Z Gdyni do Krakowa. Marzenia, które prowadzą daleko.
Choć dziś tworzy w Krakowie, wciąż z dumą podkreśla swoje gdyńskie korzenie. To właśnie z rodzinnego miasta wyjechała na studia na Uniwersytecie Jagiellońskim, spełniając jedno ze swoich marzeń. Jak przyznaje, morza nadal jej brakuje, ale przeprowadzka okazała się początkiem muzycznej drogi. W Gdyni uczyła się śpiewu, pisała pierwsze teksty i zbierała inspiracje. Dopiero w Krakowie powstał zespół Meandry, dzięki któremu utwory, które przez lata chowała do szuflady, mogły w końcu wybrzmieć.
Rock zostaje, ale czas na nowe brzmienia.
Meandry pozostają bliskie softrockowej estetyce i, jak podkreśla artystka, nie zamierzają z niej rezygnować. Jednocześnie coraz mocniej ciągnie ją w stronę bardziej współczesnego popu i alternatywy.
Dalej uwielbiam rocka, ale podoba mi się też stylistyka mainstreamowa i chciałabym popróbować w tym kierunku
-mówi.
Sama przyznaje, że jej muzyczne inspiracje nieustannie się zmieniają. Zaczynała od popu, później odkryła klasyczny rock, a dziś czerpie z wielu gatunków, szukając własnego języka.
„Zawsze czegoś mi brak”. O brakach, które wskazują kierunek.
Debiutancki singiel solowy wyrósł z doświadczenia zagubienia i zmęczenia, ale nie jest opowieścią o bezradności. Wręcz przeciwnie. Jak tłumaczy Agata Nasiadka, moment, w którym uświadamiamy sobie, że czegoś nam brakuje, może być początkiem zmiany.
To już jest informacja, że możemy wybrać, czy zostajemy w tym braku, czy chcemy wziąć się w garść i coś z tym zrobić
-podkreśla.
Jej zdaniem warto nauczyć się słuchać własnych emocji, bo nie są przeszkodą, lecz ważną wskazówką, która pomaga odnaleźć właściwy kierunek.
Morze jako symbol nowego początku.
Do singla powstał teledysk nagrany o świcie na plaży w Gdyni. Woda staje się w nim symbolem oczyszczenia i pierwszego kroku ku zmianie.
Bohaterka postanowiła się zresetować. Być może jeszcze nie wie dokładnie, co zrobi, kiedy wyjdzie z tej wody, ale już zrobiła pierwszy krok
- opowiada artystka.
Nad ostatecznym brzmieniem utworu pracowała wspólnie z producentem Rafałem Walczewskim. Początkowo wszystkie pomysły powstały w prostym programie na telefonie, a później zyskały pełną formę w studiu. Jak przyznaje, największym wyzwaniem nie jest dziś brak możliwości, lecz ich nadmiar.
Przez mnogość brzmień pojawia się tyrania wyboru. Trzeba mieć pomysł, bo inaczej łatwo się w tym wszystkim zgubić.
24 lipca o godz. 19.00 Meandry zagrają w ramach cyklu „Odkrywka” w Dworku Białoprądnickim