Pseudomedycyna, dezinformacja i granice prawa
O weto w sprawie ustawy lex szarlatan apeluje Ordo Iuris. Ale czy potrzebujemy podobnych rozwiązań? Pan zajmował się głośną sprawą znachora z Brzeznej, który doprowadził do śmierci półtorarocznej Magdy. Co pokazała tamta sprawa?
Tamta sprawa pokazała, że powinniśmy mieć narzędzia, my jako prokuratorzy, aby walczyć z tak zwaną pseudomedycyną, a przede wszystkim z dezinformacją. Obsługiwałem tę sprawę, mówiąc kolokwialnie, medialnie jako rzecznik prasowy, bo była ona pod bardzo dużym zainteresowaniem opinii publicznej.
Ona pokazała, że wierzenie tak zwanym szarlatanom doprowadziło do śmierci dziecka. Proszę sobie wyobrazić, że po pół roku życia, bo Madzia miała sześć miesięcy, kiedy zmarła, ważyła trzy i pół kilograma. Ważyła mniej niż w momencie urodzenia. Rodzice zawierzyli temu człowiekowi i leczyli ją, a także karmili kozim mlekiem oraz rozdrobnioną kaszką.
Na sekcji zwłok okazało się, że to była śmierć głodowa. Śmierć głodowa jest okrutną śmiercią. Kilkanaście lat temu prowadziłem sprawę śmierci głodowej rumuńskiego aresztanta na Montelupich, w areszcie śledczym. Pamiętam, jak biegli określili, że śmierć głodowa polega na tym, że w ostatnim etapie organ zjada organ w organizmie, na przykład wątroba zjada trzustkę. To jest potworna śmierć i działania takich szarlatanów doprowadziły do takiej tragedii.
Znachor z Brzeznej dostał trzy i pół roku więzienia, między innymi za sprawstwo kierownicze oraz działalność medyczną bez uprawnień. Być może mamy już odpowiednie przepisy i nie trzeba lex szarlatan?
Przepisy mamy, jeżeli chodzi o przepisy karne. Natomiast wszelkie narzędzia, które będą nam pozwalały walczyć z pseudomedycyną, a przede wszystkim z dezinformacją, są na pewno potrzebne.
Jako praktyk widzę jednak inny problem: te przepisy muszą być precyzyjnie określone. Nie możemy wylewać dziecka z kąpielą. Nie może być tak, że zabronimy ziołolecznictwa czy innych działań, powiedzmy, nie stricte medycznych. Chodzi o konkretne określenie granicy: gdzie już coś szkodzi, gdzie wprowadzamy pacjenta w błąd, gdzie go kłamiemy, a gdzie możemy mu pomóc.
Prosty przykład: jeżeli mówimy, że morwa pomaga obniżyć cukier i jest dobra w walce z cukrzycą, to jak najbardziej, bo to jest prawda. Ale jeżeli ktoś powie, że morwa spowoduje, że wyleczysz się z zaawansowanego raka kości i zrezygnuj z innego leczenia, to już dochodzimy do pseudomedycyny. Chodzi o ścisłe określenie granic, gdzie są działania dozwolone, a gdzie mamy już do czynienia z działaniem na szkodę pacjenta.
Ordo Iuris zarzuca ustawie łamanie konstytucyjnej wolności badań naukowych, wolności słowa oraz autonomii pacjenta. Czy pacjent ma prawo wybrać sobie szarlatana i tym samym współodpowiadać za skutki?
Nasze prawo, także prawo medyczne, jest tak skonstruowane, że każdy z nas ma autonomię leczenia. Nie możemy nikogo zmusić do tego, żeby się leczył albo żeby udzielić mu pomocy. Jeżeli będzie chciał, to tak.
Natomiast widzę sens tych przepisów w czym innym: żeby pokazać ludziom, że są wprowadzani w błąd, że są oszukiwani. Bo ktoś twierdzi, że ta metoda cię wyleczy i jest to metoda medyczna, a tak naprawdę jest to metoda pseudomedyczna.
