Ukraińscy ratownicy pracują na miejscu rosyjskiego ataku na budynek mieszkalny w Charkowie, w północno-wschodniej Ukrainie, późnym wieczorem 12 października 2026 roku (zdjęcie udostępniono 13 października 2026 roku). Według Państwowej Służby ds. Sytuacji Nadzwyczajnych Ukrainy w rosyjskim ataku na dzielnicę mieszkalną Charkowa zginęły co najmniej trzy osoby, a 15 zostało rannych. Fot. EPA/SERGEY KOZLOV/PAP/EPA
Rosja nasila ataki na Ukrainę. Prof. Kozerawski o polityce Trumpa
Za nami kolejna noc zmasowanych rosyjskich ataków na ukraińskie miasta. Czy nasilenie tych ataków może mieć związek z mniejszym zaangażowaniem wywiadowczym Zachodu, przede wszystkim Stanów Zjednoczonych, oraz z naftowym porozumieniem Trumpa z Putinem?
Prof. płk Dariusz Kozerawski: My tego nie wiemy. Studziłbym tutaj nastroje i przestrzegał wszystkich, którzy nie mają pełnej, potwierdzonej wiedzy w tej kwestii. Oczywiście możemy spekulować, ale w tych spekulacjach idziemy już bardzo daleko. Jest to opinia strony ukraińskiej, której nie jesteśmy w stanie zweryfikować.
Natomiast faktem, i to najważniejszym, jest to, że Federacja Rosyjska ciągle eskaluje swoje działania. Nie ustaje w atakach, a wręcz je intensyfikuje. Rosja realizuje strategię wyniszczenia, starając się wykorzystać okres jesienno-zimowy. Wiemy, że właśnie wtedy próbuje w znacznym stopniu niszczyć infrastrukturę energetyczną i krytyczną Ukrainy, aby mieszkańcom, szczególnie ludności cywilnej, coraz trudniej było przetrwać. Chodzi również o zmuszenie ludzi do masowej emigracji z atakowanych terenów.
Słyszymy, że Federacja Rosyjska zwraca się do dyplomatów w Kijowie, aby opuszczali stolicę Ukrainy, ponieważ ataki będą kontynuowane. Widzimy więc politykę i strategię eskalacji. Bez wsparcia finansowego Ukraina nie byłaby w stanie przez piąty już rok pełnoskalowej wojny trwać i opierać się globalnemu graczowi strategicznemu, jakim jest Federacja Rosyjska.
Chciałbym jednak dopytać o ten naftowy interes Stanów Zjednoczonych z Moskwą, bo to duża zmiana. Do niedawna Donald Trump krytykował państwa europejskie za to, że wciąż kupują gaz od Rosji. Teraz, kiedy sam znalazł się pod presją, będzie kupował od Rosji ropę naftową. Nawiasem mówiąc, w tak niewielkiej ilości, że jest to chyba bardziej symbol niż rzeczywiste zapotrzebowanie. Dlaczego to zrobił i jakie będą tego skutki?
Chciałbym, żeby jedna rzecz była jasna, bo w naszej przestrzeni publicznej pojawiają się różne opinie. Stanom Zjednoczonym nie brakuje diesla. To po pierwsze. Po drugie, Stany Zjednoczone eksportują olej napędowy do Azji, Europy i Ameryki Południowej, zarabiając na tym. Ich wydobycie jest tańsze, a paliwo sprzedają drożej i w dużych ilościach.
Dlaczego więc Donald Trump sprowadza te niewielkie ilości paliwa? Zgadzam się, że są one stosunkowo nieduże. Najpierw ma to być 300 tysięcy ton, sprowadzonych natychmiast, później w listopadzie 500 tysięcy ton. W dalszej perspektywie ma to być łącznie około 4,8 miliona ton diesla. Dlaczego tak się dzieje? Chodzi o politykę.
Galon, czyli około 3,8 litra oleju napędowego, przed rozpoczęciem wojny w Iranie kosztował w Stanach Zjednoczonych około 3,7 dolara. Dzisiaj to aż 6,3 dolara. Ten wzrost cen przekłada się nie tylko na codzienne życie obywateli Stanów Zjednoczonych, ale przede wszystkim na gospodarkę i ceny wszystkich produktów.
Główną przyczyną tego wzrostu była decyzja Donalda Trumpa, który zaangażował Stany Zjednoczone – podkreślam, w mojej ocenie – w nielegalną wojnę z Iranem. Zablokowanie cieśniny Ormuz, zniszczenia i ataki na infrastrukturę naftową w rejonie Zatoki Perskiej to przyczyny wzrostu cen paliw.
