Powoli dochodzimy do momentu, w którym nasz własny smartfon zaczyna pracować jak podwójny agent. Oszustom znudziło się wysyłanie do nas nudnych SMS-ów w stylu: "Twoja paczka utknęła na sortowni. Dopłać dwa złote". Teraz weszli na poziom wyżej i wykorzystują systemowe mechanizmy reklamowe wbudowane w sam system operacyjny telefonu. Oberwało się szczególnie użytkownikom popularnych urządzeń. Ale wyobraźmy sobie tę sytuację.
Patrzysz na ekran, świeci się powiadomienie z logo twojego ulubionego marketu albo programu lojalnościowego. Myślisz: "O! Punkty wpadły albo jest zniżka na kawę". Klikasz bezmyślnie, bo przecież to znana nazwa, a telefon nagle teleportuje cię na jakąś krzykliwą stronę internetową, która próbuje ci wcisnąć cud-dietę albo wyłudzić dane karty kredytowej. Najśmieszniejsze, albo raczej najstraszniejsze jest to, że winny bywa systemowy komponent reklamowy w telefonie.
Jak się przed tym bronić, żeby nie dać się nabrać na te cyfrowe sztuczki? Przede wszystkim włączmy myślenie, zanim klikniemy palcem. Zasada jest prosta jak konstrukcja cepa. Jeśli dostajesz powiadomienie, które obiecuje złote góry, nie klikaj w nie bezrefleksyjnie. Zamiast tego zminimalizuj je. Wejdź w telefonie normalnie do swojej ulubionej aplikacji i sprawdź, czy faktycznie czeka tam na ciebie jakaś wiadomość.
Druga sprawa. Jeśli masz telefon od chińskich producentów, pobaw się chwilę ustawieniami i poszukaj wyłączenia spersonalizowanych rekomendacji reklamowych. No i absolutna świętość. Jak już cię wywiało na dziwną stronę, to przenigdy nie wpisuj tam swoich numerów kart czy haseł. A jeśli coś wydaje się podejrzane, nie bądź obojętny. Zgłoś to rządowemu CERT-owi pod numer osiemdziesiąt, osiemdziesiąt albo przez aplikację mObywatel. Oszuści liczą na nasz pośpiech, więc po prostu zwolnijmy obroty.