Czy dalej podtrzymuje pan swoje stanowisko? Czy w Zakopanem żadnych transkrypcji zagranicznych aktów małżeństw jednopłciowych nie będzie?
Transkrypcje zagranicznych aktów będą, ale nie jednopłciowych. Jest to problem, myślę, ogólnopolski, bo przepisy nie są jednoznaczne i tak naprawdę trudno nam je interpretować. Oczywiście każda sytuacja będzie analizowana odrębnie, każdy wniosek będzie analizowany i będziemy mogli się do niego odnosić. Natomiast według obecnego stanu prawnego uważam, że nie mamy możliwości dokonywania tej transkrypcji legalnie.
Tyle że ta odmowa nie zmieni faktów. Jednopłciowa para, w tym wypadku z Zakopanego, zawarła za granicą małżeństwo.
No właśnie. I to jest problem tego typu, że gminy mogą to interpretować różnie. W Polsce mamy dwa i pół tysiąca gmin i ja bym sobie życzył, i życzę wszystkim wójtom, burmistrzom, prezydentom, żeby mieli jednoznaczne przepisy – od konstytucji, przez ustawy, aż po rozporządzenia. Żeby wszystko było tak jednoznaczne, żeby nie było możliwości dyskusji, interpretacji i późniejszych ewentualnych spraw w sądzie. Bo nie mówimy tylko o tej jednej sytuacji, ale często jest tak, że przepisy są niejednoznaczne.
Tutaj również, po analizie, uważamy, że nie mamy takiej możliwości na dzień dzisiejszy, tym bardziej że jeszcze nic nie jest gotowe. Oczywiście rozporządzenie będzie wchodzić w życie pewnie za jakieś dwa i pół miesiąca, więc może do tego czasu niektóre urzędy będą przygotowane, chociażby logistycznie. Czyli miejmy nadzieję, że będzie gotowy system teleinformatyczny, akty, formularze i tak dalej. Na ten moment jesteśmy zupełnie niegotowi, a przepisy są, myślę, otwarte na dużą interpretację. Wiele gmin interpretuje je w ten sposób jak Zakopane, wiele gmin interpretuje je inaczej. Przepisy powinny być jednoznaczne i mamy nadzieję, że ustawodawca zrobi to tak, jak należy.
Z jednej strony oczywiście analizy prawne, z drugiej strony – o czym też pan mówił – wyborcy, to znaczy konserwatywne Podhale. Przez trzynaście lat Zakopane nie chciało też przyjąć uchwały antyprzemocowej, rzekomo niezgodnej z góralską tradycją. Ten bunt chwaliła ówczesna premier Beata Szydło i ówczesny metropolita krakowski Marek Jędraszewski. Czy pary jednopłciowe też będą musiały poczekać kilkanaście lat, tak jak było z tą uchwałą antyprzemocową, która obowiązuje od dwóch lat i chyba nic wielkiego się nie dzieje w Zakopanem?
I bardzo dobrze, że obowiązuje ta uchwała. Przemoc w rodzinie to jest zupełnie inny temat, inne przepisy. Inaczej jest to wszystko uregulowane prawnie. Zakopane było jedyną gminą, która faktycznie się temu sprzeciwiała. Nie wiem dlaczego, pewnie z powodów politycznych. Ja w to nie wchodzę, bo w politykę się nie bawię.
Natomiast tutaj sytuacja jest zupełnie inna. Oczywiście jesteśmy regionem konserwatywnym, przywiązanym do wiary i tradycji, więc to jest dla nas bardzo ważne. Natomiast ja bym sobie życzył, i wszystkim innym wójtom, burmistrzom oraz prezydentom, żeby mieli jednoznaczne przepisy, z którymi nie można dyskutować ani ich interpretować. Zakopane jest bardzo otwarte na wszystkich. Nie oceniamy tutaj ani orientacji seksualnej, ani koloru skóry. Wszyscy dobrze się w Zakopanem czują i tak musi zostać. Natomiast przepisy muszą być takie, żebyśmy mogli postępować zgodnie z prawem, zgodnie z konstytucją i ustawami.
