trafia na talerz. Równie ważne jest to, ile jedzenia ostatecznie zostaje zjedzone. Należy zwrócić uwagę na skalę marnowania żywności w szkolnych stołówkach.
Na stołówkach marnuje się ok. 50% żywności. Te dane są zatrważające. Produkujemy żywność, a ona ląduje w koszu – mówi Maria Huma.
Wśród przyczyn jest nadprodukcja, zbyt duże porcje, nieuwzględnianie frekwencji uczniów oraz niedostateczne branie pod uwagę ich preferencji żywieniowych. Rozwiązania nie muszą być skomplikowane. Jednym z nich jest umożliwienie dzieciom samodzielnego nakładania jedzenia i dokładania sobie kolejnej porcji, jeśli nadal są głodne. Osobną kwestia jest to, że nawet najlepiej zaplanowany jadłospis nie spełni swojej funkcji, jeśli uczniowie nie będą mieli czasu, by spokojnie zjeść posiłek. Zdarza się, że dzieci muszą najpierw odstać swoje w kolejce, a później zjeść w pośpiechu, zanim zabrzmi dzwonek na kolejną lekcję. Bywa nawet tak, że przerwa kończy się, zanim uczeń zdąży dotrzeć do okienka. Ważne jest również stworzenie warunków do jedzenia na siedząco, przy stole lub ławce, zamiast w pośpiechu na korytarzu. Powolne jedzenie i dokładne przeżuwanie ułatwiają trawienie. Połykanie dużych kęsów i jedzenie w pośpiechu mogą przyczyniać się do dolegliwości żołądkowo-jelitowych i gorszego samopoczucia po posiłku.
W ramach działań realizowanych przez Fundację Kupuj Odpowiedzialnie w krakowskich szkołach powstały między innymi jadłodzielnie i ogródki warzywne. Uczniowie sprawdzali też, ile żywności marnuje się na stołówkach, a następnie wspólnie z nauczycielami podejmowali działania, które miały pomóc rozwiązać ten problem. Takie inicjatywy pokazują, że żywność ma wartość, jej produkcja wymaga pracy i zasobów, a każdy może mieć wpływ na to, ile jedzenia się marnuje.