Czy Koalicja Obywatelska ma jakieś wtyki w kierownictwie PiS, jakichś uśpionych do niedawna agentów, skoro PiS swoimi wewnętrznymi konfliktami przykrył chyba największą od lat aferę Koalicji Obywatelskiej, czyli Szpital Południowy w Warszawie, milionowe zarobki 28-latka z legitymacją Koalicji, salonik VIP i tak dalej? Prawica miała państwa na widelcu, ale wolała postawić na wojnę domową.
Po pierwsze, konflikty w PiS-ie nie są żadną nowością. Kiedy rządzili, nie kłócili się, bo każda frakcja miała swój fundusz, swoje zyski i swoje wpływy. Wtedy każdy miał powód, żeby siedzieć cicho. Dzisiaj to wszystko wychodzi na światło dzienne. Wychodzi afera RARS-u, afera Funduszu Sprawiedliwości. Poparcie PiS-u spada, więc posłowie Prawa i Sprawiedliwości obawiają się, czy znajdą się na listach i czy będą w następnym Sejmie. To powoduje, że emocje biorą górę, a ta partia zajmuje się wyłącznie sama sobą. Nie mają żadnego pomysłu na Polskę. Ta wojna w PiS-ie jest nam na rękę, więc nie będziemy narzekać. Wynika ona jednak wyłącznie z tego, że myślą o własnym interesie, a nie o propozycjach programowych dla Polski.
Tak jak sama pani powiedziała, wojna w Prawie i Sprawiedliwości jest koalicji rządzącej i Koalicji Obywatelskiej na rękę. Tylko że mimo tej wojny w żadnym z ostatnich sondaży, uwzględniających już ewentualne nowe ugrupowanie Mateusza Morawieckiego, obecna koalicja nie ma większości w przyszłym Sejmie. Partie prawicowe zawsze mają większość. Czy rozwiązaniem nie będzie więc zaproszenie do rządu nowej partii Mateusza Morawieckiego? Paweł Śliz z Polski 2050 wczoraj w Radiu Kraków nie wykluczył takiej współpracy. Co pani o tym myśli?
Jestem zdecydowanie przeciwna temu, by do rządzenia zapraszać osoby zamieszane na przykład w aferę RARS-u. My jako opcje demokratyczne mamy jasne zasady, których musimy przestrzegać. Do wyborów został rok. Koalicja Obywatelska w dalszym ciągu jest silnym liderem w sondażach, a naszym zadaniem jest wygrać wybory i zrobić wszystko, żeby przekroczyć próg 35 procent. To jest nasze zadanie, a nie zastanawianie się, jak skonstruować przyszły rząd.
To polska prawica jest podzielona. To po jej stronie pojawi się kolejna partia. Kaczyńskiemu i Prawu i Sprawiedliwości grozi spadek poniżej 20 procent. Nie szłabym więc w kierunku rozważań, z którą frakcją PiS-u się dogadywać, tylko skupiłabym się na naszej pracy i pokazywaniu tego, co zrobił rząd Koalicji 15 Października.
Wracając do tego, co zrobili działacze Koalicji Obywatelskiej. Pozwoli pani, że przypomnę aferę szpitalną i pana Dawida Kacprzyka, lekarza bez specjalizacji, byłego radnego warszawskiej dzielnicy Ursus. Wychodzą kolejne informacje. Nie dość, że w Szpitalu Południowym miał średnio przepracowywać 331 godzin miesięcznie, to jeszcze w Szpitalu Bródnowskim od lutego do czerwca tego roku pracował średnio po 175 godzin miesięcznie. Wczoraj zakończyła się kontrola w tej sprawie. Wychodzi na to, że pan Kacprzyk nie musiał spać, bo sama praca w dwóch szpitalach daje ponad 16 godzin dziennie, także w soboty i niedziele. A przecież pełnił jeszcze obowiązki radnego i robił specjalizację.
Ta sytuacja była karygodna. My jako partia od razu wyciągnęliśmy konsekwencje. Tego pana już w naszej partii nie ma, nie pracuje również w tym szpitalu. Sprawa jest w prokuraturze. To są wyniki kontroli zleconej przez prezydenta Warszawy. Premier zlecił również kontrolę NFZ. Rozliczamy tę sprawę do końca. Jeżeli dochodzi do sytuacji, z którymi się nie zgadzamy, natychmiast wyciągamy konsekwencje wobec osób, które postępowały niezgodnie z naszymi standardami lub z prawem.
Druga ważna kwestia jest taka, że nie wiemy jeszcze, czy to przypadek jednostkowy. Dowiedzieliśmy się o nim dlatego, że pan był radnym i wykazał dochody w oświadczeniu majątkowym. Musimy sprawdzić, czy nie jest to problem systemowy. Stąd ustawa o jawności zarobków i możliwości sprawdzania miejsc oraz czasu pracy lekarzy przez Ministerstwo Zdrowia i NFZ. Cieszy nas, że prezydent podpisał tę ustawę. Jeżeli to problem systemowy, trzeba go rozwiązać systemowo. Natomiast każdy przypadek naruszenia standardów w naszej partii będzie rozliczony. Tak samo każda osoba zamieszana w nieprawidłowości w Szpitalu Południowym poniesie konsekwencje.
Powiedziała już pani o ustawie dotyczącej ewidencji pracy. Przedwczoraj premier Donald Tusk mówił też o kolejnych zmianach. Ma być maksymalna stawka wynagrodzenia w publicznych placówkach, limit czasu pracy – jeśli dobrze zrozumiałem – 80 godzin tygodniowo, a także pełna jawność kontraktów. Wszystko pięknie, tylko trzy lata minęły od wyborów. Dlaczego dopiero teraz? Dlaczego dopiero po aferze?
