Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump wygłasza przemówienie podczas uroczystości z okazji Dnia Kolumba we Wschodniej Sali Białego Domu w Waszyngtonie, USA, 9 października 2026 roku. Fot. EPA/AARON SCHWARTZ / POOL / PAP/EPA
Zapowiadane porozumienie energetyczne między Stanami Zjednoczonymi a Rosją nie musi oznaczać, że Donald Trump ostatecznie opowiedział się po stronie Władimira Putina. Tak uważa prof. Grzegorz Przebinda z Uniwersytetu Jagiellońskiego, znawca historii i kultury Rosji. Zwraca jednak uwagę, że amerykański prezydent prowadzi rozmowy z Kremlem w sposób, który budzi poważne wątpliwości, a zapowiedzi porozumienia nie przekładają się na zakończenie wojny w Ukrainie.
– Nie powinien był dogadywać się z Putinem telefonicznie, i to tak serdecznie, poza Zełenskim – ocenia prof. Przebinda. Jak przypomina, jeden z wysokich rangą rosyjskich urzędników opisywał rozmowę przywódców jako tak serdeczną, że żaden nie chciał odłożyć słuchawki.
Jednocześnie rosyjscy komentatorzy popierający wojnę zastanawiają się, co Kreml powinien uzyskać w zamian za dostawy paliwa do Stanów Zjednoczonych. Wśród wysuwanych przez nich postulatów pojawiają się ograniczenie dostępu Ukrainy do systemu Starlink, wstrzymanie przekazywania amerykańskich danych wywiadowczych czy blokowanie możliwości sprzedaży uzbrojenia Ukrainie przez Europę.
Rosyjska ropa, sankcje i wybory w USA
Zdaniem prof. Przebindy zapowiadane porozumienie dotyczące dostaw rosyjskiego paliwa może nie zostać w pełni zrealizowane. Rosja prawdopodobnie nie będzie w stanie dostarczyć ilości oleju napędowego, o których mowa w negocjacjach.
– Ta umowa też pozostanie przynajmniej połowicznie umową na papierze – przewiduje.
Putinowi zależy przede wszystkim na zniesieniu amerykańskich sankcji ograniczających eksport rosyjskiej ropy oraz na powstrzymaniu ukraińskich ataków na rosyjskie rafinerie.
W tle negocjacji są zbliżające się wybory do Kongresu Stanów Zjednoczonych. Prof. Przebinda uważa, że działania Trumpa mogą być obliczone na poprawę sytuacji na amerykańskim rynku paliw. Jeśli ceny spadną, prezydent będzie mógł przedstawić to jako swój sukces. Nie jest jednak przesądzone, czy taki scenariusz się zrealizuje.
– Było już wiele takich momentów, że wydawało nam się, iż Putin ostatecznie przeciągnął Trumpa na swoją stronę i że ostatecznie skreślił Zełenskiego – przypomina rozmówca Radia Kraków.
Politologiczne znaczenie wyborów w USA jest przy tym ogromne. Demokraci mogą zdobyć większość w Izbie Reprezentantów, co utrudniłoby Trumpowi sprawowanie władzy.
Prof. Przebinda krytycznie ocenia także amerykański sposób prowadzenia rozmów pokojowych, w którym presja wywierana jest przede wszystkim na Ukrainę. Zwraca uwagę, że Trump ponownie krytykuje Wołodymyra Zełenskiego, sugerując, że to z rosyjskim przywódcą łatwiej byłoby doprowadzić do zakończenia wojny.
– My tak naprawdę nie wiemy, co Trump powie, co zrobi, jaki gest uczyni za miesiąc, co zrobi po wyborach. Patrzmy na realia. W tej chwili jest zupełnie nieskuteczny – mówi profesor.
Czy Putin rzeczywiście chce zakończyć wojnę?
W ocenie prof. Przebindy Kreml nie daje obecnie czytelnych sygnałów gotowości do porozumienia. Rosyjskie władze unikają jednoznacznych deklaracji, podczas gdy Trump ogłasza kolejne ustalenia, także dotyczące wzajemnego wstrzymania ataków na infrastrukturę energetyczną.
Profesor przypomina, że ukraińska rafineria w Krzemieńczuku została zniszczona na początku pełnoskalowej inwazji. Rosja dysponuje natomiast licznymi obiektami paliwowymi, które pozostają celem ukraińskich ataków. Dlatego rzeczywiste porozumienie musiałoby obejmować całą infrastrukturę energetyczną obu państw.
Zełenski deklarował gotowość do takiego rozwiązania. Według prof. Przebindy ukraiński prezydent dopuszcza również przeprowadzenie wyborów prezydenckich, pod warunkiem zawarcia 60-dniowego, pełnego zawieszenia broni.
Problemem pozostają rosyjskie żądania terytorialne. Putin domaga się obecnie pozostałej pod kontrolą Ukrainy części Donbasu, w tym terenów z tak ważnymi miastami jak Kramatorsk i Słowiańsk.
– Kto nam zaręczy, że jeśli to zostanie mu dane, to nie przygotuje za rok czy półtora kolejnego najazdu na Ukrainę? – pyta prof. Przebinda.
Jak zauważa, Rosja rozwinęła w ostatnich miesiącach zdolności prowadzenia ataków z powietrza. Wykorzystuje coraz bardziej zaawansowane drony, rakiety balistyczne oraz kierowane bomby lotnicze, które uderzają również w miasta i ludność cywilną.
Choć Ukraina odnosi miejscami sukcesy na lądzie i odzyskuje część terytoriów, rosyjskie możliwości prowadzenia uderzeń z powietrza pozostają ogromnym zagrożeniem. Ukraina ma zbyt mało kosztownych systemów obrony, takich jak Patrioty, aby skutecznie odpowiadać na wszystkie ataki.
Rosyjska gospodarka nadal pozwala Putinowi prowadzić wojnę
Mimo wieloletnich sankcji i ogromnych kosztów wojny rosyjska gospodarka nie załamała się. Według prof. Przebindy zdołała dostosować się do nowych warunków, między innymi dzięki sprowadzaniu zagranicznych produktów i podzespołów przez pośredników.
– Ona oczywiście trzeszczy, ale zdołała się na tyle przeorientować, że jako tako działa – mówi profesor.
W rosyjskich dronach nadal odnajdywane są zachodnie komponenty, a rosyjski rynek motoryzacyjny w dużej mierze wypełniły chińskie samochody. Ogromne wydatki wojenne ograniczają rozwój kraju, ale nie doprowadziły do sytuacji, w której Kreml musiałby zrezygnować z agresji.
Prof. Przebinda zwraca również uwagę, że otoczenie Putina przyzwyczaiło się do wojny i funkcjonowania pod sankcjami. Dlatego nie spodziewa się szybkich zmian politycznych na Kremlu.
– Jeżeli nie będzie zdecydowanej przewagi militarnej Ukrainy, to Putin tej wojny nie zakończy – ocenia.
W rozmowie pojawił się również wątek wykorzystywania religii i historii do wspierania rosyjskiej agresji. Profesor opisał przewożenie na front relikwii postaci czczonych przez rosyjską Cerkiew, w tym średniowiecznego księcia Dymitra Dońskiego, który walczył z Mongołami.
Zdaniem rozmówcy Radia Kraków jest to przykład wykorzystywania tradycji religijnej i historycznej do uzasadniania współczesnej polityki Kremla. Rosyjskie władze odwołują się już nie tylko do dziedzictwa sowieckiego, lecz także do najdawniejszej historii państwa moskiewskiego, przedstawiając agresywną wojnę jako kontynuację dawnych zmagań o potęgę Rosji.