Dlatego Trump próbuje ratować swoją sytuację przed wyborami połówkowymi, które odbędą się 3 listopada? Z jednej strony chce wykorzystać szybkie dostawy paliwa, żeby wpłynąć na ceny rynkowe jeszcze przed wyborami. Z drugiej strony chodzi o cel polityczny wewnątrz Stanów Zjednoczonych: obniżenie cen, przekonanie wyborców o skuteczności własnej polityki i poprawę notowań Republikanów.
Ale istnieje jeszcze szerszy cel strategiczny, zewnętrzny, a chodzi o złamanie i zniesienie sankcji gospodarczych nałożonych przez Zachód na Rosję. To nic innego jak umożliwienie Federacji Rosyjskiej powrotu na światowe rynki.
Posłużę się jeszcze jednym przykładem. Władimir Putin i reprezentowana przez niego Rosja zostali zaproszeni na najbliższy szczyt G20, czyli grupy największych gospodarek świata. Szczyt ma odbyć się w Stanach Zjednoczonych. W mojej ocenie mamy do czynienia z próbą przełamania sankcji gospodarczych i działaniami na niekorzyść Zachodu, NATO, wschodniej flanki Sojuszu oraz Polski. Jednocześnie są to działania korzystne dla partykularnych interesów politycznych Donalda Trumpa oraz bardzo korzystne dla Federacji Rosyjskiej, zarówno w wymiarze międzynarodowym, jak i gospodarczym.
Czy zagrożenie dla Polski rośnie? „Rosja testuje granice NATO”
Wspomniał pan, że to nie jest korzystne dla Polski. Chciałbym zapytać o dyskusję polityczną, która toczy się od kilku, może kilkunastu dni, dotyczącą stopnia zagrożenia naszego kraju. Karol Nawrocki twierdzi, że premier Donald Tusk niepotrzebnie straszy społeczeństwo, bo zagrożenie rosyjskie dla Polski się nie zmienia, nie zwiększa w porównaniu z tym, co było wcześniej. Jak jest rzeczywiście? Czy zagrożenie jest takie samo jak rok, dwa czy trzy lata temu? A może jednak coś się zmieniło?
Myślę, że mamy w Polsce taki problem, że najważniejsze osoby w państwie bardziej kierują się interesami partyjnymi niż racją stanu czy interesem narodowym. Dlaczego tak twierdzę? Mamy do czynienia z ciągłym wzrostem eskalacji ze strony Federacji Rosyjskiej. Wystarczy spojrzeć na liczbę różnego rodzaju incydentów na terytorium Europy, również Polski.
Przywołam bardzo tragiczne przypadki z basenu Morza Czarnego, dotyczące statków zakotwiczonych u wybrzeży Bułgarii. Przypomnę, że jeden zatonął, drugi udało się uratować, ale zginęło tam już kilkadziesiąt osób. Te statki były atakowane przez Federację Rosyjską. Chcę to wyraźnie podkreślić.
Przy granicy Bułgarii, czyli państwa należącego do Unii Europejskiej i NATO.
Oczywiście. Dzieje się to przy samych granicach Sojuszu Północnoatlantyckiego, bo Bułgaria jest państwem sojuszniczym. Widzimy również, co dzieje się w Polsce. Były naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej przez drony. Mamy też różnego rodzaju sytuacje w państwach bałtyckich oraz akty dywersji i sabotażu, na przykład w rejonach lotnisk położonych już w głębi Europy Zachodniej.
Widzimy, że Rosja eskaluje swoje działania. Rosja testuje granice, sprawdzając, na ile może sobie pozwolić w działaniach hybrydowych wobec NATO.
Przykład porozumienia Trumpa z Putinem dotyczącego rosyjskiego paliwa, tego szybkiego, interwencyjnego zakupu, pokazuje również, dlaczego Rosjanie mogą postępować tak zuchwale. Jest to zakup interwencyjny przede wszystkim w sensie politycznym.
Rosjanie mają świadomość, że najważniejsze państwo sojusznicze, główny gracz strategiczny w NATO, czyli Stany Zjednoczone, prowadzi obecnie politykę przychylną interesom Federacji Rosyjskiej. Politykę korzystną zarówno dla interesów politycznych, jak i militarnych oraz gospodarczych Kremla.
Natomiast polscy politycy są teraz skoncentrowani przede wszystkim na przyszłorocznych wyborach parlamentarnych. Myślą bardziej w kategoriach interesu partyjnego niż interesu narodowego. Pamiętamy przecież, że jeszcze kilka tygodni temu wszyscy prześcigali się w tym, kto bardziej nie lubi Ukrainy i kto jest wobec niej bardziej ostry, bardziej pryncypialny. Mówię tutaj o wszystkich ośrodkach władzy.
A teraz od kilku tygodni obserwujemy wyścig o to, kogo bardziej lubią czy kochają Amerykanie.
Mieliśmy przecież kwestię spotkania z premierem Kosiniakiem-Kamyszem...
