Jedzenie przestało służyć wyłącznie przetrwaniu
Jeszcze kilkaset lat temu jedzenie miało przede wszystkim funkcję biologiczną – pozwalało przeżyć. Współczesny człowiek funkcjonuje jednak w zupełnie innych warunkach. Dziś jedzenie towarzyszy niemal każdej sferze życia: świętujemy przy stole, pocieszamy się słodyczami po trudnym dniu, nagradzamy ulubionymi potrawami, a stres często "zajadamy". To właśnie dlatego coraz częściej mówi się o relacji z jedzeniem. Samo słowo "relacja" sugeruje emocjonalną więź, podobną do tej, jaką tworzymy z innymi ludźmi. Problem pojawia się wtedy, gdy jedzenie zaczyna przejmować kontrolę nad naszym życiem.
Zdrowa relacja z jedzeniem oznacza przede wszystkim poczucie sprawczości, ponieważ to człowiek decyduje, kiedy i co je, a nie odwrotnie. Wiele osób z chorobą otyłościową opisuje swoje doświadczenia inaczej. Mówią, że całe ich życie kręci się wokół jedzenia, planowania posiłków, walki z zachciankami i poczucia winy. W krajach rozwiniętych większość ludzi nie doświadcza już autentycznego niedoboru żywności. Paradoksalnie sprawiło to, że coraz trudniej rozpoznajemy podstawowe sygnały płynące z organizmu. Wiele osób nie potrafi dziś odróżnić głodu od apetytu czy emocjonalnej potrzeby jedzenia.
Czujemy głód, to jemy. Nie czujemy głodu, nie jemy. Jesteśmy nauczeni przez starsze pokolenie, że nie odejdziemy od stołu, dopóki nie zjemy, trzeba zjeść wszystko. Jedzenie to świętość i na talerzu nic nie powinno zostać, a to niestety zaburza naszą relację z jedzeniem – mówi dr Sankowska-Dobrowolska.
Głód fizyczny a głód emocjonalny i apetyt
Głód fizyczny to naturalny sygnał organizmu. Narasta stopniowo, zwykle kilka godzin po posiłku. Towarzyszy mu charakterystyczne uczucie pustki lub ssania w żołądku, spadek energii czy osłabienie. Najważniejsze jest to, że pojawia się przewidywalnie i wynika z rzeczywistych potrzeb organizmu. Natomiast głód emocjonalny działa zupełnie inaczej. Może pojawić się nawet kilka minut po obfitym obiedzie. Nie wynika z potrzeb energetycznych, ale z napięcia, stresu, smutku, frustracji czy zmęczenia. To właśnie ten rodzaj głodu często daje o sobie znać wieczorem, gdy po całym dniu obowiązków kumulują się emocje. Wówczas pojawia się silna ochota na słodycze, chipsy lub inne wysokokaloryczne przekąski. Nie oznacza to jednak, że każda osoba z otyłością zajada emocje.
Kolejnym pojęciem często mylonym z głodem jest apetyt. To po prostu chęć zjedzenia czegoś smacznego. Możemy być najedzeni, a mimo to skusić się na kawałek ciasta czy porcję lodów. Wystarczy atrakcyjny zapach, widok ulubionego dania albo wspomnienie przyjemnego smaku. Apetyt jest więc bardziej związany z przyjemnością niż z biologiczną koniecznością.
Widzimy coś pysznego, mamy ochotę to zjeść. Ta zachcianka, tak samo jak głód emocjonalny, pojawia się właściwie niezależnie od tego, czy jesteśmy syci, czy nie – dodaje.
Fenotypy otyłości
Jednym z najbardziej nowoczesnych elementów podejścia do leczenia otyłości jest koncepcja tzw. fenotypów otyłości. To próba odpowiedzi na pytanie, dlaczego dwie osoby o podobnej masie ciała mogą mieć zupełnie inne przyczyny problemu.
Fenotyp jedzenia emocjonalnego
To osoby, u których dominującą rolę odgrywają emocje. Jedzenie staje się sposobem na rozładowanie napięcia, stresu czy samotności. W takich przypadkach kluczowe znaczenie może mieć wsparcie psychologa lub psychodietetyka.
Fenotyp "głodnego mózgu"
U tych pacjentów zaburzona jest regulacja głodu i sytości na poziomie mózgu. Osoby takie często mówią, że nigdy nie czują pełnej sytości. Nawet duże porcje nie dają im poczucia nasycenia, a głód wydaje się niemal nieustanny.
Fenotyp "głodnego jelita"
Problemem jest tutaj zbyt szybkie opróżnianie żołądka i przesuwanie pokarmu przez przewód pokarmowy. W efekcie uczucie sytości trwa krótko, a potrzeba kolejnego posiłku pojawia się szybciej niż powinna.
Fenotyp wolnego spalania
To osoby, które często mają za sobą wieloletnią historię restrykcyjnych diet i efektów jo-jo. W wyniku kolejnych głodówek tracą nie tylko tkankę tłuszczową, ale także mięśnie. Kiedy masa ciała wraca, wraca głównie tłuszcz. Powstaje wówczas tzw. otyłość sarkopeniczna – dużo tkanki tłuszczowej i mało mięśni. A to właśnie mięśnie są głównym "silnikiem" metabolizmu. Dlatego u takich pacjentów kluczowym elementem terapii bywa trening siłowy, a nie kolejne ograniczanie kalorii.
Dlaczego szybkie diety nie działają?
Wciąż ogromną popularnością cieszą się diety cud, detoksy sokowe i głodówki obiecujące spektakularne efekty w krótkim czasie. To jedna z największych pułapek współczesnej kultury odchudzania. Restrykcyjne diety prowadzą do utraty mięśni, pogarszają relację z jedzeniem i uczą postrzegania głodu jako wroga. Efekt jest zwykle przewidywalny – szybki spadek masy ciała, a następnie równie szybki powrót kilogramów. Największym błędem jest jednak porównywanie się do innych.
Każdy z nas jest inny. Nawet, gdy ma się takie samo BMI, nie można między sobą porównywać tempa redukcji. Każdy z nas prowadzi trochę inne życie – podkreśla.
Wbrew reklamowym obietnicom utrata 10 kilogramów miesięcznie nie jest ani zdrowa, ani trwała. Za bezpieczne tempo uznaje się średnio około 2 kilogramów miesięcznie. Nie jest to jednak sztywna reguła. Redukcja masy ciała przypomina raczej sinusoidę niż prostą linię. Zdarzają się okresy szybszych spadków, ale także tygodnie lub nawet miesiące zastoju.