Zdjęcie ilustracyjne/ Fot. Pexels.
Posłuchaj rozmowy Łukasza Sobieszkody z dr. Mariuszem Sokołowskim.
Czy polskie szkoły są przygotowane na sytuację, w której uczeń atakuje nauczycieli lub swoich rówieśników? Dr Mariusz Sokołowski zwraca uwagę, że placówki oświatowe przez lata nie były projektowane z myślą o takiej przemocy. Ostatnie wydarzenia zmuszają jednak do ponownego przemyślenia zasad bezpieczeństwa.
Ekspert nie widzi możliwości całkowitego wyeliminowania zagrożenia za pomocą samych zabezpieczeń technicznych. Zamiast koncentrować się wyłącznie na ochronie wejść do budynków, proponuje szukać sposobów wcześniejszego rozpoznawania niebezpiecznych zachowań.
Jesteśmy świadkami tragicznych wydarzeń, które każą nam patrzeć na takie miejsca jak szkoły, i ich bezpieczeństwo, w zupełnie inny sposób. Z pewnością wyeliminowanie zagrożenia, szczególnie tego, które jest stwarzane przez ucznia, który działa na terenie tej szkoły i atakuje kolegów bądź też nauczycieli, jest niezmiernie trudne, a wręcz niemożliwe dzisiaj. Bo gdybyśmy chcieli całkowicie wyeliminować tego typu zagrożenie, to powinniśmy postawić na wejściu do szkół bramki, które wykrywają metal, i urządzenia, które prześwietlają każdą torbę. A to wydaje się współcześnie niemożliwe. Więc trzeba szukać innych rozwiązań. Trzeba edukować i mówić o tym, co pozwoli na eliminowanie takiego zagrożenia. Ale eliminowanie przyczyn, a nie skutków tego, z czym przychodzi nam się dzisiaj mierzyć.
- tłumaczy Sokołowski.
Brutalne treści w internecie. Czy mogą wpływać na zachowanie młodych ludzi?
Według danych przywołanych z raportu „Diagnoza Młodzieży 2026” 47 procent nastolatków w wieku od 13 do 16 lat deklaruje ponadprzeciętny kontakt z treściami antyspołecznymi w internecie, a 44 procent młodych ludzi ma trudności z odróżnianiem prawdziwych informacji od fałszywych.
Dr Mariusz Sokołowski uważa, że dostęp do brutalnych nagrań może mieć wpływ na zachowanie młodzieży. Szczególnie niepokoi go połączenie takich treści z potrzebą zaimponowania rówieśnikom, poczuciem bezkarności i niedojrzałością emocjonalną.
– Młoda osoba, nieukształtowana jeszcze, przekonana o własnej sile, mająca poczucie bezkarności, będąca pod wpływem treści bardzo brutalnych, które poznaje poprzez internet, poprzez różnego rodzaju filmiki, niestety nagle decyduje się na to, by samemu spróbować – mówi ekspert.
Sokołowski odnosi się również do informacji, że sprawca ataku w szkole pod Wyszkowem miał na kasku kamerę. Zastanawia się, czy chciał transmitować przemoc, nagrać ją, i czy w pełni uświadamiał sobie konsekwencje swojego działania. To jednak przypuszczenia, a motywacja sprawcy wymaga wyjaśnienia. Zdaniem eksperta problem wykracza poza sam dostęp do internetu. Znaczenie mogą mieć również wzorce, które młody człowiek uznaje za atrakcyjne, i sposób, w jaki próbuje zdobyć uznanie otoczenia:
Internet jest dobrodziejstwem z jednej strony naszych czasów, a z drugiej strony być może jest przekleństwem naszych czasów.
Policja nie może kontrolować wszystkich. Potrzebuje informacji o zagrożeniu
Czy policja może sprawdzać aktywność młodzieży w internecie, żeby wcześniej wykrywać potencjalnych sprawców przemocy? Sokołowski wyjaśnia, że służby nie mają prawa dowolnie kontrolować odwiedzanych przez nastolatków stron czy ich zainteresowań. Mogą jednak działać, gdy otrzymają konkretną informację o zagrożeniu.
– Skuteczne działanie może mieć miejsce, tylko ono potrzebuje pewnej inicjatywy, pewnej iskry, która zapoczątkuje te działania. A tą iskrą będzie informacja od osoby zaniepokojonej, od rówieśnika takiego młodego człowieka, od rodzica, od nauczyciela, od dyrekcji szkoły – tłumaczy.
