Gośćmi programu „Karma Wraca” byli Agnieszka Gajda-Wypasek i Kordian Habel z Wojewódzkiego Związku Pszczelarzy w Krakowie, którzy wyjaśniali, jakie zmiany dla konsumentów i pszczelarzy przynosi unijna dyrektywa śniadaniowa.
– „Dyrektywa bardzo porządkuje tę sytuację na rynku, ponieważ w tej chwili na etykiecie będzie informacja o procentowym udziale krajów pochodzenia miodu. (…) Konsument będzie miał jasną, przejrzystą informację, co tak naprawdę kupuje” – tłumaczyła Agnieszka Gajda-Wypasek.
Goście programu podkreślali, że nowe przepisy mają pomóc przede wszystkim ograniczyć nieuczciwą konkurencję wobec lokalnych pszczelarzy. Dotychczas tanie mieszanki miodów z różnych krajów często konkurowały ceną z produktami pochodzącymi z polskich pasiek, mimo że sposób ich produkcji bywał zupełnie inny.
Rozmowa dotyczyła również przemysłowej hodowli pszczół. Choć w Polsce dominują niewielkie rodzinne pasieki, w innych częściach świata funkcjonują ogromne gospodarstwa liczące tysiące rodzin pszczelich.
Jak mówiła Agnieszka Gajda-Wypasek, różnice dotyczą nie tylko skali produkcji, ale także podejścia do samych owadów.
„My jesteśmy trochę przyzwyczajeni i traktujemy pszczoły z dużym szacunkiem. To my od nich czerpiemy. Natomiast na przykład na zmechanizowanych, wielkotowarowych pasiekach w Kanadzie pszczoły są traktowane wyłącznie jako źródło dochodu. Tam ta praca wygląda zupełnie inaczej. Jest zmechanizowana. Tam się pszczół delikatnie nie strzepuje tylko używa się specjalnych dmuchaw.”
Eksperci zwrócili uwagę, że właśnie produkty pochodzące z przemysłowej produkcji trafiają później do mieszanek miodów sprzedawanych na europejskim rynku.
– „One się pojawiają w tych mieszankach właśnie spoza UE. Ponieważ Unia Europejska ma swoje restrykcje dotyczące produkcji (...). Natomiast w tych miodach spoza UE znajduje się i miód chiński, i miód z krajów Mercosuru – wszystko to, co nie podlega unijnym restrykcjom.”
W audycji padły także praktyczne wskazówki dla osób kupujących miody w supermarketach. Goście podkreślali, że konsumenci często kierują się przede wszystkim ceną, tymczasem najtańsze produkty to zwykle właśnie mieszanki importowanych miodów.
– „Większość miodów, które są opisane jako miody z UE i spoza UE, to są właśnie produkty tanie. (…) Są kraje, w których środki, które u nas nie są dopuszczane, są stosowane i pozostałości tych środków mogą się pojawić w tych miodach. (…) Sposób pozyskiwania jest dużo prostszy i koszty produkcji są dużo niższe, więc cenowo mogą mocno konkurować z lokalnym produktem.”
Rozmówcy przekonywali, że dyrektywa śniadaniowa nie rozwiąże wszystkich problemów rynku miodu, ale będzie ważnym krokiem w stronę większej transparentności. Dzięki dokładniejszym oznaczeniom pochodzenia konsumenci będą mogli łatwiej świadomie wybierać produkty, a polscy pszczelarze zyskają bardziej uczciwe warunki konkurowania na rynku.
Dyrektywa śniadaniowa ma pomóc konsumentom. „Na etykietach zobaczymy znacznie więcej szczegółów”
Gośćmi programu „Karma Wraca” byli Agnieszka Gajda-Wypasek i Kordian Habel z Wojewódzkiego Związku Pszczelarzy w Krakowie, którzy wyjaśniali, jakie zmiany dla konsumentów i pszczelarzy przynosi unijna dyrektywa śniadaniowa.
Nowe przepisy mają przede wszystkim zwiększyć przejrzystość oznakowania miodów sprzedawanych w sklepach. Z etykiet zniknie ogólne określenie „mieszanka miodów z krajów UE i spoza UE”, a zastąpi je informacja o procentowym udziale miodu pochodzącego z poszczególnych państw.
– „Dyrektywa bardzo porządkuje tę sytuację na rynku, ponieważ w tej chwili nie tylko nie będzie tego zapisu, tylko będzie procentowy udział krajów pochodzenia miodu. (…) Konsument będzie miał jasną, przejrzystą informację, co tak naprawdę kupuje” – tłumaczyła Agnieszka Gajda-Wypasek.
Goście programu podkreślali, że nowe przepisy mają pomóc przede wszystkim świadomym konsumentom oraz ograniczyć nieuczciwą konkurencję wobec lokalnych pszczelarzy. Dotychczas tanie mieszanki miodów z różnych krajów często konkurowały ceną z produktami pochodzącymi z polskich pasiek, mimo że sposób ich produkcji bywał zupełnie inny.
Rozmowa dotyczyła również przemysłowej hodowli pszczół. Choć w Polsce dominują niewielkie rodzinne pasieki, w innych częściach świata funkcjonują ogromne gospodarstwa liczące tysiące rodzin pszczelich.
Jak mówiła Agnieszka Gajda-Wypasek, różnice dotyczą nie tylko skali produkcji, ale także podejścia do samych owadów.
„My jesteśmy trochę przyzwyczajeni, traktujemy pszczoły z dużym szacunkiem. Są dla nas takimi zwierzętami bardzo dostojnymi (...). To my od nich czerpiemy. Więc my je traktujemy z dużym szacunkiem. (...) Natomiast na przykład w Kanadzie pszczoły są traktowane jako źródło dochodu. Tam ta praca wygląda zupełnie inaczej. Jest zmechanizowana. Tam się pszczół delikatnie nie strzepuje (...), tylko używa się specjalnych dmuchaw. I nikt się nie cacka z pszczołami.”
Eksperci zwrócili uwagę, że właśnie produkty pochodzące z przemysłowej produkcji trafiają później do mieszanek miodów sprzedawanych na europejskim rynku.
– „One się pojawiają w tych mieszankach właśnie spoza UE. I dla nas najbardziej jako konsumentów niebezpieczne są te spoza UE. Ponieważ Unia Europejska ma swoje restrykcje dotyczące produkcji (...). Natomiast w tych miodach spoza UE znajduje się i miód chiński, i miód z krajów Mercosuru – wszystko to, co nie podlega unijnym restrykcjom.”
W audycji padły także praktyczne wskazówki dla osób kupujących miody w supermarketach. Goście podkreślali, że konsumenci często kierują się przede wszystkim ceną, tymczasem najtańsze produkty to zwykle właśnie mieszanki importowanych miodów.
– „Większość tych miodów, tych które są opisane jako miody z UE i spoza UE, to są właśnie produkty tanie. (…) Są kraje, w których środki, które u nas nie są dopuszczane, są stosowane i pozostałości tych środków mogą się pojawić w tych miodach. (…) Sposób pozyskiwania jest dużo prostszy i koszty produkcji są dużo niższe, więc cenowo mogą mocno konkurować z lokalnym produktem.”
Rozmówcy przekonywali, że dyrektywa śniadaniowa nie rozwiąże wszystkich problemów rynku miodu, ale będzie ważnym krokiem w stronę większej transparentności. Dzięki dokładniejszym oznaczeniom pochodzenia konsumenci będą mogli łatwiej świadomie wybierać produkty, a polscy pszczelarze zyskają bardziej uczciwe warunki konkurowania na rynku.