Zakopane ma swoją uchwałę krajobrazową, a nie ma jej na przykład Warszawa. Czy widać już pierwsze reakcje przedsiębiorców na te nowe przepisy, mimo że na dostosowanie się do nich mają dwanaście miesięcy?
No właśnie, tu mamy dosyć długie vacatio legis, bo będzie aż dwanaście miesięcy na dostosowanie się. Długie i niedługie, bo w wielu gminach było ono znacznie dłuższe. Udało się też wypracować dosyć duży kompromis z organizacjami i przedsiębiorcami. Powiem szczerze, że od jedenastu lat czekałem na tę uchwałę. Już w 2015 roku, kiedy byłem w Radzie Miasta, zaczynaliśmy rozmawiać o tym, że należy ją przygotować. Dzięki Bogu po jedenastu latach ją mamy. Jest dosyć obszerna i skomplikowana, natomiast przygotowujemy też poradnik dobrych praktyk.
Gorąco apeluję do przedsiębiorców i bardzo ich proszę, żeby się dostosowywali, bo my nie jesteśmy po to, żeby karać czy dokuczać przedsiębiorcom. Staraliśmy się stworzyć te przepisy w taki sposób, żeby były jak najbardziej jasne, ale jednocześnie jak najmniej krzywdzące dla naszych małych, lokalnych biznesów. Mam nadzieję, że takie właśnie są. Gorąco apeluję, aby się dostosować. Jesteśmy w 2026 roku. Te banery, płachty i szmaty nie spełniają już swojej roli. Mamy internet. Myślę, że pieniądze zainwestowane w internet przyniosą dużo większe korzyści.
Pytanie o to, jak pan sobie teraz wyobraża egzekucję tych nowych przepisów. Przy okazji dyskusji o uchwale krajobrazowej słyszeliśmy opinie, że legalne reklamy wzdłuż Zakopianki można policzyć na palcach jednej ręki. Być może jest tam nawet tylko jedna legalna reklama. Kiedy to zniknie i w jaki sposób do tego dojdzie?
Będziemy powoływać zespół, który będzie się tym zajmował. Na początku na pewno będziemy upominać i prosić, a jeśli przedsiębiorcy będą bardzo niesubordynowani, to będziemy musieli egzekwować kary. Przypomnę tylko, że według naszych wyliczeń za dziesięciometrową reklamę kara wynosi kilka tysięcy złotych miesięcznie. To są dosyć duże pieniądze, które trzeba będzie zapłacić za niedostosowanie się do przepisów. Uchwała jeszcze prawdopodobnie się nie uprawomocniła. Za chwilę pewnie się uprawomocni i wejdzie w życie.
Myślę, że na przyszłe lato będziemy mieli już Zakopane mocno posprzątane. Zaczniemy tę egzekucję od największych, najbardziej szpecących reklam, a potem z czasem trzeba będzie dostosowywać się po kolei. Zresztą większość oznaczeń zgodnych z planem zagospodarowania nie powinna mieć problemów. Sam się w tym gubię, bo mówię „reklamy”, a powinniśmy częściej używać terminu „szyldy”. Każdy przedsiębiorca może mieć szyld, a my chcemy pozbyć się właśnie reklam, a nie szyldów, żeby przedsiębiorcy nadal mieli swoje nośniki informacyjne.
Myślę, że cała Polska będzie obserwować to, co będzie się działo w Zakopanem. Tym bardziej że, powtórzę, choćby Warszawa takiej uchwały nie ma. Panie burmistrzu, kolejne przepisy, które mogą zmienić modus operandi przemysłu turystycznego na Podhalu. Według danych portalu Otodom w maju rynek najmu krótkoterminowego skurczył się niemal o sześć procent, a to w wyniku zapowiadanych nowych przepisów i wysokich kar za nielegalną działalność. Czy z Zakopanego też znikają pokoje wynajmowane w ramach takiej działalności? Czy zauważył pan jakiś ruch, czy na razie bez zmian?