Tak, to są już tematy wielokrotnie omawiane. Chcę tylko pokazać, że partykularne interesy partyjne niestety w dużym stopniu kierują opiniami osób zajmujących najważniejsze stanowiska w państwie.
„Teoria zwycięstwa” NATO. Dlaczego prof. Kozerawski nie wierzy w jej realizację?
Jak do naszego bezpieczeństwa ma się „teoria zwycięstwa” NATO, przedstawiona w Warszawie przez naczelnego dowódcę sił sojuszniczych w Europie, generała Alexusa Grynkewicha. Zakłada ona, że jesteśmy gotowi, nie damy się zaskoczyć, a gdyby ktoś chciał nas zaatakować, zwyciężymy natychmiast, bez żadnego problemu. Czy rzeczywiście tak jest?
Nie mogę się zgodzić. To jest teoria zwycięstwa, nie strategia ani koncepcja, mocno oderwana od rzeczywistości. Dlaczego? To wystąpienie miało charakter informacyjno-PR-owy. Były to deklaracje dotyczące tego, co NATO zrobiłoby, gdyby Federacja Rosyjska się odważyła. Rosja jest przecież uznawana za główne zagrożenie dla europejskich państw NATO.
Nic nie było natomiast o deklaracjach USA dotyczących Federacji Rosyjskiej, Putina i polityki sprzyjania Rosji. Mamy świadomość, na co zostaną wykorzystane środki, które Federacja Rosyjska otrzyma za sprzedane paliwo – przecież nie na pomoc humanitarną, lecz na dalsze niszczenie i zabijanie ludności cywilnej na terytorium niepodległej, suwerennej Ukrainy.
Powiem więc tak: NATO przeżywa obecnie bardzo głęboki kryzys przywództwa strategicznego. Wiarygodność Stanów Zjednoczonych, które kiedyś były strategicznym przywódcą sojuszników, jest dziś poważnie podważona. Takie przywództwo jest całemu Sojuszowi bardzo potrzebne.
Niestety, ze względu na politykę Białego Domu Stany Zjednoczone nie cieszą się dziś zaufaniem strategicznym i nie są wiarygodne w takim stopniu, w jakim powinny być. Ta teoria zwycięstwa, przy obecnych założeniach, może być bardzo interesującym dokumentem. Ale musimy brać pod uwagę brak pewności co do postawy Stanów Zjednoczonych.
Widzimy przecież ogromne problemy militarne Amerykanów w starciu z regionalnym graczem, jakim jest Iran. Stany Zjednoczone militarnie sobie nie radzą. Do tego dochodzi sytuacja europejskich państw NATO, które przez ostatnie trzy dekady tak bardzo się rozbroiły, że nawet w ciągu najbliższych kilku lat nie będą w stanie szybko nadrobić swoich deficytów.
Ani europejskie państwa NATO, ani Stany Zjednoczone nie posiadają dziś zdolności militarnych pozwalających konsekwentnie zrealizować założenia tej teorii. Nie posiadają odpowiednich rezerw osobowych, nie mają również rozwiniętego systemu produkcji amunicji potrzebnej do prowadzenia wojny pełnoskalowej z globalnym graczem strategicznym, jakim jest Federacja Rosyjska.
Płk rez. prof. zw. dr hab. Dariusz Kozerawski. Zdjęcie dzięki uprzejmości gościa
Nasz gość:
Płk rez. prof. zw. dr hab. Dariusz Kozerawski — pracownik Katedry Bezpieczeństwa Narodowego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Pułkownik rezerwy Wojska Polskiego, były rektor-komendant Akademii Obrony Narodowej, kierownik Katedry Strategii i Geostrategii, członek Bractwa Weteranów w Polsce oraz Stowarzyszenia Kombatantów Misji Pokojowych ONZ. Prowadził seminaria i wykłady z zakresu strategii i bezpieczeństwa w Parlamencie Europejskim, Sztabie Wojskowym UE, NATO Defense College w Rzymie oraz Baltic Defense College w Tartu. Uczestniczył w operacjach międzynarodowych, prowadził badania w strefach działań wojennych i stabilizacyjnych w: Bośni i Hercegowinie, Kosowie, Iraku, Afganistanie, Mołdawii, Jordanii, Armenii. Kierował misjami szkoleniowymi NATO w Bagdadzie i Kijowie. Badacz/ekspert zajmujący się bezpieczeństwem międzynarodowym, narodowym, strategią bezpieczeństwa, studiami nad konfliktami zbrojnymi, edukacją dla bezpieczeństwa oraz najnowszymi systemami uzbrojenia. Uczestnik Strategicznego Przeglądu Bezpieczeństwa Narodowego RP, doradca społeczny ds. bezpieczeństwa państwa koła w Senacie RP, współpracuje z Kwaterą Główną NATO, RAND Corporation, doradca społeczny ds. bezpieczeństwa państwa koła senackiego.