Mamy bardzo dużo takich przykładów pokrzywdzenia pacjentów i ja widzę sens tych przepisów właśnie w tym aspekcie. Nie można nikogo do niczego zmuszać. Jak ktoś się nie chce leczyć, nie musi. Ktoś chce leczyć się tylko ziołami, może. Natomiast ma prawo wiedzieć, że przysłowiowa morwa prawdopodobnie nie zatrzyma zaawansowanego raka mózgu, a pomoże co najwyżej obniżyć cukier.
Miał pan do czynienia z takimi sprawami?
Oczywiście, że były takie sprawy. Pamiętam jedną, gdzie pojawił się na rynku lek, który po zażywaniu przez miesiąc miał całkowicie zwalczać najbardziej drastyczne rodzaje cukrzycy, co oczywiście okazało się oszustwem.
Z punktu widzenia prokuratora chodzi też o oszustwo wobec takich pacjentów. Jeżeli wciskamy im produkt, który i tak im nie pomoże, i czerpiemy z tego korzyści majątkowe, to trzeba działać.
Ordo Iuris zarzuca ustawie także łamanie wolności prowadzenia działalności gospodarczej. Ale przecież między innymi za to znachor z Brzeznej trafił za kratki.
Tak, natomiast proszę pamiętać, że my jako prokuratorzy obracamy się w sferze przepisów i chcemy mieć te przepisy bardzo precyzyjne. Chcemy wiedzieć, co jest przestępstwem, a co nim nie jest.
Jeżeli chodzi o kwestie, które zarzuca Ordo Iuris, one są trochę poza prokuraturą. My musimy działać wtedy, kiedy dochodzi do popełnienia przestępstwa. Z tego, co znam ten projekt, rzeczywiście nie ma tam jakichś zmian dotyczących przepisów karnych. Są zmiany dotyczące rzecznika praw pacjenta, który będzie mógł nakładać kary administracyjne. To już jest kwestia procesu ustawodawczego, nie prokuratury.
Sprawiedliwa odpłata, nie zemsta
Trzy i pół roku za spowodowanie śmierci dziecka to kara współmierna do czynu?
To już jest kwestia oceny przez sąd. Sąd jest niezawisły, ma tak zwane dyrektywy wymiaru kary i uznał, że jest to kara wystarczająca. Podejrzewam, że ja wnioskowałbym w sądzie o dużo wyższą karę. Ale to już jest kwestia oceny. Natomiast ta sprawa pokazała, że prawo jednak jest i prawo działa.
Pytam o to także dlatego, że Łukasz Żak za spowodowanie śmiertelnego wypadku na Trasie Łazienkowskiej dostał 20 lat. W kontekście kary używa pan słowa „odpłata”. Czym jest odpłata i retrybutywna funkcja kary?
Najprościej mówiąc: zawsze szukamy uzasadnienia, dlaczego karzemy. Jedni szukają tego uzasadnienia w tym, że człowieka należy odizolować. Inni przez lata mówili, że kara ma tylko i wyłącznie wychowywać, że mamy dać sprawcy szansę. Natomiast przez wiele lat zapomniano o retrybutywnej funkcji kary, czyli o tym, że kara ma być sprawiedliwą odpłatą za krzywdę, która została wyrządzona pokrzywdzonemu.
Ofiary przestępstw mają, w mojej ocenie, naturalne prawo, naturalne roszczenie do państwa, aby państwo ukarało sprawiedliwie. Kara sprawiedliwa to nie jest zemsta. Człowiek pokrzywdzony ma prawo czuć się bezpiecznie, to znaczy mieć przekonanie, że państwo sprawiedliwie ukarze sprawcę.
Uważam, że w sprawie Łukasza Żaka stało się bardzo dobrze, bo zarówno czyn tego człowieka, jak i jego zachowanie spowodowały, że sąd słusznie dopatrzył się komponentu retrybutywnego, czyli sprawiedliwej odpłaty przy wymierzeniu tej kary.