Myślę, że dopiero teraz Ministerstwo Zdrowia zobaczyło, jak duża jest skala problemu. To jednak bardzo dobry kierunek. Przypominam, że ustawę, która w zeszłym roku spowodowała 14-procentowe podwyżki, przygotowało Prawo i Sprawiedliwość. Po pandemii stworzono system, w którym co roku dokładamy kilkadziesiąt miliardów złotych do ochrony zdrowia, ale nie przekłada się to na większą liczbę świadczeń czy wyższy standard usług medycznych, tylko przede wszystkim na wynagrodzenia. Przyszedł moment, kiedy trzeba powiedzieć: dość. I właśnie to robimy.
O inną rządową ustawę chciałbym teraz zapytać. Chodzi o ustawę o statusie osoby najbliższej, której prezydent Karol Nawrocki nie podpisał, w przeciwieństwie do ustawy o ewidencji zarobków lekarzy. Chciałbym zapytać o dwie rzeczy. Po pierwsze, czy pani ta ustawa się podobała? Po drugie, czy będą prace nad kolejną ustawą regulującą związki partnerskie po tym wecie?
Po pierwsze, prezydent Karol Nawrocki otwarcie mówił w kampanii wyborczej, że podpisze taką ustawę. Dzisiaj powinien odpowiedzieć, dlaczego w tej sprawie oszukiwał wyborców. Muszę przypomnieć, że rząd Koalicji 15 Października został wybrany przez 11 milionów Polek i Polaków. Przygotował ustawę kompromisową, zaakceptowaną przez wszystkie partie koalicji – od PSL po Lewicę. Tymczasem Karol Nawrocki nie traktuje tego rządu jako demokratycznie wybranego przez obywateli.
Spodobała się pani ta ustawa i czy będą nowe prace?
Oczywiście, że podobała mi się. Uważam, że tego typu sytuacje powinny być uregulowane. Jeżeli istnieją związki partnerskie, to ustawa o statusie osoby najbliższej była potrzebna do uregulowania ich codziennego życia. To naturalne, że państwo powinno ułatwiać ludziom życie, a nie mówić im, jak mają żyć. Każdy – niezależnie od tego, czy żyje w związku małżeńskim, partnerskim czy nieformalnym – płaci podatki i ma prawo oczekiwać, że państwo będzie respektowało jego prawa.
Jak pani ocenia to, że Polska wykonała w końcu wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej i dokonuje transkrypcji aktów małżeństw jednopłciowych zawartych za granicą? Jak pani ocenia wypowiedzi burmistrza Zakopanego, który mówi, że w Zakopanem żadnych transkrypcji nie będzie, bo inaczej interpretuje przepisy?
Każda osoba publiczna ma obowiązek przestrzegania prawa i niekwestionowania wyroków sądów. Uważam, że jako państwo musimy respektować obowiązujące przepisy. Zostało przygotowane odpowiednie rozporządzenie i prawo w Polsce jest wykonywane. Nie uważam, by słowa burmistrza Zakopanego budowały zaufanie do osób publicznych. To zadanie zlecone przez rząd i wszystkie osoby pełniące funkcje publiczne powinny stosować się do wyroków sądów oraz obowiązujących przepisów, bo taki jest nasz obowiązek.
Ceny paliw znowu rosną po tym, jak Donald Trump nie wycofał się z wojny, którą sam zaczął. Wygląda na to, że będą rosły dalej, bo w Zatoce Perskiej sytuacja jest coraz bardziej napięta. Czy rząd wróci do programu dopłat do paliw, czy wydaliśmy już wszystkie zaskórniaki i nas na to nie stać?
Przede wszystkim wydajemy 200 miliardów złotych na wzmocnienie polskiej odporności. Sytuacja finansów publicznych jest więc dość napięta. Robimy to jednak po to, żeby Polska mogła bezpiecznie się rozwijać. To jest nasz absolutny priorytet.
Nie jesteśmy dziś w stanie przewidzieć rozwoju sytuacji w tak niestabilnych geopolitycznie czasach. Możemy natomiast obserwować wydarzenia i oceniać, jak długo potrwa obecna sytuacja. Jeżeli będzie taka konieczność, wrócimy do rozmowy o dopłatach do paliw, ale potrzeba na to jeszcze trochę czasu. Mamy nadzieję, że Stany Zjednoczone uporają się z sytuacją związaną z wojną w Iranie, a cieśnina zostanie odblokowana, co automatycznie obniży ceny paliw. W tej chwili sytuacja jest nieprzewidywalna i musimy obserwować, jak długo będzie się utrzymywać, żeby nie podejmować radykalnych decyzji przy tak napiętym budżecie państwa.
Na koniec bardzo proszę o krótką odpowiedź. Co z obietnicą Koalicji Obywatelskiej dotyczącą podniesienia kwoty wolnej od podatku do 60 tysięcy złotych? Pytam, bo wczoraj premier Władysław Kosiniak-Kamysz przypomniał koalicji o tej obietnicy i zapowiedział, że rząd ją w końcu zrealizuje. Tylko kiedy? Wybory już za rok.
Minister finansów i gospodarki rozmawia w tej sprawie z koalicjantami, w tym również z Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz. Te rozmowy trwają. Jeżeli ministrowi finansów uda się wygospodarować środki w budżecie na obniżenie podatków, to myślę, że jest to tylko kwestia czasu. Powtarzam jednak, że jesteśmy w sytuacji pełnoskalowej wojny w Ukrainie. Wydajemy rekordowe, ponad 200 miliardów złotych na obronność, co jest dziś absolutnym priorytetem. Polki i Polacy dobrze rozumieją, że właśnie dlatego sytuacja finansów publicznych jest bardzo napięta. Oczywiście staramy się realizować nasze obietnice wyborcze.