Znikania nie zauważyłem. Zauważyłem natomiast większą aktywność przedsiębiorców w rejestrowaniu obiektów, bo często jest tak, że ktoś ma kilka apartamentów, a zgłoszony ma jeden lub dwa. Przedsiębiorcy przychodzą więc i zgłaszają te obiekty. Mam nadzieję, że przejdzie to jak najbardziej gładko, żebyśmy mogli nadawać unijne numery rejestracyjne bez zbędnej papierologii, bo każdego z nas to czeka. Każdy będzie musiał taki numer mieć. W naszej bazie jest ponad trzy tysiące trzysta, prawie trzy tysiące czterysta obiektów noclegowych, a w ewidencji jeszcze więcej. Dlatego chciałbym, żebyśmy zrobili to jak najsprawniej, żeby nasi przedsiębiorcy i mieszkańcy nie musieli spędzać godzin nad formularzami. Każdy będzie miał nadany numer i sytuacja się uporządkuje.
A że się uporządkuje, to chyba każdy powinien się cieszyć, bo zniknie problem dzikiego wynajmu, szczególnie we wspólnotach mieszkaniowych, w blokach, gdzie mieszkają ludzie. Często dziewięćdziesiąt pięć procent mieszkań zajmują zwykli mieszkańcy, a jest jeden uciążliwy najem krótkoterminowy, który wszystkim spędza sen z powiek i mocno przeszkadza. Dziś jest on właściwie nieosiągalny, bo nie ma ani regulaminu, ani kontaktu, ani tak naprawdę nie wiadomo, kto go prowadzi. Takie sytuacje się zdarzają, bo mieszkańcy zgłaszają mi takie problemy. Mam więc nadzieję, że to zostanie wyeliminowane.
No to nawet pięćdziesiąt tysięcy złotych kary można zapłacić za działalność prowadzoną poza tym rejestrem, czyli działalność niezgodną z przepisami. Jakiego efektu, tych nowych przepisów pan się spodziewa w Zakopanem i czy na przykład byłby pan za tym, żeby jakąś część miasta w ogóle wyłączyć albo z najmu krótkoterminowego, albo wprowadzić jakieś górne limity?
Wprowadzanie stref w obecnej sytuacji miasta, przy obecnym modelu wynajmu, gdzie praktycznie na każdym kroku mamy najem, wymagałoby dużej ostrożności. Przecież dziewięćdziesiąt procent mieszkańców miasta żyje z turystyki, jeśli nie więcej. Byłbym więc bardzo ostrożny z wprowadzaniem takich stref. To wymaga bardzo szerokiej dyskusji z radnymi i mieszkańcami oraz ogromnych konsultacji. Na dzień dzisiejszy wydaje mi się, że taka strefa nie mogłaby zaistnieć nigdzie, bo nie byłoby na to zgody mieszkańców.
Natomiast są obszary, które być może w przyszłym planie ogólnym czy planie zagospodarowania zostaną przeznaczone pod funkcje mieszkaniowe. Być może właśnie w takich miejscach można byłoby wprowadzić takie strefy. Ograniczyłoby to trochę skoki cenowe i koszty zakupu działek, a także umożliwiłoby naszym mieszkańcom po prostu osiedlanie się i mieszkanie bez świadczenia usług turystycznych. Z tym mamy w Zakopanem dość duży problem. Jeżeli ktoś nie ma swojego pensjonatu, bardzo trudno jest mu kupić mieszkanie czy nieruchomość tylko po to, żeby normalnie mieszkać i żyć.
Od 1 maja funkcjonuje Karta Turysty. Ile kart wydano? Czy można już porównywać wpływy z opłaty miejscowej do maja 2025 roku, czy jest jeszcze za wcześnie na takie zestawienia?
Samych wpływów jeszcze nie jesteśmy w stanie podać. Natomiast uważam, że to dosyć duży sukces, bo Karta Turysty była projektem pilotażowym podczas majówki. Tak naprawdę już w pierwszy weekend majowy wydaliśmy ponad dwa tysiące kart.
To oczywiście dopiero początki, trzeba mieć to na uwadze. Mamy jednak kilkuset przedsiębiorców uczestniczących już w tym projekcie. Mamy prawie siedemdziesięciu, a być może już ponad siedemdziesięciu partnerów, którzy zgłaszają się i chcą oferować zniżki oraz swoje usługi w ramach tej karty.
Myślę więc, że ten projekt ma szansę na duże powodzenie. Jest na rynku dopiero od miesiąca, więc liczę, że efekty będą bardzo dobre.