– Ksiądz Zborek był w samochodzie przed bramą na terenie kurii. Brama była zamknięta. Ksiądz biskup ze swoją świtą nie chcieli go wypuścić. Był przybity. Chciano w naszej obecności nakłonić księdza do potwierdzenia, że jest winny i zgadza się z wyrokiem. Z wyrokiem musi się zgodzić, ale do winy się nie przyznał – podkreśla pan Adam, który uczestniczył w spotkaniu zwołanym w Bielsku-Białej.
– Wyczuliśmy próbę nakłaniania, żebyśmy nakłonili księdza proboszcza do złożenia oświadczenia w formie nagrania, krótkiego filmiku wideo. Ksiądz proboszcz stojący obok mnie mówi, że takiego oświadczenia nie wygłosi, a my też byliśmy zdezorientowani, czy mamy naszego księdza do tego namawiać, skoro wyraził swoją wolę – opowiada pani Aleksandra i dodaje, że jeden z księży, pomocników biskupa, wyjął telefon i zaczął nagrywać. – Jak odmówiliśmy, powiedział, że to tylko na próbę. Proszono nas też, żebyśmy stanęli do nagrania za księdzem proboszczem.
Rzecznik prasowy kurii bielsko-żywieckiej ks. Mateusz Kierczak mówi, że do księdza proboszcza skierowano jedynie prośbę o apel do parafian o zachowanie spokoju.
– Chciano, żeby coś takiego nagrał, żeby nie eskalować konfliktu – podkreśla rzecznik i dodaje: – Nie było potrzeby ani nawet pomysłu, żeby prosić księdza proboszcza, by publicznie przyznał się do winy.
Co wydarzyło się podczas spotkania w kurii?
Z relacji rozmówców Radia Kraków wynika, że w poniedziałkowe popołudnie odebrali telefony z prośbą o wizytę w kurii. Po przybyciu na miejsce około godziny 15.30 brama była zamknięta, a za nią w samochodzie siedział ksiądz proboszcz. Cała rozmowa odbywała się na placu przed budynkiem kurii. Trwała około dwóch godzin. Po nieskutecznej próbie nagrania, według osób, które uczestniczyły w spotkaniu, biskup nie chciał wypuścić księdza proboszcza, mówiąc, że ten jest w złym stanie emocjonalnym.
– Otrzymaliśmy komunikat z otoczenia biskupa, że ksiądz jakoby się źle poczuł, że nie jest w stanie prowadzić i nie mogą go puścić samego – mówi pani Aleksandra.
– Ksiądz biskup powiedział, że ksiądz jest niestabilny emocjonalnie, że należy mu udzielić pomocy lekarskiej, może psychologa, może karetkę wezwać. Myśmy się z tym nie zgodzili, postawiliśmy na swoim i zabraliśmy księdza Zborka z terenu kurii w Bielsku-Białej – dodaje pan Adam.
Obawy o samopoczucie ks. Zborka potwierdza rzecznik kurii, wskazując, że księża wiedzieli, iż parafianie są w drodze do siedziby biskupa i będą mogli zatroszczyć się o proboszcza.
Po opuszczeniu kurii opinia publiczna zapoznała się z opublikowanym w mediach społecznościowych oświadczeniem biskupa Romana Pindla, w którym mówił, że po długiej rozmowie z proboszczem ten przyznał się do winy.
Nasi rozmówcy twierdzą, że proboszcz wcale się nie przyznał. Przyjął jedynie wyrok Stolicy Apostolskiej o usunięciu go z funkcji proboszcza w parafii w Grojcu. Jak mówił w poniedziałek rano sam ks. Józef Zborek w rozmowie z Radiem Kraków, choć nie znał dokładnych przyczyn odwołania i konkretnych zarzutów, od razu podporządkował się decyzji biskupa.
Co dalej z parafią w Grojcu?
Na miejscu w parafii pozostał tutejszy wikary, który decyzją kurii został tymczasowo administratorem parafii. Jednak według naszych rozmówców złożył rezygnację, która nie została przyjęta przez biskupa. Rzecznik prasowy kurii twierdzi, że nic nie wie o rezygnacji.
– Wikary dostał dekret na administrowanie parafią i nią administruje – mówi ks. Mateusz Kierczak.
Nie wiadomo jeszcze, jak długo to potrwa. Kuria informuje, że ks. Józef Zborek poprosił o czas na ochłonięcie po minionych wydarzeniach. Mieszkańcy też apelują o brak pośpiechu. Wciąż mają nadzieję, że ich proboszcz wróci. Tymczasem kuria zaproponowała ks. Zborkowi trzy opcje: pobyt w domu emeryta znajdującym się w Bielsku-Białej obok kurii, zamieszkanie we własnym domu lub wybranie parafii, w której będzie posługiwał jako rezydent.
16 listopada parafia będzie przeżywać odpust. Mieszkańcy mają nadzieję na obecność odwołanego proboszcza i udział w uroczystościach. Ksiądz ma się wtedy oficjalnie pożegnać z parafianami.