„Przepraszam, czego jeszcze chcesz?” czyli słowo, które ma zamknąć sprawę
Przepraszania uczymy się od dziecka. Ma pomóc w przywracaniu dobrych relacji. Problem zaczyna się wtedy, gdy „przepraszam” przestaje być wyrazem autentycznego żalu, a przeradza się w sposób na zniwelowanie poczucia winy albo zakończenie niewygodnej sytuacji.
Może być tak, że przepraszam jest słowem, które ma przebłagać osobę, z którą jestem w konflikcie. Żeby ona już się na mnie nie gniewała
- mówi Marta Kułaga, certyfikowana trenerka Porozumienia bez Przemocy.
W takiej sytuacji bardziej niż na drugiej osobie skupiamy się na własnym dyskomforcie. Chcemy odzyskać spokój, usłyszeć, że wszystko jest w porządku i mieć problem z głowy. To jak odhaczanie pozycji na liście zakupów: „Przecież już przeprosiłem/am, czego jeszcze ode mnie chcesz?” Tyle, że zraniona osoba może nadal nie mieć do nas zaufania, nie czuć się bezpiecznie w relacji albo nie wiedzieć, czy może liczyć na nas w przyszłości.
Właśnie dlatego, jak podkreśla trenerka, warto spojrzeć na przeprosiny inaczej. Nie jak na wytrych, który zamyka trudny temat, ale jako na próbę odbudowania czegoś, co w relacji zostało naruszone. Może to być zaufanie, poczucie bezpieczeństwa albo przekonanie, że jesteśmy dla drugiej osoby ważni.
Nie chciałem/am nic złego, ale skutki są realne
Łatwiej przyznać się do błędu, kiedy od początku wiemy, że postąpiliśmy niewłaściwie. Znacznie trudniej, gdy mieliśmy dobre intencje i nadal uważamy, że nasze działanie było uzasadnione. Wtedy szybko pojawiają się wyjaśnienia: nie wiedziałem/am, nikt mi nie powiedział, nie miałem/am wyboru, przecież nic wielkiego się nie stało. Marta Kułaga zwraca uwagę, że często próbujemy w ten sposób ochronić własny obraz siebie jako dobrej osoby. Zamiast zobaczyć swój udział w trudnej sytuacji, umniejszamy jego znaczenie albo przenosimy odpowiedzialność na kogoś innego.
Bardzo trudno jest nam konfrontować się z taką wiedzą o sobie. No jak to? Ja zrobiłam coś, co zaszkodziło drugiej osobie?
- tłumaczy.
Dobrze pokazuje to przykład pracownika, który zepsuł drogą, skomplikowaną drukarkę w firmie. Broni się, że nie został odpowiednio przeszkolony, a szef oczekuje przeprosin i pokrycia kosztów naprawy. Kto ma rację? Pracownik mógł przeczytać instrukcję albo poprosić o pomoc, ale pracodawca również mógł zadbać o przygotowanie go do obsługi sprzętu. Nie chodzi o to, by rozmyć odpowiedzialność, lecz by zobaczyć, jaki wpływ na sytuację miały działania i zaniechania różnych osób.
Jak mówimy o przepraszaniu, to dla mnie to jest o zobaczeniu swojego wpływu na tę sytuację
- mówi gościni Radia Kraków.
To ważne rozróżnienie: intencja nie jest tym samym co skutek. Możemy nie chcieć nikomu zaszkodzić, a jednocześnie doprowadzić do rozwoju wypadków, który przyniesie drugiej osobie realne straty. Szczere przeprosiny zaczynają się wtedy, gdy potrafimy uznać obie te rzeczy naraz.
Naprawić relację, a nie tylko poprawić sobie samopoczucie
Co zatem może zrobić osoba, która rzeczywiście chce przeprosić? Po pierwsze, uznać wpływ swojego działania. Po drugie, spróbować zobaczyć, czego potrzebuje ktoś, kto poniósł jego konsekwencje. I po trzecie, zastanowić się, czy oraz w jaki sposób można naprawić szkodę.
Szczere przeprosiny z serca są wyrazem uznania swojego wpływu na sytuację i chęci przyczynienia się do naprawy na tyle, na ile jest to możliwe i w moich zasobach
- podkreśla Marta Kułaga.
Nie zawsze możemy cofnąć skutki własnych działań. Nie zawsze też druga osoba będzie gotowa przyjąć nasze przeprosiny. To jednak nie zwalnia nas z przyjrzenia się temu, co się wydarzyło i poszukania sposobu na naprawę tego, co pozostaje w naszym zasięgu. Ważne jest również to, żeby nie zamieniać odpowiedzialności w automatyczną karę. Jeśli przyznanie się do błędu oznacza wyłącznie konsekwencje, upokorzenie lub finansową stratę, łatwo nauczyć się ukrywania pomyłek. Inaczej wygląda sytuacja, gdy można bezpiecznie powiedzieć: tak, to moje działanie przyczyniło się do problemu, zobaczmy, co możemy teraz zrobić.
Mniej żądania przeprosin, więcej miejsca na dialog
Ta zasada dotyczy nie tylko relacji między dorosłymi, ale również wychowania dzieci. Jeśli dziecko ubrudzi nowy dywan, warto pomóc mu zobaczyć konsekwencje jego działania i wesprzeć je w sprzątaniu, zamiast skupiać się wyłącznie na wymuszeniu słowa „przepraszam”. Oczywiście wiele zależy od wieku i tego, na ile dziecko jest już w stanie zrozumieć skutki własnego postępowania.
Jeżeli uczymy dziecko, że przyznanie się jest powiązane z karą, to budujemy mechanizm, który sprawi w przyszłości, że dziecko nie będzie się przyznawać, bo będzie chciało uniknąć kary
- zauważa trenerka.
Dlatego zamiast żądać przeprosin, warto powiedzieć, co jest dla nas ważne, nazwać skutki tego, co się wydarzyło i zaprosić drugą stronę do wspólnego szukania rozwiązania. Nie oznacza to rezygnacji z odpowiedzialności ani udawania, że nic się nie stało. Chodzi raczej o zmianę punktu ciężkości. Zamiast pytać wyłącznie, kto zawinił i kto powinien przeprosić, możemy zastanowić się, co każde z nas zrobiło, jaki miało to wpływ i co możemy zrobić dalej.
„Przepraszam” ma największy sens nie wtedy, gdy pozwala nam jak najszybciej zamknąć trudny temat, ale wtedy, gdy staje się początkiem czegoś ważniejszego, uznania skutków własnych czynów, wzięcia odpowiedzialności i próby odbudowania tego, co zostało naruszone.