Przykład? Ostatnie zatrzymanie nastolatka podejrzewanego o przygotowywanie ataku. Policjanci dotarli do niego po otrzymaniu informacji o zagrożeniu. Młody człowiek miał już przygotowane noże, których, jak przypuszcza Sokołowski, zamierzał użyć przeciwko innym osobom.
Sokołowski przypomina też wcześniejszą interwencję, do której doszło dzięki informacjom przekazanym przez zagraniczną policję. Funkcjonariusze innego państwa natrafili w internecie na ślady przygotowań do przestępstwa, co pozwoliło polskim służbom zareagować. Oba przypadki pokazują, jak duże znaczenie może mieć przekazanie policji niepokojących informacji, zanim zagrożenie przerodzi się w przemoc.
Nauczyciele muszą wiedzieć, jak reagować
Sokołowski uważa, że uczniowie i nauczyciele powinni przechodzić szkolenia dotyczące zachowania podczas ataku, bo samo rozpoznanie zagrożenie nie wystarczy. Trzeba wiedzieć, co zrobić, gdy do przemocy już dochodzi. Ekspert zwraca uwagę na jeszcze jeden problem: nauczyciele i dyrektorzy mogą obawiać się zgłaszania niepokojących zachowań uczniów, bo nie wiedzą, jak zareagują ich rodzice:
– Potrzebna nam jest także ochrona nauczycieli i dyrektorów szkół w sytuacji, kiedy to oni zgłaszają niewłaściwe zachowanie młodych ludzi, kiedy zgłaszają obawy wobec zachowania młodego człowieka – podkreśla.
Sokołowski przypuszcza, że część pracowników szkół powstrzymuje przed działaniem obawa przed odwetem ze strony rodziców. Dlatego, jak przekonuje, system bezpieczeństwa powinien chronić również osoby, które alarmują o zagrożeniu.
Rodzic znajduje w telefonie dziecka brutalne nagrania albo wiadomości sugerujące fascynację przemocą - czy powinien od razu zawiadomić policję?
Sokołowski przypuszcza, że wielu rodziców miałoby opory przed zgłoszeniem własnego dziecka. Uważa jednak, że niepokojących sygnałów nie wolno lekceważyć. Radzi przede wszystkim rozmawiać z nastolatkiem, poświęcić mu więcej uwagi i spróbować ustalić, skąd biorą się jego zainteresowania. W niektórych sytuacjach pomocna może być terapia, ograniczenie dostępu do internetu lub korzystanie z niego pod nadzorem dorosłych.
Ekspert dużą wagę przywiązuje do więzi rodzinnych. Przekonuje, że kiedy słabną relacje z rodzicami, młody człowiek może coraz silniej szukać oparcia i wzorców poza domem.
Dziecko zaczyna żyć swoim życiem, którym nie dzieli się ze swoimi rodzicami. Ma swoje problemy, ma swoją grupę rówieśniczą, która zaczyna odgrywać ważniejszą rolę niż rodzina
- mówi.
Szczególnie niebezpieczna może być sytuacja, gdy osłabieniu więzi towarzyszą kontakt z brutalnymi treściami i utrwalanie negatywnych wzorców zachowania. Uważa, że problemy narastające przez dłuższy czas mogą w końcu wymagać interwencji szkoły, a niekiedy także policji.
Nie oznacza to jednak, że sam konflikt z rodzicami, większa niezależność nastolatka czy zainteresowanie brutalnymi materiałami przesądzają o skłonności do przemocy.
Czy kolejne ataki mogą być próbą naśladowania sprawców?
Sokołowski zwraca uwagę na mechanizm naśladownictwa. Nagłośniony atak może stać się dla innej osoby wzorcem działania, szczególnie jeśli przemoc zaczyna jej imponować. Jeszcze bardziej niepokojąca byłaby sytuacja, gdyby sprawcy traktowali podobne czyny jako rodzaj wyzwania lub rywalizacji.
– Bardzo niepokojącym byłoby, gdyby to było swoiste wyzwanie pomiędzy młodymi ludźmi. Kto jeszcze dokona takiego czynu, kto będzie bardziej brutalny, kto będzie bardziej radykalny w swoim postępowaniu? – mówi Sokołowski.
Zastrzega jednak, że na razie nie ma podstaw, by przesądzać o związku między ostatnimi wydarzeniami.
Mam nadzieję, że mamy tutaj do czynienia tylko i wyłącznie z nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności, że jest to kilka wydarzeń w tym samym czasie
- dodaje.
Dopiero ustalenie motywacji poszczególnych sprawców pozwoli odpowiedzieć na pytanie, czy chodziło o niezależne zdarzenia, czy też wystąpił między nimi jakiś związek.