Jaki system ostrzegania i alarmowania o zagrożeniach zbudowaliśmy przez ponad cztery lata wojny? Co panu mówi ten chaos informacyjny związany z obecnością rosyjskiej rakiety w polskiej przestrzeni powietrznej?
- Ten chaos został przecięty przez pana premiera Tuska. On powiedział, że to zdarzenie powinno nas czegoś nauczyć. Po odwołaniu takiego alarmu powinna być informacja dla mieszkańców, czego dotyczyło zagrożenie i że nic nam nie grozi. Poszerzenie mObywatela o takie informacje by było zasadne. Od początku były informacje, co się dzieje. Media to śledziły. Sygnały alarmowe się włączyły. Systemy, które miały zadziałać, zadziałały. Takie są sugestie wszystkich ws. informowania po zakończeniu alarmu, powinno to być dostarczone wszystkim zainteresowanym z tego terenu.
Jednak paru rzeczy zabrakło. Były syreny, ale nie wszędzie na Lubelszczyźnie. Nie było informacji RCB. Mieszkańcy nie wiedzieli, co się dzieje. Nie było informacji odwołującej stan zagrożenia.
- O tym mówię. Informacja powinna się pojawić. Premier zapowiedział, że będzie to uzupełnione, żeby system zabezpieczenia i ostrzegania był jednolity. On musi obowiązywać wszystkie służby.
Nie nazbyt optymistyczne wnioski pan wyciąga z tej sytuacji? To wszystko się wydarzyło tydzień po ogólnopolskich testach alarmowych. To nie jest pierwsza rakieta w polskiej przestrzeni powietrznej.
- Tak. Ta była śledzona od początku. Od razu była zidentyfikowana. Poprzednia rakieta przez 4 miesiące nie była zidentyfikowana. Spacerowiczka znalazła rakietę w lesie. Miał informację minister Błaszczak, nie podzielił się. Ten rząd szybciej reaguje.
Gdybyśmy założyli, że rakieta znalazła się w polskiej przestrzeni nieprzypadkowo, że miała przetestować nasze systemy, jakie wnioski z tej sytuacji wyciągają dziś Rosjanie?
- Rosjanie wyciągają wnioski, że zostały poderwane dwa myśliwce, które śledziły rakietę. Jeśli rakieta by się dostała w rejon miast, na pewno by była zestrzelona. Jak chodzi o wojsko, ono zadziałało perfekcyjnie. Mamy pretensje, że system ochrony ludności, obrony cywilnej ma pewne luki. Trzeba to zrobić. PiS skasował obronę cywilną, która była od lat. Ta ustawa ustala zasady działania służb i informuje ludzi, jak mają się zachować. Wszyscy obywatele otrzymali broszurę informującą, jak mają się zachować w momencie zagrożenia. Są tam informacje o alarmach. Wiele rzeczy zostało zrobionych. Niedociągnięcia są, to jest ostatni moment, żeby je uzupełnić.
Na dzisiaj zaplanowano słynny już grill u Morawieckiego. To ma być taki nowy początek nowej prawicowej formacji. Komu odbierze ona tych bardziej centrowych wyborców? Dawnej Trzeciej Drodze?
- Teraz trudno to ocenić. Żadne propozycje programowe nie są znane. Na pewno KO ma z tego korzyść. Jesteśmy w Sejmie największym klubem parlamentarnym. To bonus od pana Morawieckiego. Komu on odbierze głosy? Trudno powiedzieć. Pewnie Konfederacja Korony Polskiej nie pójdzie na grilla do pana Morawieckiego. Co jednak zrobi Konfederacja? Jaka będzie współpraca pana Morawieckiego z panem prezydentem? Za dużo jest znaków zapytania, żeby mówić, kto tu zyska, kto straci. PiS spada poniżej 20% w notowaniach. Od lat tak nie było. My korzystamy z tego. To nas nie zwalnia od tego, żeby konkurować z ugrupowaniem, które będzie chciało przejąć nieco elektoratu KO i naszych koalicjantów.
Pan pod pewnymi warunkami widziałby w przyszłości ewentualną współpracę z Rozwojem Plus?
- Rozwój Plus musi się rozliczyć ze wszystkich swoich minusów. Wielu liderów ma zarzuty. One są poważne. Tam są przestępstwa w zasadzie kryminalne - kradzież, defraudacja i tak dalej.
Zarzuty.
- Czekamy, jak się rozwiąże te problemy. Potem, jak nie będzie tam osób, które podczas rządów PiS doprowadziły do tego, możemy rozmawiać. Ja nie wróżę tutaj jednak szerokiej współpracy.
Na dystrybutorach paliw cena diesla przekroczyła już 8 zł. Czy nie powinien być to sygnał do tego, by rząd zainterweniował w sprawie cen paliw, czy czekamy, aż benzyna 95 przekroczy 8 zł?
- Są dwa sygnały, które powinny pójść z Pałacu Prezydenckiego. Czekam aż prezydent Nawrocki poprosi kolegę z Białego Domu, żeby uspokoił sytuację na Bliskim Wschodzie. Jak Trump zapowiadał zatrzymanie ataków na Iran, ceny spadały. Dlatego mogliśmy odejść od programu CPN. Była obniżka cen ropy na rynkach. Prezydent odesłał też do TK ustawę, która mogła być źródłem finansowania kolejnego wsparcia dla kierowców. Nie chciał brać na siebie odpowiedzialności za weto. Zablokował TK, bo obawiał się, że jego odesłanie ustawy do TK będzie szybko rozpatrzone.
Też ekonomiści mają wątpliwości, co do funkcjonowania prawa wstecz. To od 1 marca niby miałoby...
- Nie do końca. Te zyski pojawiły się po rozliczeniu rocznym. Wtedy to będzie jasne. Jak teraz by to zostało wprowadzone, byłoby to naliczane później. Nie mam wątpliwości. Działanie prezydenta jest szkodliwe. On jest odpowiedzialny za te ceny.
Ale to rząd może zdecydować o nowym programie CPN 2. Czy czekamy do tych ostatnich dwóch tygodni wakacji, czy jednak jest jakaś granica cenowa, po której interwencja być powinna?
- Są zapowiedziane działania rządu. Ta ustawa by to ułatwiła i przyspieszyła. Poczekajmy, pewnie rzad już ma odpowiednie zarządzenia, żeby ulżyć kierowcom. Jest zapowiedź, że koło 15 sierpnia działania osłonowe będą.
Dziś poznamy oficjalną datę wyborów w Krakowie, choć znamy już treść rozporządzenia, z którego wynika, że odbędą się one 27 września. W Warszawie rozpoczęła się zbiórka podpisów pod wnioskiem referendalnym w sprawie odwołania prezydenta Trzaskowskiego, jednego z najbardziej prominentnych polityków Koalicji Obywatelskiej. Patrząc na te doświadczenia krakowskie, co by pan poradził Rafałowi Trzaskowskiemu, żeby nie poszedł śladami Aleksandra Miszalskiego?
- Jestem spokojny o prezydenta Warszawy. On wygrał w I turze. Jego poparcie w Warszawie jest dużo większe. Olek Miszalski wygrał o 5000 głosów. Łatwiej tu było mobilizować. Nie wróżę sukcesu nawet przy zbiórce podpisów w Warszawie. Potrzeba ich 136 tysięcy. To nie jest łatwe w wakacje. Ktoś chce wokół siebie zrobić szum. Wydaje się, że Rafał Trzaskowski nie jest zagrożony.