Chciałbym podać przykład innej sprawy, z którą stosunkowo niedawno miałem do czynienia. Taksówkarz jechał przez środek miasta 120 kilometrów na godzinę, przy dozwolonych 50. Na przejściu dla pieszych potrącił młodą dziewczynę, która prawie zdała maturę. Miała plany, życie przed sobą, była szczęśliwą osobą.
Ten człowiek został skazany na rok pozbawienia wolności, ale złożył wniosek o tak zwaną obrączkę, czyli system dozoru elektronicznego. Nie siedział ani jednego dnia za kratami, bo sąd uznał, że jest szansa, że się zresocjalizuje i należy mu dać szansę. Będąc na zakazie prowadzenia, po wyroku skazującym i mając tę obrączkę, popełnił kilkanaście przestępstw przeciwko bezpieczeństwu w ruchu drogowym. Ignorował całkowicie ten wyrok, mówiąc krótko: śmiał się z niego.
Dostał 20 tysięcy złotych nawiązki, podczas gdy miesiąc leczenia tej dziewczyny, jak mówił mi jej ojciec, kosztuje 50–60 tysięcy złotych. Ona jest w bardzo ciężkim stanie: nie mówi, leży, jest karmiona specjalnymi urządzeniami. On nawet nie zapłacił tych 20 tysięcy złotych. Ignorował to.
Więc pytam: jak długo można mówić, że wychowamy takiego człowieka? Możemy dać szansę temu, kto na nią zasługuje. Natomiast w takim wypadku jak Łukasz Żak kara według mnie jest w pełni adekwatna do tego, co zrobił, i jest karą sprawiedliwą.
Jaki jest społeczny wymiar kary sprawiedliwej? Tam, gdzie nie ma sprawiedliwej odpłaty, pojawia się lincz i vendetta?
Rzeczywiście dotyka pan bardzo wrażliwego tematu. Jeżeli ludzie widzą, że prawo działa, przestępcy są karani, czują się bezpiecznie i popierają takie prawo, popierają takie państwo.
Natomiast jeżeli ludzie widzą, że sądy nie działają, że wymiar sprawiedliwości jest niesprawiedliwy, wtedy biorą sprawy w swoje ręce. Pamiętamy lincz we Włodowie. Tam kilkanaście czy kilkadziesiąt razy wzywano policję. Ten człowiek ignorował wszystko: wyroki, policję. W końcu ludzie wzięli sprawy w swoje ręce.
Chciałbym też podać przykład filmu Marka Kondrata „Prawo ojca”, gdzie bohater wymierzył sprawiedliwość zwyrodnialcom, którzy zgwałcili mu córkę na dyskotece, bo widział, że nieudolność sądów powoduje, że oni się śmieją i chodzą po wolności. Pamiętajmy, że kara musi być sprawiedliwa. Ja stoję na takim stanowisku.
Co różni odpłatę sprawiedliwą od zemsty?
To, że kara nigdy nie może przekroczyć stopnia zawinienia i stopnia wyrządzonej krzywdy. Jak mówili Platon i Arystoteles, państwo nie tyle ma prawo, ile ma obowiązek wyrównać krzywdę, jaka spotkała człowieka niewinnie skrzywdzonego. Ale kara nigdy nie może przekroczyć tego, jaką szkodę wyrządzono.
Surowe wyroki za śmiertelne wypadki
Mówimy o sprawie Łukasza Żaka, ale zapadł też inny wyrok w sprawie kierowcy, który śmiertelnie potrącił wolontariuszkę WOŚP. Tam było 15 lat.
To zależy od konkretnych okoliczności. Łukasz Żak popełnił przestępstwo, będąc pod wpływem środków odurzających. Być może w tamtym przypadku — nie mam wiedzy — nie było środków odurzających. Ale też jest to wyrok, który według mnie realizuje zasadę retrybutywną, czyli sprawiedliwej odpłaty. Dostaniesz to, na co zasługujesz, za to, co zrobiłeś i jaką krzywdę wyrządziłeś.
Jak sprawiedliwa odpłata wpływa na społeczną integrację?
Bardzo dobrze. Ludzie czują się bezpieczni, widzą, że państwo działa, widzą, że państwo stoi za nimi. To jest najważniejsze. Obserwując przez wiele lat, odnosiłem wrażenie, że ludzie najbardziej mają żal o to, że państwo za nimi nie stoi.
Jeżeli ktoś potrąca młodego człowieka, przekreśla mu życie na przejściu dla pieszych i śmieje się z takiego wyroku, społeczeństwo jest rozczarowane i ma słuszne pretensje do państwa. Uważam, że ta funkcja bardzo dobrze spełnia swoją rolę.
Proszę spojrzeć jeszcze na jeden aspekt. Ona daje również sprawcy możliwość wyprostowania swojego życia. Jeżeli on weźmie, mówiąc kolokwialnie, na klatę to, co zrobił, odpokutuje to, a potem wyjdzie po tych 20 latach, ludzie też będą patrzeć na niego inaczej: odcierpiałeś to, co zrobiłeś. Inaczej niż na takiego, który się śmieje, ma wyrok w zawieszeniu, chodzi po wolności i popełnia dalej przestępstwa.
Kara ma różne funkcje. Retrybutywną, której jest pan zwolennikiem, ale też prewencyjną.
Oczywiście. W jednym z tekstów, które napisałem, udowadniam, że funkcja retrybutywna nie jest sprzeczna z tak zwaną sprawiedliwością wyrównawczą. Jeżeli sprawca dogada się, mówiąc kolokwialnie, z pokrzywdzonym i w jakiś sposób zrekompensuje mu to, co popełnił, to jak najbardziej może być stosowany również ten komponent.
One się uzupełniają. Kara, żeby spełniała swoją rolę w społeczeństwie i była akceptowana przez społeczeństwo, musi składać się także z komponentu sprawiedliwościowego, ale również z innych komponentów. To jedno drugiego nie wyklucza.
Prawo musi być surowe, ale precyzyjne
Dlaczego w ostatnich latach podkreślana była funkcja resocjalizacyjna?
To problem przyjęcia polityki kryminalnej. Wydaje mi się, że prawo było zbyt łagodne i doprowadziło do takich skutków, do jakich doprowadziło.
Podaję wielokrotnie przykład Norwegii i Breivika. Ten człowiek zabił ponad 70 młodych ludzi, którzy przyjechali na obóz. Wcześniej wysadził bombę w centrum Oslo, gdzie też doszło do ofiar śmiertelnych. Dostał 20 lat pozbawienia wolności.
Tyle, ile Łukasz Żak.
Dokładnie tak. Za 75 ofiar śmiertelnych, które zabił z premedytacją. Proszę zobaczyć, do czego doprowadziła ta polityka kryminalna. Do takich sytuacji, że Breivik przez wszystkie lata w więzieniu domagał się lepszych warunków, sauny. Składał skargi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, że nie ma takich warunków, jakie powinien mieć.
Natomiast funkcja, o której mówiłem, zadziałała w polskim wymiarze sprawiedliwości w sprawie Łukasza Żaka. Jego zachowanie podczas procesu, bardzo niestosowne wobec tragedii, jaka spotkała rodzinę, zostało uwzględnione przez sąd. Uważam, że jest to ruch w dobrym kierunku.
Chciałbym jednak powiedzieć jeszcze jedno, żeby nie stracić z pola widzenia pewnych kwestii. Prawo musi być precyzyjne. Jeśli mówimy o brawurze w ruchu drogowym, niedawno wprowadzono przepisy dotyczące zakazu nielegalnych wyścigów. Bardzo dobrze, bo to jest zmora i tam też dzieją się tragedie.
Natomiast wprowadzono przepis, że również przygotowanie do takiego wyścigu jest przestępstwem. Tu musimy być precyzyjni i ostrożni. Pytam, gdy czytam ten przepis: czy założenie grupy facebookowej miłośników motoryzacji, w której wymieniamy się informacjami o różnych wyścigach, to już przygotowanie? Jeżeli prokurator uzna, że tak, ktoś może ponosić odpowiedzialność karną.
Musimy być ostrożni. Być może tu poszliśmy za daleko. Natomiast walka z piractwem drogowym jest jak najbardziej słuszna.